Szacunek
Coś wam powiem o sobie, na początek. Zanim przejdę przez próg, pukam dyskretnie we framugę trzy razy i czekam chwilę. Nie wiecie? Wytlumaczę, ale jeszcze nie teraz. Nie przechodzę przez próg lewą nogą, nie uścisnę twojej dłoni dopóki jestem za progiem. Że przesądy? Rozumiem. Tyle, że to co w waszych oczach wygląda na przesąd, to jest, moi drodzy, kindersztuba. A ta, z kolei, pozwala mi przeżyć. Gdzie przeżyć? No cóż, głównie w robocie. Więc może najpierw parę słów o mojej pracy.
Jeśli trzeba zostać nocą na starym cmentarzu żeby uspokoić proboszcza w temacie stuletniego grobu, który zapadł się ujawniając otwartą trumnę - to ja. Jeśli rodzina boi się czuwać przy trumnie dalekiej krewnej której zmarlo się w sto trzecie urodziny, a jej twarz po śmierci uparcie młodniała z godziny na godzinę - to również ja. Stary dom, do którego nikt nie potrafił wejść (deweloper dobrze zapłacił) - tak, to ja. Stare wiejskie zabudowy, w których dziwaczne światła nocą trzymają rodzinę z daleka - ja. Stare , opuszczone fabryki, magazyny , takie, do których nie chodzą już urban explorers - wtedy idę ja. Trasy spacerowe w górach, nie trudne, ale takie, na które nikt nie wchodzi nie wiadomo z jakiego powodu, pokoje w hotelach, z których ktoś (lub coś) zapomniał się wymeldować, a może nie mógł, nie chciał, albo chciał ale nie zdążył. Światła w miejscach, w których nie powinno ich być, ciemność tam gdzie powinno być światło. Wtedy wchodzę ja. Moja praca jest w zasadzie dość prosta. Nic nie wyganiam, nie egzorcyzmuję. Żadnych czarów, hokusów pokusów, modłów, rytuałów, podejrzanych artefaktów. Żadnych tajemnych ksiąg. Mam ze sobą małe kawałki czerpanego papieru i małe , bardzo miękkie ołóweczki. I, zawsze, słoiczek miodu i kawałek chleba.
No, więc, nie zajmuję się eksmisją, ekstrakcją czy usuwaniem. Wchodzę, i robię coś w rodzaju zwiadu. Kto lub co jest w tym miejscu, dlaczego tam jest, czego potrzebuje, żeby odejść. Im więcej informacji zbiorę, tym łatwiejszą pracę mają wchodzący później egzorcyści i eksterminatorzy. O tej części mojej pracy nie będę dzisiaj opowiadać. To ciekawe, powiedzmy. Ale do niczego się wam nie przyda. Natomiast, to na co nie zwróciliście uwagi - ooooo, to przyda się wam bardzo. Tacy różni Explorers czy Ghost busters też by mogli skorzystać. Obwieszeni rozmaitym elektronicznym śmieciem, albo jakimiś njueidżowymi gadżetami, włażą komicznie ubrani w miejsca, gdzie ich nikt nie zapraszał. I gdyby pomyśleli chwilę, połączyli kropki zamiast czekać, aż jakiśtam czat połączy je za nich, zauważyliby może, że ja się nie potykam na cegłach, które nie wiadomo skąd pojawiają w drewnianym kościele, zmurszałe deski nie załamują się pode mną, pająki nie spadają mi na głowę, nie kaleczę się o gwoździe wystające w miejscach, gdzie jeszcze przed chwilą ich nie było. Mogę wymieniać bez końca. Co nas różni? Co daje mi przewagę? Dlaczego ja pracuję, a oni tworzą kontent (zamiast powiedzieć "bezsensowne bzdury" albo "rozpaczliwe pierdolamenty"). I tu wracamy do kindersztuby, czyli umiejętności właściwego zachowania.
Widzicie, problemem nie jest złośliwa ciotka, która przed śmiercią schowała gdzieś swoje złote pierścienie. Ani nieproszeni goście zalegający od stu pięćdzisięciu lat z opłatą za pokój 113. Problem jest w tym , że ludzie nie rozumieją, że w zasadzie nigdzie nie jesteśmy u siebie. Jesteśmy gośćmi, ponieważ wszędzie mieszka ktoś , kto mieszkał tu przed nami. A gospodarze, no cóż, to już różnie. Wczoraj, na przykład, wróciłam z Osaki. Bilet lotniczy w obie strony opłacił wlaściel nawiedzonego budynku. Kiedy pierwszemu egzorcyście spadła na glowę wanna z piętra wyżej, pozostali odmówili współpracy. Prawdziwym właścicielem budynku był pewien gniewny demon. Wystarczyło być grzecznym i zostawić flaszkę zacnej żubróweczki.
Kiedy włazisz komuś do domu, zapukaj, zaczekaj chwilę, wejdź i powitaj dom. Powiedz "dzień dobry temu domowi" , a potem "przychodzę z podarunkiem, nie przynoszę ze sobą złości, kłamstwa, wojny. Nie zabiorę ze sobą nic co nie zostanie mi podarowane". Nie przechodź przez próg lewą nogą. Jeśli to możliwe, najpierw odezwij się do kobiety. W swojej kuchni zawsze zostaw na noc w kącie kawałek chleba, a na progu, co wieczór, postaw malutką miseczkę z miodem albo dżemem truskawkowym. I może znajdzie się przedmiot, którego szukasz od dawna, worki ze śmieciami przestaną się rozrywać, mleko nie będzie się psuło w lodówce i takie tam.
Że co? Że Osaka? Dziadunio spod trójki zamordował trzy osoby, a ich ciała wrzucił do szybu windy. Jak to "skąd"? Nie uważaliście. Demon mi powiedział. Jak już rozpracowaliśmy żubróweczkę.
A z tego wszystkiego taki wniosek: to, co uważacie za przesądy - to kindersztuba. A kindersztuba to wyniesiona z domu umiejętność dobrego zachowania. A dobre zachowanie to, no cóż, dobre zachowanie to szacunek.