Taka buła

Taka buła
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/sweet">Sweet Stock photos by Vecteezy</a>

No, żeż, cholera jasna, no! No nikomu już nie można wierzyć! No, rzesz, nic już stałego nie ma na tym świecie,  cholera jasna! No, ale żeby materia nieożywiona ( w zasadzie) cholera jasna, przeszła do ataku!?

No, żeż, ak to "co?"

Buła zeżarła szwagra! Nie "kto" tylko  "co". No, mówię przecież. Buła!  No,  żeż, a jaka ma być?! Słodka, drożdżowa, z kruszonką . Bez rodzynków, bo dziaduniowi rodzynki za sztuczną szczękę załażą.

Taka buła.

No i żeż, diabli by to.... zeżarła szwagra. No jak ja go mam teraz, cholera jasna,  z tej buły wyciągnąć... Dobrze, że go nie przeżuła, szlag  by to , oj, dobrze... bo by wtedy,  ło matko! Pozbierać to to i posklejać! Buueee! Aaaa, tacy mądrzy?! Nie możliwe, tak?!

A mało to żeście już u nas widzieli?!

Normalnie,  sobota była rano, no to, wstaję i... "O której, o której".. a o której w sobotę jest rano? No, właśnie. Jedenasta dopiero co minęła. Przecież  sam z siebie bym się o świcie w sobotę nie fatygował, nie? No. Sobota, rana, jedenasta i telefon zabrzdąkał,   no to zerkam jednym okiem, bo drugie zapluszczone jeszcze, patrzę, a tam tak idzie: "Szwagier  ratuj goni buła" !

No dosłownie! Też mi to przez głowę przeszło,  ale pomyślałem,  że myśleć będę jak już uratuję szwagra. Wiadomo!

Tak więc, z początku  w panice, papci szukam, Krychę szturcham "gdzie niedzielne gacie!", "jaki numer żeby na 112 zadzwonić!", tak wrzeszczę. No, szlag by to! Wiecie przecież jak to jest: jak człowiek niedzielnych gaci szuka, to najpewniej znajdzie te z poprzedniego wtorku, co to się zapomniały do pralki wcisnąć. No chyba każdy tak ma? W końcu pobiegłem we wczorajszych, bo niedzielnych nie mogłem znaleźć.  Wbiegam, a tam... ! Amargiedon i Gomoria! Wszystko razem!  No to ja do kuchni i krzyczę  "gdzie szwagier"! A kuchnia, luuuudzie!, na metr takim szarym paskudztwem pokryta. Rodzina cała się zebrała z łopatami, łyżkami, rondlami,  i co tam kto miał pod ręką i wszyscy w tym paskudztwie szarym grzebią. Narzędziami prowizorycznymi przez okno to błocko szare takie na podwórko wywalają. A to paskudztwo, imaginujecie sobie, wyje, wije się, wiszczy, bulbi jak , jak, jak ...no nie wiem co normalnie! Szturcham wojownika, co najbliżej mnie rondlem macha jak szalony.

-Wygrywamy! - Ten krzyczy. No to ja - Gdzie szwagier!- wrzeszczę. A on, że szwagier przed wypiekiem na podwórko uciekł, a oni tu w półprodukcie żony jego szukają.

To ja na podwórze, po drodze patelnię zgarnąłem, bo wszelka inna broń podchodząca została chwilowo wypożyczona.

Wybiegam, patrzę,  a na środku podwórza  leży, uważajcie, chała. Nooooo luuuudzie! Ile można!? Cha - ła! No, żeż.... buła taka! Drożdżowa!  Noooo, właaaaśnie.  Tyle, że ta tutaj, proszę ja was,  jest wielkości transportera opancerzonego.  Ładnie wypieczona, z kruszoneczką. Jak należy. A mniej więcej w połowie jej wysokości,  tak gdzieś na oko z półtora metra,  dyndają włochate,  koślawe odnóża dolne szwagra.

Szwagra wyciągliśmy. Chałę zjedliśmy. Na dwa razy i sąsiedzi pomagali.

Co się wydarzyło? Otóż, problem w bule to nie buła jest jako taka, tylko dróżdż.

Dróżdż istotą jest w zasadzie żywą, chociaż tylko czasami , i jak każda istota żywa, jakąś formę rozumku posiada. Generalnie życie swoje spędza pokojowo nastawiony do świata, na filozoficznych rozważaniach czy jest on bardziej pokrzywą czy muchomorem. I jeśli go nie wkurzyć, to on w bule wyrośnie,  a potem pokojowo życie swoje zakończy wysmarowany masełkiem i dżemikiem truskawkowym. Ale dróżdż, nie wiem czy wiecie, bardzo jest delikatny i wrażliwy, i kiedy on w tej bule rośnie to ani go przeziębić ani zdenerwować nie wolno! A szwagrowi się w kuchni śpiewać zachciało!

No? Nooooo, właaaaaśnie! Taka buła!

Post scriptum autorki

Wszystkich moich czytelników zapraszam do przeczytania odcinka "Taki cichutki", w którym po raz pierwszy dowiedzieliśmy się, że szwagier lubi śpiewać.