Maleńki skrawek świata
O świcie zapach z naszej piekarni zaczyna powoli przesączać się pod drzwiami, wypełnia brukowany zaułek i powolutku wędruje starymi, wąskimi uliczkami , wspina się po schodkach, zagląda w otwarte okna, otula kamienice, spływa alejkami w stronę nabrzeża, wije się po powierzchni jeziora, unosi się z wiatrem daleko. Czasami bardzo, bardzo daleko.
Pomalutku ustawia się kolejka. Zanim jeszcze otworzą się drzwi, ciągnie się od nich wstęga wielobarwna, miejscami cicha , miejscami roześmiana. Z wolna coraz bardziej gwarna i zawsze pełna pogodnych ludzi.
Starszy pan w eleganckim płaszczu, choć już tu i ówdzie przetartym, ale porządnie wyszczotkowanym, i w sympatycznie bezkształtnym kapeluszu przepasanym czarną wstążką, stał przez dłuższą chwilę w bramie kamienicy. Oparty o żeliwną bramę dozorca ukłonił mu się z szacunkiem, a starszy pan zdjął kapelusz i przyłożył go do serca.
-Tak nam wszystkim szkoda, - dozorca był wyraźnie wzruszony. Chciał coś dodać, ale rozmyślił się, albo może nie wiedział co. Starszy pan ukłonił się i zanim zdążył zasłonić twarz starym kapeluszem , potarł dłonią zaczerwienione, suche oczy. Ukłonił się jeszcze raz i odszedł powoli, czyściutko zamiecionym chodnikiem w kierunku jeziora. Rękawy schludnego płaszcza załatane na łokciach opowiadały o życiu, w którym nic nie jest na zawsze.
Starszy pan szedł brukowanymi uliczkami , skręcał w alejki między kamienicami, stąpał ostrożnie po kamiennych schodkach to w górę, to w dół. Czasem ktoś kłaniał mu się, ktoś inny życzył dobrego dnia, biegnące dzieci zatrzymały się - Dzień dobry, Panie doktorze! Starszy pan zatrzymał się i wyjął z kieszeni kilka czerwonych lizaków i kilka kolorowych, skręconych w tęczowe sprężynki.
Idąc nie zaglądał do znajomych sklepików. Nie przeglądał się w lustrze wystawionym na witrynie modystki. Nie zatrzymał się, żeby powąchać świeże kwiaty na starganie przy wejściu na rynek. Na rynku nie przysiadł przy wystawionym na poranne słońce stoliku, żeby posiedzieć nad filiżanką czarnej kawy z dwoma kostkami cukru i popatrzeć na spacerujących przyjezdnych i gospodynie odwiedzające po kolei warzywniak, mleczarza, rzeźnika. Wreszcie, nie wypił z przyjemnością przestudzonej kawy i, zostawiając napiwek młodziutkiej kelnerce, nie poszedł w kierunku...piekarni.
Starszy pan rozejrzał się niepewnie. Stał w długiej, gwarnej kolejce ustawionej wzdłuż znajomej bocznej uliczki. Włożył rękę do lewej kieszeni kiedyś bardzo drogiego, a teraz pięknie zadbanego, eleganckiego, płaszcza i zacisnął dłoń na dwóch srebrnych obrączkach związanych sznureczkiem. Z okna na parterze, rozchylając koronkowe firaneczki,wyjrzała piegowata dziewczynka i pomachała tęczowym lizakiem -Dziękuję, Panie Doktoze!
Ach, Panie Doktorze! Jak miło znów Pana widzieć! - proszę dać się zaprosić na herbatę, mama tak bardzo się ucieszy! Panie doktorze, gonię za Panem od rynku, babcia kazała powiedzieć, że jutro gulasz i będzie czekać! - Panie Doktorze, tak się cieszę...Panie doktorze, dziadzio zaprasza na partyjkę..tata chciałby pogadać, ...mama pyta , czy nie zechciałby Pan...
-Panie Doktorze, - uśmiechnięty chłopiec z jedną ręką w gipsie wyszedł zza lady wręczając starszemu panu wiklinowy koszyk pełen papierowych torebek opisanych czerwonym ołówkiem.-Pana zamówienie.
-Ale... ja...
-Oczywiście , Panie Doktorze. Jutro też . Jak zawsze.-
Chłopiec odprowadził starszego pana do drzwi, a potem, wzdłuż kolejki do piekarni i podczas całej drogi do domu towarzyszyły starszemu panu życzliwe słowa i spojrzenia, a on szedł tą samą drogą wręczając jeszcze ciepłe, pachnące prezenty starannie zapakowane w papierowe torebki z napisami: "rzeźnik", "mleczarz", "krawiec", "kwiaciarka", "dozorca", "sąsiadki".
Kiedy za starszym panem zamknęły się drzwi mieszkania , zażywna Pani z naprzeciwka zagadnęła dozorcę.
-Spójrz, Wiktorze,- podnieśli głowy i spojrzeli na otwarte okno, w którym stała pusta klatka z otwartymi drzwiczkami. - Dzisiaj rano wypuścił kanarka. Myślałam, że tym razem nie wróci.
-Ja też, Małgorzato, ja też.
Zbliżało się południe i zapach świeżego chleba, który doprowadził Doktora bezpiecznie do domu , z wolna rozwiewał się w wiosennym słońcu, ustępując miejsca delikatnej bryzie znad jeziora. Jutro znów będzie wiosenny dzień i od świtu kojący zapach świeżego chleba wypełni ten maleńki skrawek świata.