Królik w dole pełnym żmij

Królik w dole pełnym żmij
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/planet">Planet Stock photos by Vecteezy</a>

"Nie wiem jak wyglądasz, czym albo kim jesteś, ale jeśli to czytasz, to znaczy, że na tej planecie znów pojawiło się inteligentne życie. Piszemy podobny list, wszyscy, którzy jeszcze jesteśmy. Używając rozmaitych dostępnych nośników i języków, systemów, znaków. Piszemy nie dla siebie. Dla nas nie ma już nadziei. Więc jeśli to czytasz, piszę dla ciebie.

Z perspektywy tych kilku zaledwie miesięcy, wszystko wydaje oczywiste. Wystarczyło odrzucić to, co niemożliwe do udowodnienia i przyjąć za prawdziwe to, na co były dowody widoczne gołym okiem.

Nasza głupota przekroczyła masę krytyczną. Przegapiliśmy ten moment, kiedy gówno wpadło w wentylator. I chociaż dryzdało nam po oczach, zgodnie udawaliśmy, że to poranna rosa.

Zniszczyliśmy wszystkie drzewa. Niemożliwe? Niemożliwe!!! Wokół równika drzewa rosną przecież pięć razy szybciej - tam nie da się wyciąć. O, nie! To na północnej półkuli są najstarsze puszcze - tam mieszkańcy nie dadzą ich ruszyć!! Nie, nie , do lasów na wyspach oceanicznych nie ma dostępu - tam na pewno coś zostało! A prawda była taka, że zabrakło drzew na całej planecie. W efekcie któregoś dnia wiatr nie przestał wiać.

Dyskutowaliśmy, analizowaliśmy, spieraliśmy się. Bla, bla, bla. A w międzyczasie nic nie zostało z naszej cywilizacji. Szalejące wichury niosły ze sobą wszystko - wszystko, co nie zdążyło się schować, całe miasta, łańcuchy górskie, cały wyrzucany przez nas syf - wszystko zostało zmielone na mikrodrobinki i stało się częścią gigantycznych burz i huraganów o niemierzalnej sile. Nawet wtedy nie rozumieliśmy co tak na prawdę się stało. Przenieśliśmy się pod ziemię, wmawiając sobie, że to rozwiązanie tymczasowe. Bo wiadomo (potwierdzają to wszyscy naukowcy!), kiedy wicher odpuści, nasiona opadną na ziemię, pył w powietrzu spowoduje kondensację i spadnie deszcz. Wszystko odrośnie, a my wyjdziemy z nor na powierzchnię i będziemy dbać jak najlepiej o tę nową, odrodzoną, oczyszczoną Ziemię. Śmieszni, śmieszni głupcy!

Myśleliśmy, że to już wszystko. Że stało się najgorsze co mogło się stać. Znaliśmy przecież naturę zagrożenia, znaliśmy jego przyczyny i nie zmarnujemy drugiej szansy, jaką bez wątpienia dostaniemy od natury!

Okazało się, że to co wiemy to ziarenko piasku na pustyni, kropelka wody w oceanie tego, co powinniśmy wiedzieć. W miarę zmniejszania się ilości drzew, przybywało tych, którzy przestrzegali przed rozdarciem zasłony między równoległymi rzeczywistościami, przed potworami, które próbują się wedrzeć w naszą rzeczywistość. Przecież my, naukowcy, nie będziemy takich bredni taktowali poważnie!

A natura dała nam kopa w nasze durne, zarozumiałe dupska.

Insomnia Eoli - to kolejny "prezent " od Matki Natury. Pod ziemią nie mogliśmy spać. Po 24 godzinach bezsenności odkręcał się pojemnik z emocjami, następowały problemy z pamięcią i ataki wściekłości, potem halucynacje. I wreszcie mózg zaczynał tworzyć własną rzeczywistość. Tak myśleliśmy. Myśleliśmy, że to pozbawiony snu mózg, wystawiony na stres, ciemności i głód, tworzy halucynacje. Ale to nie były halucynacje. Ci, którzy nie spali, "Przebudzeni", widzieli świat taki, jaki był.

My, "śpiący", widzieliśmy jak nasi bliscy giną straszliwą śmiercią, rozdzierani na kawałki przez niewidoczną siłę. Niewidoczną! Wszystko było widoczne! Ale tylko "Przebudzeni" widzieli jak przez rozdarcia w materii rzeczywistości wydzierają się do naszego świata straszliwe abominacje mające jeden cel - zetrzeć nas z powierzchni planety.

Nie wiedzieliśmy, że drzewa łączyły się za pomocą wszechobecnej grzybni w jeden potężny organizm i rozprowadzały po całej planecie zasłonę otulającą naszą rzeczywistość. Zasłonę, której istnienia nie uwzględnialiśmy w żadnej z naszych dziedzin wiedzy.

A za zasłoną, ziemia beta i zaludniające ją potwory czekały na nasz błąd, żeby przejąć naszą rzeczywistość. A teraz, bez drzew..."

Odłożyłem tłumaczenie. Niby nic nowego, ale niesmak zawsze pozostaje. "Abominacje"! Kolejny galaretowaty, jęczący, głupi, ślepy i autodestrukcyjny gatunek, kolejna przejęta przez nas równoległa rzeczywistość. Wystarczy zaczekać cierpliwie. Każda odmiana galarety zniszczy w końcu swoje środowisko. Przejmujemy to, co dostajemy w prezencie. Wystarczy tylko trochę doczyścić. Nic nowego.

-Słucham?

-Może tylko warto odnotować, że ten gatunek używał języka w interesujący sposób.

-Wyjątkowo kreatywnie, trzeba przyznać.

-Zauważyłaś coś ciekawego?

-Też zauważyłem. Jest tu ciekawe wyrażenie warte zapamiętania.- I chociaż żadna z moich głów nie potrafi jeszcze wytłumaczyć, czym są poszczególne elementy, wyłaniający się obraz jest na tyle sugestywny, że warto. Może się przyjmie?

-Wydaje się, że chodzi o jakieś wzajemnie agresywne organizmy.

-Tak! Szykujące się do walki o jakąś wysoce interesującą niszę ekologiczną.

-Ktoś znalazł? O, dziękuję! Ktoś chciałby zapamiętać? Dobrze, to może ja.

"... bez drzew szanse na przetrwanie mamy mniej więcej takie jak królik w dole pełnym żmij."