Co jeszcze zrobią
- Żeby widzieć nie zawsze potrzebne są oczy. - Bastet zwróciła się w moją stronę.
- A co widzisz?
- Tego nie mogę ci powiedzieć. Jeszcze.
Nie warto pytać - tyle wiem. Jeśli będzie mogła, to powie. Położyłam srebrny krążek na otwartej księdze. Bastet zatrzymała mnie gestem.
- Zaczekaj! Będziesz musiała ich bronić. Bez ciebie nie dadzą sobie rady.
- Wracam...czy tak?
Czekałam długą chwilę , bardziej z szacunku niz z nadzieją, ze dowiem się czegoś jeszcze. Już miałam się odwrócić do wyjścia gdy nieznacznie skinęła głową. A więc wracam...
*
"Dziesiąta woda" - żachnęła się Florenyna. - Też coś!
- O co tu chodzi? - Ruta stała za plecami Dżamili, która rozkładała na stole stare zdjęcia.
Flora siedziała cicho. Nic tutaj nie mogła pomóc. Rozalia, najstarsza z ciotek Flory, niemożliwe wykształcona, słodko uśmiechnięta siwowłosa drobinka, poprawiła na nosie binokle w złotych oprawkach. Biada temu, kto dałby się zwieść słodkiemu i uśmiechowi i naiwnym, błękitnym oczom.
Florentyna położyła na stole pożółkłe dokumenty, rujnując jednocześnie jakiś porządek, w którym Dżamila układała zdjęcia w poszukiwaniu podpowiedzi.
- Wszyscy po kolei wymienieni w tym dokumencie, jacyś twoi kuzyni - Florentyna postukała upierścienionym palcem w odpowiednie miejsce na dokumentach leżących na stole - nie zdołali , zmruzyła jedno oko i teatralnym gestem zblizyla do oka kartkę papieru - " odnaleźć, odkryć, napotkać, czy w jakikolwiek inny, naturalny badź nie, sposób, wejśc w posiadanie...". No, żeż, do licha!
Licho posłusznie wyjrzało zza szafy.
-Przepraszam. - Florentyna wygrzebała z jednej z rozlicznych kieszeni porozciąganego na wszystkie strony różowego swetra, garść ogromnych krówek w żółtych papierkach i wrzuciła za szafę. Licho dygnęło grzecznie i zniknęło w cieniu pod ścianą.
- Jesteś wymieniona ostatnia jako, cytuję "...dziesiąta woda po kisielu..." - Florentna prychnęła oburzona.
- Jeśli nie zdołasz odnaleźć...tego tam ...- Rozalia przełożyła kartki, - " przedmiotu będącego głównym elementem poszukiwań, przedmiot ów, wraz ze wszystkimi nie przewidzidzianymi, nie wymienionymi , ale z automatu będącymi jego częścią " ...
- Że co? - Dżamila nie wytrzymała.
Rozalia przyjrzała się dokumentowi.
- Same zobaczcie, - odwróciła kartkę w naszą stronę. - Dalej jest jeszcze lepiej!
Znalazła miejsce, w którym przerwała. - "... częścią przedmiotu poszukiwań .... zostaną poddane nieodwracalnej eutanazji..." - Rozalia przerwała i spoważniała. - "Nieodwracalnej " zostało odręcznie podkreślone na czerwono.
Ruta wyjęła jej kartkę z dłoni. - A dalej, również podkreślone na czerwono, - ciotki spojrzały po sobie. - " ... A następnie, nieoczywistej utylizacji" - dokończyła oburzona Ruta, a okulary, ogromne, w oprawie z ciemnego bursztynu, zsunęły jej się na sam czubek nosa.
Teraz już wszystkie ciotki patrzyły na Rozalię.
- Co to jest "nieoczywista utylizacja"?
- Jest jakaś inna eutanazja?
A Rozalia delikatnie dmuchnęła w swoją otwartą dłoń. Zdjęcia rozłożone przez Dżamilę na stole poderwały się nagle do góry , przetasowały jak karty do gry i opadły zasypując stół, podłogę z dębowych desek, krzesła, kanapę, jedna wpadła do kubka ciotki Dżamili, a łopoczacy wir zdjęc wyfrunął za okno na podwórze i od razu zbiegly się wokół nich ciekawskie kury.
Flora wyskoczyła przez okno ratować czarno - białe portrety swoich bardziej lub mniej, dostojnych przodków przed niewątpliwym rozdziobaniem.
Jedno czarno-białe zdjęcie wielkości większego znaczka pocztowego, z brzegami wyciętym w zabawne ząbeczki, unosiło się z gracją nad stołem. Rozalia delikatnie ruszyla dłonią i zdjęcie osiadło łagodnie łagodniejak motyl.
Dżamila westchnęła znacząco, odstawiła kubek, z którego wyglądał skrawek rozmakającej podobizny jakiejś damy w ogromnej koafiurze, delikatnie chwyciła zdjęcie w dwa palce, osuszyła jako tako rękawem i położyła obok pierwszego.
Florentyna wydobyła ze swoich włosów wyblakłe na pomarańczowo i brązowo zdjęcie z polaroida. Licho wychylilo się zza szafy i pomachało kolorowym kartonikiem. Flora weszła drzwiami.
- Co tu widzisz?
Flora podeszła bliżej.
Na zdjęciu w kolorach sepii, na tle idiotycznego malunku z palmami i dymiącym wulkanem, w ogromnym fotelu siedział uśmiechnięty staruszek a na jego kolanach spało zwierzę coś jak mniejsza pantera albo jaguar.
- Tygrys zaraz zje dziadunia.
Ruta przewróciła oczami.
- Uratowałaś coś?
- Jeśli pytasz o zdjęcie, - Flora uśmiechala się tajemniczo, - to tylko jedno.- Flora położyła na stole mocno naddziobane zdjęcie. - Ale patrzcie...
W kołysce z dłoni Flory leżał mały kociak niepewnie poruszając łepetyną na wszystkie strony.
Rozalia delikatnie wyjęła zwierzątko z rąk dziewczynki - To jest Zuza.
- Kto?
-Zuza Dziewiąta. - Dodała Ruta.
- Kto??
-Spójrz, - Ruta dotknęla palcem zdjęcia z jeszcze-nie-zjedzonym staruszkiem. - To jest Zuza Pierwsza. To Zuza Druga- zdjęcie z rozmokłą w herbacie damą.
- To Zuza trzecia a tu czwarta... -Tak, tak, tak. A to jest Zuza Dziewiąta. - Rozalia podała Zuzę Florze. - A ponieważ ty ją znalazłaś, ty jesteś za nią odpowiedzialna.
*
Wracamy gdy jesteśmy im potrzebni. Wracamy, gdy jest im potrzebna nadzieja. Stoimy na granicy światów między nimi a złem, bierzemy na siebie choroby i wypadki naszych podopiecznych - tych, którzy są tego warci za to , co już zrobili, albo za to, co jeszcze zrobią.