Tak było
Śnieg. No, pięknie. Chcieliście to macie. Się zachciało białych świąt, co? Od szwagra się zaczęło, jak zwykle. Dureń. Od początku grudnia babuni biadolił, że dzieciakom naobiecywał, że śnieg na święta będzie, a teraz to wygląda, że z gęby dupę zrobił. Jakbyście mnie spytali, to nawet się nie musiał za bardzo starać.
No więc, jak zaczęło padać na świętej Łucji jeszcze nikt nic nie przeczuwał, ale koło dwudziestego babunia już podejrzliwie na szwagra zerkała. Dwudziestego czwartego było już ponad dwa metry śniegu i jedzenie supermarkety dostarczały dronami. A nasza babunia postanowiła śledztwo przeprowadzić po swojemu. Najpierw pierogów nalepiła jakby nigdy nic. I jak szwagier patrzył przez okno, to my go caps! I przywiązaliśmy szwagra do krzesła przy stole i tak długo machaliśmy mu przed nosem pierogami aż się przyznał. No, że to on sam, samiuteńki, świsnął babuni z piwnicy ten słoik z napisem "morwa biała" i przysięgał, że odkręcił go tylko raz. A potem, łachudra, zaklinał się, ktoś mu ten słoik gwizdnął. Babunia natychmiast zastrzygła uszami i wydłubała z głupiej gęby szwagra tego pieroga co już sobie zdążył wepchnąć. Kazała go znowu przywiązać do krzesła i zagroziła , że mu w następnej kolejności wydłubie tort z pierwszej komunii jeśli nie wyda tego, co mu powiedział, który to słoik co śnieg sprowadza. W tej chwili dziadunio wypluł pieroga i rzucił się do ucieczki krzycząc, że on nie miał pierwszej komunii. Szwagier wrzeszczał, żeby mu chociaż jedną rękę odwiązać, bo mu nos przeszkadza pierogi z miski wyżerać, ale się wszyscy rzucili za babunią patrzeć, bo takich cyrków u nas dawno nie było. Wiadomo było, że dziadunio szanse ma marne. Babunia już nie raz go dopadła. No jak to "kiedy"? No..., na przykład, jak na Mejflałerze próbował od babuni do kolonii nogę dać.
No, w każdym bądź razie, i tym razem skończyło się jak zwykle. Dziadunio się poddał. Dla świętego spokoju, oczywiście. Słoik się znalazł. Babunia ogłosiła zawieszenie broni, i ten , co go świsnął uszedł z życiem. Uff. A było blisko. Tylko szwagier, dureń, zasmarkał całą michę pierogów i reszta rodziny musiała obejść się smakiem.
A, no właśnie, w tę historię o Mejflałerze nie uwierzyliście, co? No i słusznie. Bo to nie tak było. To babunia do kolonii uciekła, a dziadunio gwizdnął żaglowiec i pod pseudonimem Sir Smok gonił za babunią przez pół świata. Słowo daję. Tak było.