Wszędzie

Wszędzie
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/angel">Angel Stock photos by Vecteezy</a>

Pan rejent Jan Grabowski,  jak każdego 3 dnia, każdego kolejnego miesiąca od lat... od dnia , kiedy zobowiązał się...zobowiązał się...To długa historia. Długa i piękna. Historia o miłości niemożliwej, nieujawnionej, nieśmiałej. I nieśmiertelnej...

Pan Jan przysiadł przy szlachetnym dębowym biurku i pogładził pięknie wypolerowany blat, na którym znał każdą rysę. Fotel był niewygodny,  ale to nie był już jego fotel. To biurko, rozłożyste i solidne, ten gabinet wypełniony pięknymi przedmiotami, tę kancelarię , z której nikogo nie odprawiano z kwitkiem- wszystko to przejęły jego dzieci. Ale pozostał mu ten jeden obowiązek, i choć tyle się w jego życiu zdarzyło i dobrego i nieuniknionego, nie opuścił ani jednego trzeciego dnia miesiąca.

Tego wieczora miała występ w Folies Brergère. Była szczęśliwa.  Miała piękne życie. Kochała i była kochana. Świat po tej stronie oceanu był inny. Piękny! Śpiewała i tańczyła. Żyła dla chwil na scenie , a widownia nieodmiennie kochała ją w każdym mieście. Zatrzymała się jeszcze na chwilę przed wielkim lustrem w zapełnionej naręczami róż garderobie. Poprawiła kusą spódniczkę z żółtych bananów.

Pan Jan, jak każdego trzeciego dnia,  każdego kolejnego miesiąca wspinał się po drewnianych schodach starej kamienicy. Schody skrzypiały cichutko. Powietrze miało taki specyficzny zapach. Zapach starego drewna i pszczelego wosku; cynamonu i róż. Świeżo zmielonej kawy i dymu cygar. Courvoisiera i Fleurs de Bulgarie. Zielonych jabłek i ... bananów?  Pan Jan zatrzymywał się z konieczności, wiek dawał mu się we znaki, ale te aromaty zdawały się dodawać mu sił.

To o mnie , to o mnie... Niczego, myślała, niczego nie żałuję. Za wszystko, za każdą cholerną rzecz musisz w końcu zapłacić. Ale teraz śpiewam i jestem gdzieś, gdzieś, gdzie jest tylko pięknie. Gdzieś... nie na tej ziemi.

Pan rejent zatrzymywał się co kilka stopni. Ciemną klatkę schodową oświetlał jedynie duży świetlik w dachu. Wypełniony był wielobarwnym witrażem i niezależnie od pory dnia czy roku, padał przez niego mocny strumień słonecznego światła, w którym wirowały złote drobinki i błękitne motyle. Na drewnianych schodach i podestach leżały płatki róż i łabędzie pióra. W powietrzu unosiły się dźwięki ledwie na granicy słyszalności: krysztalowe dzwonki, saksofon, trele skowronka, gitara...Na półpiętrze było już słychać całkiem wyraźnie. "Nooooooon, rien de rien, nooooooooon je ne regrette rien"

Pan Jan przycisnął guzik dzwonka. Drzwi otworzył wnuk Pana Jana. Jasiek pomagał jak mógł, kochał dziadka a pan Jan, patrząc na chudego nastolatka widział wyraźnie życie, które będzie toczyć się dalej.

W drzwiach sypialni pani M, stanęła sympatyczna, młoda opiekunka. Obaj panowie ukłonili się z szacunkiem. Jasiek za późno ugryzł się w język.

-Że też chce się Pani zajmować tym warzywem za takie marne grosze. O,rany, przepraszam...

Młoda opiekunka uśmiechnęła się do niego sympatycznie. Jasiek patrzył w ziemię , ale pan Jan odwzajemnił uśmiech. Spotykali się co miesiąc od lat i nie raz przeszło mu przez głowę,  że dziewczyna powinna już być starsza. Pamiętał przecież,  przyjęła posadę kiedy Pani M siedzac przed wielkim kryształowym lustrem sama czesała srebrna szczotką swoje długie jasne wlosy, a on nie odczuwał trudu wspinania się na  piętro kamienicy po drewnianych schodach.

- Och, ona żyje, proszę mi wierzyć .

Opiekunka uśmiechnęła się jeszcze raz, a na obu panów spłynęło ciepło wspomnień najpiękniejszych chwil z ich życia. I wciąż zamyśleni odeszli niosąc kilka pięknych przedmiotów, które, sprzedane, umożliwią utrzymanie mieszkania Pani M przez następny miesiąc.

Opiekunka poprawiła poduszki pod głową starej kobiety, pogładziła ją po twarzy. Na śnieżnobiałej poduszce, obok długiego siwego warkocza, położyła ogromną czerwoną różę. Odsunęła ramię starego patefonu i położyła kolejna płytę. Dwaj panowie Grabowscy,  zanim zamknęły się za nimi ciężkie  drzwi kamienicy , usłyszeli jeszcze " Miłość ci wszystko wybaaaaczy". Pan Jan uśmiechnął się do wnuka. Jasiek też się uśmiechał.

Opiekunka popatrzyła ciepło na swoją podopieczną i rozprostowała skrzydła.

"A gdzie miłość?" zapytają uważni czytelnicy. Otóż, wszędzie , moi mili. Wszędzie.