Przepis na ciasto
Jestem historią o miłości. Miłości czystej i szczerej, wiernej i nigdy nie odwzajemnionej. O miłości porzuconej, o sercu zdeptanym tyle razy, że składało się już właściwie tylko z łat. Cierpliwie cerowane, a potem odtrącone kolejny raz. Jestem historią o miłości niezrozumianej. W tej historii wiele jest krótkich rozdziałów, niedokończonych epizodów. Jestem historią o miłości ślepej na prawdę, głupiej dziecięcą naiwnością.
Jestem historią o mądrości. Mądrości chowającej swoje prawdziwe oblicze za murem rozwagi. Jestem historią o mądrości, która nie umiała się przyznać do niewiedzy, historią pełną nieporozumień i niezrozumienia. Jestem historią bez zakończenia, historią, w której żaden wątek nie kończy się dobrze, albo nie kończy się wcale. Jestem historią o mądrości niepotrzebnej nikomu, ale też i jej samej.
Jestem opowieścią o wyobraźni rozszalałej, o wyobraźni tak niewiarygodnie barwnej, że życie wydawało się być szare i bez nadziei. Historią o wyobraźni niedopuszczającej życia do głosu, przesłaniającej drogę, prowadzącej na brzeg urwiska. Jestem historią wyobraźni otwierającej oczy, budującej mosty między światami.
Jestem historią o lęku, o strachu wszechobecnym. Takim, który każe zamykać oczy i udawać, że świat nie istnieje. O lęku, który paraliżuje wszystkie inne uczucia, każe odepchnąć miłość - bo przecież może ranić, każe odepchnąć radość- bo przecież kiedyś się skończy. Jestem historią lęku, który zabija radość tworzenia, radość odkrywania świata, radość miłości. Jestem historią niedokończoną, pełną urwanych wątków, nie rozwiązanych problemów. Powierzchownie tylko zarysowanych, być może interesujących znajomości. Obserwowanych z daleka, być może pasjonujących przygód.
Jestem historią o przyjaźni prawdziwej, lojalnej do śmierci. O przyjaźni, która akceptuje przyjaciela jakim jest. Nie oczekuje wzajemności. Nie musi. Silne ramię, akceptacja, dobra rada, albo solidny kop w cztery litery. Jestem historią o prawdziwej przyjaźni, która zrozumie, pociągnie w górę. I jest zawsze. Po prostu jest.
Jestem historią o zagubionym życiu. Czy się odnalazło? Gdzie było kiedy go nie było? Kto je odnalazł? Czy oddał właścicielowi?
Jestem historią o odnalezionym celu. Dlaczego trzeba było go szukać? Czy wcześniej nie był potrzebny? Czy trudno go było znaleźć? Czy ktoś pomógł szukać? Czy odnalazł się na czas?
Jestem historią o wytrwałości. Czy było jej wystarczająco dużo? Czy pomogła osiągnąć coś ważnego? Czy przypadkiem , po cichutku nie zmieniła się w niepotrzebny upór?
Jestem historią o zaufaniu. Czy nikt go nie zawiódł? Nie nadszarpnął? A jeśli tak, to co było dalej? Jak można żyć bez zaufania?
Tyle jest historii, tyle opowieści. Tyle wątków splata się w historię ludzkiego życia. Wszystko staje się jej częścią. Jesteśmy jak książki pisane przez szalonego autora, który nic nie pomija, nic nie wykreśla, nie zamazuje, nie wyrzuca. Smutne, krótkie epizody, wątki rozpoczynające się od nadziei, a kończące rozczarowaniem; ludzie, którzy przemknęli przez nasze życie jak rozżarzone komety i tacy, którzy powracają jak niezawodne pływy oceanu. Zdarzenia, które bolały i nie dały się zapomnieć, i te ulotne, które zostawiły malutkie wspomnienie w tajemniczym kąciku serca. Twarze, których nie pamiętamy przypisane do uczuć,których nie zapomnimy nigdy. Wszystko składa się na księgę, którą jesteś. Kto twierdził, że chce napisać w niej swój rozdział, a postawił tyko myślnik? Kto walczył, żeby zasłużyć na miano głównego wątku? Jesteś autorem powieści o swoim życiu, czy tak? A jednak byli tacy, którzy napisali w niej linijkę, paragraf, rozdział, tom albo tylko jedno słowo i popchnęli twoją narrację w tę czy w tamtą na skrzyżowaniach , rozstajach ...
Jesteśmy dość dorośli, żeby wiedzieć jakie książki lubimy mieć w zasięgu ręki. Dość starzy, żeby nie dać się nabrać na marketingowe sztuczki. I dość młodzi, żeby wciąż czkać na nowe powieści, które los (albo coś innego) postawi nam na drodze.
Są tacy, dla których historia ich życia jest tylko tyle warta, ile okładka. Więc dbają o tę okładkę, żeby była elegancka , bogata w złocenia i długaśny tytuł (który ciągle poprawiają dodając wciąż nowe słowa) wypisany nieczytelnym pismem pełnym zawijasów i dziwacznych ozdóbek. Takich omijaj. W środku jest oszustwo, głupota schowana pod ukradzionymi mądrymi zdaniami i cudzymi myślami. Pustosłowie obliczone na niewiedzę czy nieuwagę czytelników. Jednym słowem, pod aż za piękną okładką, na eleganckim, czerpanym papierze, pięknym, kaligraficznym pismem wypisane znajduje się NIC.
Inni , widząc jak (zwykłą koleją rzeczy) przeszłe rozdziały blakną lub , przeciwnie, nabierają nowych barw prosto z wyobraźni - poprawiają. Dbają o tę przeszłość, korygują wyblakłe strony wciąż i wciąż, wracając i przepisując je bez końca. Takich omijaj. W środku jest strach. A tam, gdzie jest strach, jest i lenistwo i kłamstwo i pogarda.
Szukaj takich książek, których okładki zrobione są ze starych map i suszonych kwiatów. A w środku strony pisane pismem odręcznym i na starej maszynie dziadka, miękkim ołówkiem i kapiącym piórem, ozdobione koślawymi szkicami rzeczy doświadczonych i zrodzonych z wyobraźni. Gdzie wiesze niedokończone, pomieszane są z wyznaniami miłości i pięknymi wspomnieniami ozdobionymi kwiatami nadziei. Karty zasypane są marzeniami, wspomnieniami, planami na przyszłość. Gdy znajdziesz taką książkę, postaraj się nie zgubić jej nigdy. Zaopiekuj się nią , bo jest tego warta. Nie poprawiaj jej, nie dopasowuj do swoich wyobrażeń o pięknej książce. Pozwól niech pod twoim delikatnym dotykiem następne strony zapełniają się wersami o szczęściu, nadziei i o tobie. I niech piszą się następne rozdziały wedle jej woli. Daj jej czego potrzebuje, a będziesz obecny od początku do końca, jak najpiękniejsza, najmocniejsza jedwabna nić- czasem zupełnie niewidoczna choć to na niej opiera się cała historia.
Jeśli księga życia ma być piękna, trzeba pogodzić się z tym, że czasem będzie smutna. Jeśli ma być piękna, musi być prawdziwa. Jeśli ma być prawdziwa, musi być wolna. Wolna, ale nie samotna. I jeśli jest tak, że coś odbiera jej wolność, że potwór jakiś zapełnia przyszłe strony czarnymi znakami i nie ma nic, co mogłoby je wymazać - pozwól jej płakać. A potem pokaż ile jeszcze miejsca zostało na przyszłych kartach. I że te miejsca można zapełnić taką ilością wydarzeń i ludzi i piękna...I czasami napisz, to tu to tam, drobnym pismem, niezauważalnym dla postronnych, że nigdy jej nie opuścisz, i , jak długo starczy ci sił, będziesz trwać. A między smutne, szare strony wsuń kwiat, stare zdjęcie, zaproszenie na spacer po lesie , albo przepis na ciasto.