Czekam...

Czekam...
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/ocean">Ocean Stock photos by Vecteezy</a>

Nikt nas nie przygotował. Nikt nam nie powiedział...

Czy my baliśmy się starości? Kiedyś dawno? Kiedy mogliśmy imprezować całą noc, spać godzinę, a następnego dnia działać jakby nigdy nic? Wtedy, kiedy nasze żołądki bez oporu trawiły pasztet podlaski i konserwę pułtuską (bożżż!)? Wiedzieliśmy, że jak się jest starym, to pamięć jest nie taka jak kiedyś , że spać sie chce bardziej niż imprezować, że imprezować się nie chce bo "człowiek już swoje w życiu wypił". Że starość zaczyna się, gdy zuważysz, że dawniej było lepiej albo kiedy pierwszy raz powiesz " za moich czasów...". Że najważniejsze to dbać o zdrowie, bo potem będzie za późno. Takie mądrości przetarte prawie na wylot jak stare skarpety od powtarzania w kółko bez refleksji. Bo ci, co nie wiedzą to skąd mogą wiedzieć, czego nie wiedzą? A ci, co wiedzą, nie chcą wiedzieć, co wiedzą, wiec nie mówią, żeby nie wyszło, że wiedzieli, ale nie powiedzieli... no , fajnie! Sens mi się zgubił! No, nic. Znajdzie się.

Żyjemy sobie w naiwnym przekonaniu, że ta cała starość to nic fajnego, ale do ogarnięcia. No bo wszystko da się przecież oswoić, nie? Generalnie wszystko będzie jak było. No, a że wzrok się zepsuje, że korzonki się czasem odezwą, że notować trzeba wszystko, no i że ta paskudna dzisiejsza młodzież... To wszystko jest do ogarnięcia. Ta starość to nic takiego. Tak, nadchodzi powoli, ale nas nie zaskoczy. My przygotowani jesteśmy. Wiemy, wiemy. Znalazłam pierwszy siwy włos albo listek pożółkły i blady i wtedy jesień idzie...Nic nas nie zaskoczy.

No i wszystko przyszło zgodnie z przewidywaniami. Zgaga, kurza ślepota, lumbago i stary mąż- tak miało być. Zgodnie z planem. Jak komuś nie przydzielono lumbago to dostał coś innego - sprawiedliwość musi być! Nagrabiliśmy sobie to mamy - nie bigos a prażone jabłuszka, bo wątroba już, niestety, nie teges...no, wiecie , starość...A że żona stara? Ciesz się, durniu. Stara to mądra- a na starość nie ma to jak z mądrym pogadać... Nie kładziemy się już spać o świcie, bo i po co... chciałoby sie przegadać całą noc, choćby i przy rumiankowej herbatce, aaaale, jak człowiek pomyśli, że potem będzie odsypiać dwa dni...ech, starość...

Wiecie, co ja myślę? To nie jest starość. To tylko ciało się zużywa. No i trudno. Wiedzieliśmy przecież od zawsze, że umierać zaczynamy w chwili narodzin. O! Takie coś nam powiedzieli. Takie mądrawe.

Ale tego nikt wam nie powiedział. Że starość to pustka i samotność. A zaczyna się nie od siwych włosów, ale wtedy, kiedy w twoim telefonie pojawia się pusty numer. Patrzę na ten numer i jakim prawem nagle stał się pusty? Był ktoś po drugiej stronie, pod tym numerem a teraz nie ma...taki pusty numer jest przerażający- stoi za nim widmo tego, czego nie da się odwrócić.

Starość to puste numery, które się nie odzywają bo nikogo nie ma po drugiej stronie...ale i takie, które milczą, bo po drugiej stronie nie ma nikogo, kogo obchodzi, co u ciebie. Starość jest wtedy, kiedy zostawiasz telefon tu czy tam i coraz częściej nie możesz go znaleźć, ale to bez znaczenia. Bez znaczenia, bo ten przedmiot, który jeszcze nie dawno był przedłużeniem ciebie, przyklejony do twojej ręki chował wewnątrz całe twoje życie i bez niego byłeś pozbawiony kontaktu ze światem, a ten świat cały czas wyciągał do ciebie ręce - ten sam przedmiot - nagle okazuje się zbędny. I tak nikt nie zadzwoni. Niektóre numery nie odezwą się już nigdy , a inne odezwą się tylko kiedy będziesz im do czegoś potrzebny...

To jest starość. I tak , to się nie odstanie. To nie grypa - nie wyzdrowiejesz już.

" Słuchaj, no starość miałem! No tak! Z lumbago i z kurzą ślepotą - pełen zestaw! No, tydzień mnie trzymało. Nie, nie mam pojęcia gdzie to złapałem, ale powiem ci, że ta starość to skurwysyństwo cholerne. Weź, nic mi nie mów! No, ale już w miarę. Już prawie młody jestem. Lekarz zabronił się przemęczać przez tydzień czy dwa bo przeczochrało mnie! Żeby już wreszcie wynaleźli jakąś szczepionkę, czy lekarstwo jakieś skuteczne. Bo w końcu wszyscy zachorują. Wyobrażasz sobie coś takiego?! To by był horror, nie?! A wiesz, co najgorsze? Samotność. Cholernie boli. No, ale ja już prawie. Nie, w tym tygodniu nie przychodź, jeszcze trochę zarażam, ale już mogę gadać, to zadzwoń kiedyś.."

Szlag, się zrobiło jakoś smętnie, nie? Nie po mojemu...

No, ale są w twoim telefonie takie numery pod którymi ktoś jest. Nie będzie mieć dla ciebie czasu? A skąd wiesz? Nie będzie chciał z tobą gadać? A co ryzykujesz? O tej porze życia, przyznaj, niewiele nas przeraża, a za to coraz więcej nam dynda. Jedno jest prawie pewne, są w naszych telefonach numery , za którymi nie ma widma. Ale ( i to też jest prawie pewne) ktoś za mimi jest. I ten ktoś czeka. Skąd ja wiem, że czeka?

No, nie wiem. Ale wiem, że ja czekam...

Read more