Gwóźdź do trumny
No, co ty?! A jakby tobie ktoś powiedział "pakuj manatki i wiejemy bo drzewa idą " no, to co ty byś zrobił? No właśnie. I to był mój pierwszy odruch. Zmierzyłam mężusiowi temperaturę. 36.1. Nie , on tak zawsze. Taki niedogotowany. Kazałam jęzor wywalić. A nie, to tylko tak, dla śmiechu . A on do mnie, żebym zamiast gadać wyjrzała za okno. No, dobra. To akurat mogę. Oooookej. Las jakby bliżej. Wychodzę na podwórze. Faktycznie, cholera. Małe dąbki, takie zadziorne małolaty, już zryły kostkę na ulicy. Z lewej, tuż przy samym płocie stoi ogromna, przepiękna sosna. No, szczęka mi opadła. Wołam mężusia, żeby popatrzył. Niewiarygodnie piękne drzewo. Zrobiłam, ale tego ogromu na zdjęciu nie widać. Mam nadzieję, że tu zostanie. Stoimy i gapimy się na tę sosnę. I wtedy od sąsiada taki łomot słychać!
Biegniemy. E tam, od razu ratować. Pogapić się, to tak!Patrzymy, a gargamel sąsiada po dach w korzeniach, gałęziach, jakichś krzujach. A wszystko to delikatnie się porusza, pulsuje. O, kuchnia! I cały czas nowe drzewa na ten pulsujący kopiec wchodzą. Wolniutko, takim spokojnym ruchem robaczkowym wpełzają jedno na drugie i ta cała pulsującą góra zaciska się powoli, zapętla, beton trzeszczy i pęka. Nawet jakieś krzyki było słychać, ale krótko. Wbijają korzenie , dociskają z całej siły. Powolutku, na samym końcu , wielki, rozłożysty dąb. Tak ogromny, że pod jego gałęziami całe to leśne pandemonium skryło się całkowicie. Wycofaliśmy się po cichutku. Przez całą noc słychać było szum i szuranie i trzaski. Woleliśmy nie wyglądać. A, nie. Co to, to nie. Sumienie mieliśmy czyste. Mężuś przez cały rok puste butelki po lesie zbiera i inny syf, co bachory od sąsiada i różne pijaczynki na gościnnych występach, w lesie zostawiają.
A rano krajobraz zmieniony był nie do poznania. Nasz dom teraz w lesie stoi, na polanie. Cudo! Sosna? A, nie. Poszła dalej. Ale teraz koło naszego płotu lipa stoi. Ogromna. Obejrzeliśmy ją dokładnie z każdej strony. W zasadzie pewni jesteśmy, że to ta co rosła obok torów. Ta, co to ją w zeszłym roku ścięli. Kutafony zezowate! Dom sąsiada? A co ma być? Śladu po nim nie ma. No, ostatnio rozjechali stare mrowiska w lesie rowerami, to wbili sobie gwóźdź do trumny.