... mądrale

... mądrale

Ja też cię kocham  - powiedział kwiat pochylając głowę nad leżącym obok kamieniem. Kamień, jak to kamień, może nawet odpowiedział w jakiś kamieniowy sposób. Jeśli tak, to kwiatek raczej go nie zrozumiał. A, że kamień trwał w miejscu jak... kamień, niemądry kwiat brał obojętny bezruch kamienia za wierność.

-Ja też cię kocham- powtórzył kwiat. I nigdy stąd nie odejdę-dodał z determinacją i czule pochylił delikatną główkę jeszcze niżej, prawie dotykając kamienia błękitnymi płatkami. Kamień, jak można się było spodziewać,  nie odpowiedział w żaden powszechnie przyjęty w kwiatkowym świecie sposób. A kwiat, no cóż,  marzył o chwili gdy przytuli się do kamienia. Wyobrażał sobie jak kładzie na nim głowę, jak otula go listkami, a kamień budzi się ze swojej pozornej obojętności, za którą chował swoją nieśmiałość. Kwiat marzył i czując gorąco unoszące się znad rozgrzanego słońcem kamienia  naiwnie wyobrażał sobie, że to  miłość unosi się ku niemu i cierpiał nie mogąc odwzajemnić uczucia. I cierpiąc tak z miłości zapomniał wypić poranną rosę,  a potem jeszcze wieczorną,  a potem znowu poranną...

O poranku kolejnego dnia, zwiędła główka zakochanego kwiatka przytuliła się do kamienia. Słońce wspinało się coraz wyżej z każdą minutą rozgrzewając kamień a umierający kwiat zbyt późno zrozumiał to, co dla wszystkich było wiadome od początku.

Czy aby na pewno? No, i co wy wiecie? Otóż,  nic nie wiecie. Bo kamień kochał. Kochał kwiat tak, jak tylko kamień potrafi kochać. Miłością niewzruszona, niezmienną, trwałą, wieczną. Kochał aż do chwili, gdy wraz z końcem świata rozpadł się  na drobinki. I cierpiał kamień przez wieki, tysiąclecia i eony. Cierpiało z miłości do kwiatka każde powstałe z kamienia ziarenko piasku. A gdy wypaliła się gwiazda, planety rozpadły się w pył, unoszące się w lodowatej, czarnej przestrzeni atomy będące kiedyś kamieniem niosły na wszystkie strony miłość i cierpienie i żal.

Miłość kamienia przetrwała eony,  pokonała świetlne lata. Tak. No, cóż. Może i tak. Tylko, że wiatek umierał nie wiedząc, że był kochany .

Morał.

Morał? A sami sobie wyciągnijcie morał, mądrale.