Guzik

Guzik
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/tale">Tale Stock photos by Vecteezy</a>

Droga od przystanku do Osady prowadzi wprawdzie wzdłuż ściany starego lasu, jednak wstępu do niego broni solidne ogrodzenie upszczone gęsto tablicami "Uważaj! Wilki!", "Uważaj! Łosie!", "Zakaz wstępu - ostoja wilka". Tablice są duże, wyglądają poważnie, oficjalnie. Wyglądają, ale nie są. To znaczy, nie są oficjalne. Natomiast są poważne. Bardzo. Wilki i łosie są u siebie. Radzą sobie. Ale ludzie - nie.

*

- Myślisz czasem, że było lepiej, kiedy nie wiedzieliśmy co tam jest? Kiedy byliśmy dziećmi i oczywiste było, że jest jakiś ktośtam, kto się wszystkim zajmie?

- To my jesteśmy ten ktośtam.

- Tak. Zniknęła Karolina i zaczęliśmy podejrzewać, pamiętasz?

- Karolina była w mojej klasie.

- Cholera. Rzeczywiście. Siedziałyście w jednej ławce.

- Wtedy już nie.

- Rozumiesz, nie wiem jak z nimi o tym rozmawiać. - Wyjrzała za okno. Jej dzieciaki ganiały za piłką razem z całą resztą.

- Nasi rodzice też nie wiedzieli.

- Myślisz, że to to samo?

Wzruszyłam ramionami. Wiedziałam. Ale miałam nadzieję. Odwróciłam się w stronę okna razem z krzesłem.

-Ale radzimy sobie znacznie lepiej.

-I mamy lepsze psy.

Ulka też przesunęła krzesło i siedziałyśmy chwilę w milczeniu jak przed ekranem. Arko, Reder i Feger, ogromne owczarki niemieckie, patrolowały ogrodzenie jak trójgłowy Cerber, jakby miały jeden mózg, jakby porozumiewały się telepatycznie. Najważniejsze zadanie: nic do środka i nikt na zewnątrz.

Ludzie nie znikają z powierzchni ziemi za pomocą magii. Bez śladu. Puff i nie ma. Normalnie - nie znikają. Ale tutaj... tutaj- tak.

*

Zapadł zmierzch. Słońce zachodzi tu pozornie trochę wcześniej, ponieważ zanim zajdzie za horyzont, wcześniej chowa się za lasem. Las pochłania światło, jakby chciał jak najwcześniej wepchnąć nas w strefę mroku.

*

Wielki stary stół z surowych, wyszorowanych do czysta desek dębowych prawie w całości zasłaniała topograficzna mapa, posklejana, pokreślona i pokryta odręcznymi notatkami robionymi różnymi charakterami pisma. To nasz las. Na mapie, duże obszary zakreślone zostały czerwonym ołówkiem. Czerwone granice nosiły ślady wielu poprawek, a wewnątrz każdego zakreślonego obszaru umieszczono ideogramy specjalnie stworzone na użytek tej mapy.

Na krzesłach leżały stosy rocznych rejestrów. Nie oficjalnych. Naszych , lokalnych, prywatnych. Każdy, kto spotkał lub zaobserwował, tak zwanych "nieistniejących" mieszkańców naszych lasów, umieszczał odręczną notatkę w rejestrze. Każde takie zdarzenie zostało skomentowane (również odręczną) notatką przez funkcyjną, która badała sprawę. Nikt nie zostawiał swojego nazwiska. Nie ma potrzeby. Poza nami nikt nigdy ich nie przeczyta.

Niektóre notatki są w całości zakreślone na niebiesko. To te sytuacje... które..niestety wyrwały się spod naszej kontroli. To te sytuacje, kiedy ponieśliśmy straty. Bolesne.

*

Rozumiecie, wilki, łosie i cała reszta, wszystko żywe słucha instynktu, trzyma się swoich szlaków. Żyje tyle, ile jest mu dane. Wilki i rysie na górze, jakieś tam robaczki na dole. Ale ludzie - nie. Ludzie pchają się gdzie nie powinni. Nie nasi. Tu wiemy, że za grzyby i jagody w tych lasach płaci się życiem. Ale zawsze znajdą się jakieś przygłupy głoszące kolejne idiotyczne teorie spiskowe. Nie ma wilków, są lądowiska ufo. Ha! Nie ma rysi, są zakopane skarby. Ciekawe, nie? To nie są bagna, to składowiska kosmicznych odpadów. Serio?!

To, co mieszka w najstarszych częściach lasów też trzyma się swoich rewirów. Zazwyczaj. Ale nie wtedy , kiedy na ich terytorium włażą ludzie. Przynoszą ze sobą obce, chemiczne zapachy zmieszane ze smrodem strachu, wydają dziwaczne dźwięki i nieobliczalnym zachowaniem naruszają delikatną równowagę. Pakują się na bagna, nad którymi unoszą się ciężkie, cuchnące wyziewy. Łażą po wykrotach powalonych olbrzymich świerków, których korzenie wznoszą się w górę na kilka pięter, a pod nimi zieją czarne, niewyobrażalnie głębokie dziury. Z idiotycznymi minami fotografują się na wielkich stosach ogromnych drzew, które tylko głupiec mógłby wziąć za wiatrołomy.

Nasi giną rzadko. I to wyłącznie , gdy pojawi się coś nowego, albo gdy musimy interweniować, żeby uratować jakiegoś kolejnego idiotę - w całości, albo częściej niestety , w kawałkach.Tym razem ucierpieliśmy. Bardzo. Nie ma o czym gadać. Nie zrozumiecie. Ucierpieliśmy, ponieważ pojawiło się coś nowego.

*

Staliśmy na wzgórzu. Obszary lasu, które na naszej mapie zakreślone były na czerwono, stąd wyglądały jak gnijące, owrzodziałe rany.

Las stał pozornie bez ruchu. Ale szczyty drzew poruszały się. Nie wszystkie. Jakby ogromna niewidzialna dłoń gładziła drzewa jak miękką trawę. A potem unosiła się, żeby znów opuścić się w innym miejscu i znowu pogładzić szczyty drzew łagodnym kolistym ruchem. I nagle powietrze znieruchomiało. I wszyscy obecni zamarli w pół gestu i wpół słowa.

Las był cichy. Nie cichy jak las, z szumem wiatru w gałęziach, bzyczeniem owadów, ptakami i całą resztą. Nie. Był cichy jakby ktoś owinął całą okolicę watą. Jakby ktoś wcisnął guzik z napisem pauza. Coś zatrzymało całe życie w pół kroku. Jeszcze jeden kolisty ruch niewidocznej dłoni. i jeszcze jeden. I jeszcze jeden. Oddalało się w kierunku najstarszej części lasu.

Po chwili pstryk! i wszystko wróciło do normy. Bez słowa rozeszliśmy się do domów. Każde z nas z psem przy nodze.

*

Nic nie mogliśmy zrobić poza tym, co robiliśmy zawsze. Zajmiemy się wszystkim, jak zwykle. Naprawimy ogrodzenie, powiesimy kilka nowych tablic, wymyślimy jakąś chwytliwą historyjkę i rozpuścimy ją w kilku wersjach w internecie. Kopa na drogę i niech żyje własnym życiem. Naniesiemy nowe czerwone linie na starą, topograficzną mapę, wymyślimy nową nazwę i nowe ideogramy. Dołożymy nowy rozdział do podręcznika, z którego uczymy nasze dzieci.

*

Nie, nikt nie znika bez śladu. Ale tu, w tych lasach żyje coś, co może zmieść cię z powierzchni ziemi i nie zostanie po tobie nawet guzik.