Perle
Za tamtą chatą, tamtą bardziej na lewo, tamtą z zapadniętym dachem i oknami jak puste oczodoły, tam widać zaraz taki pagórek co jeszcze tym się wyróżnia, że nic, ale to nic na nim nie rośnie. Kiedyś go okoliczni mieszkańcy wspólnym wysiłkiem solidnym parkanem ogrodzili bez furtki. A na tym parkanie nic żywego nie siądzie. Ani mądry kruk ani głupi gołąb. A nieżywego? Być może, być może...
Ten rozległy, niewysoki pagórek to stare pomarlisko. Jak stare, nikt nie umie powiedzieć z pewnością. Ten i tamten jeszcze pamiętają, że dziadkowie opowiadali, że ich pradziadowie widzieli na pomarlisku stare drewniane krzyże spróchniałe, zwykłe i celtyckie i inne jakieś znaki. Może coś opowiadali więcej, ale tego wtedy nikt nie spisał i zostało zapomniane dawno temu.
Pagórek pomarliska ma dziwny kształt. Odkąd stanął parkan widać to jeszcze wyraźniej. Nagle wynurza się z otaczającego terenu na jakieś półtora metra a potem od razu wypłaszcza i znowu obniża w środku. To obniżenie w środku ma kształt prawie idealnego koła. Coś tam kiedyś zapewne stało, ale co - nie wiadomo. Na środku tego obniżenia, nie w samym środeczku, tak na lewo bardziej. Widzisz? Poczekaj chwilę, jak wiatr zawieje... O! Widzisz? Podmuch poruszył taką wstążką błękitną.
Jak długo ta wstążka tam jest? To akurat wiadomo całkiem dokładnie. Pradziadek mój, ojca mego dziadek, był przy tym, kiedy to się wszystko wydarzyło. Nie do wiary, że tak dawno, prawda? Ta wstążka wygląda tak, jakby wczoraj ją ktoś tam umieścił. A mój dziadek, wtedy smarkiem był jeszcze najmłodszym w rodzinie, on i jego siostra bliźniaczka, nazywali ją Perle. Dlaczego? Zaraz się dowiesz.
No, więc, i dziadek mój i Perle, oboje ledwo od ziemi odrośnięci , umysły mieli jak brzytwa i jako jedyni w całej wsi umieli pisać. Więc sadzał ich ojciec w każdą sobotę wieczorem i dyktował, a oni na zmianę pisali gęsimi piórami maczanymi w sadzy zmieszanej z gęsim jajem. No, więc, pradziadek mój, Władysław, z sąsiadami uradzili, że trzeba pomarlisko ogrodzić solidnym płotem. A wiesz dlaczego pomarlisko jest takim przedziwnym pagórkiem?
Nie, nie! Nikt nie usypał! Tak długo na tym samym miejscu zmarłych chowano, że ta materia ludzka, co się w ziemię czarną powoli zamienia, zastąpiła w końcu piach, który tu wszędzie widać. Może to i piach, ale to była poświęcona ziemia, a w końcu jej tu zabrakło.
Po wiekach zaprzestano chowania tu ludzi, a jednak jakiejś materii tajemniczej przybywało i w końcu pomarlisko zaczęło się unosić ponad grunt. Tak! I w końcu coś się w tej ziemi- nie-ziemi zaczęło lęgnąć, gnić i lęgnąć na nowo. Znad pagórka nocą unosiły się smrodliwe opary i przyjmując ohydne kształty, wydzierały się do domów. I wtedy usypano wokół pomarliska wał z poświęconej ziemi.
Długo bardzo spokój był. Aż wreszcie, z pomarliska zaczęły się wydostawać koszmary. Dosłownie. Przeczytasz sobie. Wszystko opisane.
Postanowili więc ogrodzić pomarlisko deskami ze starego kościoła. Jednak kołki, którymi wyznaczano przebieg ogrodzenia łamały się, próchniały w oczach, stawały w ogniu , wyskakiwały z ziemi wypchnięte w górę jakąś podziemną siłą.
Sprowadzono duchownych wszelkich, i mnichów, i kabalistów, i eremitów , i szamanów, i szeptuchy. I nikt nic nie poradził. Wreszcie, udało się uprosić wiedźmę.
Wiedźmy są wszędzie, gdzie las. Mieszkają samotnie. Bronią lasu i jego mieszkańców przed ludźmi głównie, a przede wszystkim, pilnują żeby żadne zło nie przedostało się niezauważone do naszego świata, przez szczeliska poukrywane w lasach. Ależ prawda, prawda! Żyją ile chcą, pilnują swoich spraw, od ludzi trzymają się z daleka, nikomu krzywdy nie robią, ale potrafią się obronić. No i znaleźć wiedźmę jest bardzo trudno.
Władysław i jeden jeszcze odważny poszli szukać. Podarunek zanieśli. Fuj! No coś ty! Też masz pomysły! Kołacz słodki na miodzie z jabłkami zanieśli. Wiedźmy lubią słodkie...
No i przyszła wiedźma z lasu. Że jaka?! No, to się zdziwisz! Młoda, wysoka, niebieskooka, tylko włosy miała siwe, długie, niebieską wstążką przewiązane. Ślicznie uśmiechnięta, do wszystkich dobre słowo miała. Taka wiedźma!
Teraz trudna część. Wiesz, może lepiej będzie, jak przeczytasz. Ta wstążka, to wszystko co z tej wiedźmy zostało. Wstążka i spokój.
Słucham? A, no tak! Perle. No więc, uważaj teraz. Obejrzyj się. Tam, gdzie samochód postawiłeś. Popatrz, tam gdzie młode brzózki wychodzą przed linię lasu. Widzisz coś? Mówisz, że młoda i ładna? To moja stryjeczna babcia, Perle. A, tak! Tamta Perle. Prababcia Lieve nazwała córkę na cześć wiedźmy, Małgorzata. Małgorzata czyli Perle.