...tak, że tak...
Słuchaj, dom sprzedaję. Gdzie "stary"? Stary w lipcu sprzedany. Ten drugi. No? I co? No, wrzesień jest. Wiem przecież. Nooo, czy ja wiem, co... No, nic, niby. Tylko tapeta odłazi. No, jak "gdzie"? Od ściany. No, żeż, na poddaszu przecież. Nie mówiłam? To zaraz, chwileczkę. To od którego miejsca mam zacząć? A. Dobra.
Ten dom kupiliśmy, co mówiłam. Siedlisko całe: sad zadbany, staw zarybiony, kawalątek łąki, taka jakby stodoła czyściutka, jak do zamieszkania. Do lasu przez drogę. Fajnie. Aż za fajnie. No i wiesz, tanio dość. Bo sam dom taki dziwnie zaniedbany. No, mówię przecież. Sad, stodoła, staw - wszystko super, a ten dom jakby z innej bajki. A w biurze mówili, że się rodzina tydzień wcześniej wyprowadziła. Coś mi nie grało.
Jak ten dom zobaczyliśmy pierwszy raz, to mężuś mówi, że jak tydzień temu, jak okna wybite, podarte firanki na wietrze łopoczą, gonty się z dachu osypują? A, i jeszcze farba z elewacji płatami odchodzi i drzwi na jednym zawiasie wiszą. Ktoś tu coś kręci. W środku jakby nikt przez całe lata nie sprzątał. Zeschłe liście pod ścianami leżą, a przecież lipiec. No to jak "tydzień temu" ja się pytam?
Nie, no gdzie "sami"? Ludzi wynajęliśmy do napraw, do remontu , do sprzątania. W miesiąc się wszyscy uwinęli. Graty przewieźliśmy raz, a dobrze i w połowie sierpnia już mieszkaliśmy. I od razu, pierwszego dnia zauważyliśmy, że w suficie powinna być klapa. A nie ma. Wychodzimy i patrzymy, jest, i owszem, okienko w szczycie domu. I to, proszę ja ciebie, na oścież otwarte. Mężuś drabinę do okienka przystawił i córcia nasza, drobna taka i zwinna jak jaszczureczka, przez to okienko weszła do środka. Po chwili wygląda i mówi, że nic szczególnego, tylko tapeta obłazi. No i , taaaa, żadnej dziury w podłodze, żeby na dół zejść, nie ma. Nawet deskami zabitej. Nic. Wtedy trzeba było to w spokoju zostawić... Ech.
Mężuś laubzegę przyniósł, kilka desek przepiłował i wleźliśmy i my. Stryszek, jak stryszek. Nic szczególnego. Niski trochę. A tapeta, faktycznie, obłazi. Dzwonię do majstra i pytam "jak to?" Cała tapeta miała być zdjęta, wszystko pomalowane, to co ta tapeta na strychu robi? I, na dodatek jeszcze, obłazi? A majster na to, że na poddaszu tak się tapeta trzymała, że ruszyć nie mogli. Próbowali pomalować, ale farba spływała. To jeden wpadł na pomysł, idiota, żeby tapetę ogniem. Majster mówi, że jak wtedy coś zawyło ! No i wszyscy uciekli. A majster, zanim się rozłączył bez pożegnania, powiedział, że na tym poddaszu pracował nie będzie i nam też nie radzi. I , że żadnej klapy w suficie nie zasłaniał, a te narzędzia, co zostawił to możemy sobie ... no. To wzięliśmy te narzędzia i na stryszek. Tak. No.
I teraz sprzedajemy. W biurze nie chcieli przyjąć najpierw. Ale musieli odstąpić od umowy jak im mężuś wyjaśnił w krótkich, żołnierskich słowach co będzie jeśli się nie zgodzą. Jak wygląda? Mężusiowi brwi odrosną. A! Że dom jak wygląda! No, powiedzmy, że zdjęć na stronie nie musieli zmieniać. I, powiem Ci, że skóra cierpnie, ale nawet firanki te same z okien wiszą. A wiesz, że u nas tylko żaluzje... tak, że, tak..