Czekaj

Czekaj
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/background">Background Stock photos by Vecteezy</a>

Czy ja nie mogę spać? A może...? A może nie mogę się obudzić? Szlag. Ile to już czasu? Spotykam tu różnych. To nie tak, że tu nikogo nie ma . Czy, że nie da się pogadać... no, "pogadać" to może za dużo powiedziane. "Zamienić monosylaby" bardziej . Ale są. Inni. Czyli: sen czy nie sen? Niektórych rozpoznaję, choć nie potrafię ich nigdzie konkretnie umieścić ani przypasować im żadnego imienia czy nazwiska z tych, które jeszcze pamiętam. Czasem śpię. Chyba. Bo nie wiem. No, właśnie. A może wtedy właśnie nie śpię? Od dłuższej chwili szukam czegoś znajomego. Czegokolwiek. Metodycznie przeszukuję moje otoczenie i szukam czegoś,  co umiem nazwać.

Czasem słyszę muzykę. Wtedy siadam i zamykam oczy. Wiem, że taką muzykę lubię. I przez tę chwilę czuję spokój, i rozpoznaję tę chwilę, jakby tak już kiedyś było. Może, nie wiem. Chyba? Tylko muzyka przypomina mi, jak się czułam kiedyś,  kiedy byłam szczęśliwa. Ale nie potrafi sprawić żebym czuła szczęście.  Proszę, błagam żeby mnie zabrała, uniosła, pomogła zapomnieć,  pomogła pamiętać. Nie muszę się tłumaczyć, usprawiedliwiać, walczyć. I ty też nie musisz. Wystarczy, że jesteś. Wystarczy, że ja jestem. Razem patrzymy przed siebie. W przeszłość,  w przyszłość. I czas nas nie dzieli, ani przestrzeń. Nachylasz się w moją stronę i wiem,  co chcesz powiedzieć. I zabiera mnie fala szczęścia. I teraz mogę odejść.

Ale muzyka gaśnie i ktoś mnie szarpie i krzyczy  - Biegnij! Uciekaj! - I znowu jest ciemno. I biegniemy,  ja i inni, po ciemku, na oślep. W milczeniu i w ciemności. Wreszcie wychodzi księżyc. Niewielu nas zostało. Ci, co jeszcze biegną nie stracili nadziei. Choć wydaje się banalne, naiwne, głupie nawet - tutaj jest rzeczywistością: nadzieja dodaje sił. Tak długo jak jest ktoś,  kto ma nadzieję. Inny obok mnie potyka się i przewraca. Łapię go za ramię,  szarpię w górę z całych sił.  - Nie  -  mówi. - Poddaję się,  muszę zasnąć. Ale ty uciekaj! - odpycha mnie słabo,  pada we wrzosy i zasypia zanim jeszcze jego głowa dotyka ziemi. Mary rzucają się na niego całym stadem. Rozszarpują jego duszę i pożerają serce. Przerażenie odbiera mi oddech. "Gdzie jesteś!?" Krzyczę w myślach. "Gdzie jesteś!?" Krzyczę szeptem. I wtedy słyszę twój głos z daleka,  bardzo,  bardzo daleka. "Nie poddawaj się! Biegnij! Nie poddawaj się!" I nie mogę się poddać skoro wiem,  że czekasz. I żeby chociaż raz jeszcze usłyszeć muzykę i zobaczyć... Co? Przeszłość? Przyszłość? A może alternatywę? I muszę zasnąć. Na chwilę,  chociaż na krótką chwilę.

Czekaj, proszę.  Nie zniechęcaj się. Czekaj.