Tylko mój
Siedzę i patrzę jak rozpada się świat.
I, słowo daję, nie pamiętam kiedy to się zaczęło. A wszystko krzyczy "Twoja wina!"
Teraz już tylko siedzę i patrzę. Widzę, teraz wreszcie widzę. Ale nie wierzę. Widzę, ale wciąż mam nadzieję, że to nie prawda. Myślę, chociaż to już na nic, ale myślę, może był taki moment, w którym można było jeszcze odwrócić wszystko albo chociaż uratować część. Nawet jeśli , to przecież jest za późno
I to tyle. Teraz mogę już tylko patrzeć jak świat się rozpada. I na granicy rozpaczy wije się jeszcze taka myśl, że może ten świat od początku był skazany na zagładę? I cokolwiek zostałoby zrobione, bądź nie, w ostatecznym rozrachunku nie miałoby żadnego wpływu na to, co jest. Na to, że świat się rozpada. W gruzy.
Więc siedzę i patrzę. Nic nie robię bo nic nie mogę zrobić. Nic. Podniosłam kilka kawałków tego świata bo, no wiecie, czasem można próbować coś posklejać. Ale nie. Tym razem nie. Te kawałki rozpadły mi się w dłoniach i zostałam z garścią popiołu. Więc może rzeczywiście, skoro nic nie mogę zrobić to znaczy, że czas odpuścić? Ale jak to? Jak można odpuścić? Przecież to mój świat! Tylko, że wizja tego świata, którą z takim pietyzmem pielęgnowałam i niosłam ze sobą, to była wizja świata, który nigdy nie istniał.
Nie rozumiem, co się stało. Nie rozumiem kiedy ani dlaczego. A świat rozpada się. I rozumiem tylko, że tu nic nie da się uratować. Wszystko rozpadnie się na popiół. Ziemia osunie się spod nóg, spadnie niebo, sens i cel stracą znaczenie. A ja mogę tylko patrzeć ze świadomością, że nie zostanie nic. Nic.
Nadzieja. Całe życie niosę że sobą nadzieję. I może dlatego, że była ze mną najdłużej, sparszywiała ostatnia.
Tyle, że nic, nic nie trwa wiecznie. Wiem przecież. Ale, wbrew wszystkim i wszystkiemu miałam nadzieję. A nadzieja...wiadomo.
Więc patrzę, bo zamykanie oczu nic nie pomoże. Patrzę więc. I mimo to, że widzę jak świat się wali, jak nad pobojowiskiem wznosi się czarny dym - nie wierzę.
Świat się rozpada i zostanie po nim puste miejsce jak czarna dziura. Przecież takiego miejsca niczym nie da się wypełnić. I co z nim będzie? Z tym miejscem? Mam je zostawić? Takie puste? A co z tym wszystkim co było w środku? Rozpadnie się na popiół, a popiół rozwieje się w nic.
Widać to właśnie tak ma być. Co ma się skończyć - skończy się. Co ma cię opuścić - opuści cię. I nie ważne z jaką desperacją będziesz walczyć, ile poświęcisz, żeby to utrzymać. W najlepszym razie przedłużysz tylko agonię .
Ale jeśli coś ma zostać przy tobie, to znajdzie sposób i nie będzie miało znaczenia ile przeciwności losu przyjdzie pokonać.
Moja skrzynka ze smutkiem nie domyka się już. Więc siedzę i patrzę. A świat się rozpada.
Ale ty nie masz się czego bać. To mój świat się rozpada. Tylko mój.