Urocza opowiastka (jak ja dorwę tego, co wymyślił, że krajoznawcza!) część 5
Moi drodzy wygłodniali, niedomyci i niewyspani turyści, wydaje się , że wasza grupa tu obecna właśnie doturlała się prawie bez strat do półmetka tej wycieczki, której to wycieczki z całą pewnością nikt z was nie zapomni! Przecież mówię, prawie bez strat.
Proszę pani! To nie jest żadna strata! Ten pani syn to straszna menda była. Że nie syn? Mąż?! Wie pani, to już musi pani sama rozkminić. Na pani miejscu to bym zaczął od lustra... Od jutra! Jutro...eee...jutro szef przyjedzie , to pani zażalenie jakieś złoży czy coś...
A tamten z tyłu co znowu? O matko! A pożyczyłby ktoś temu gołodupcowi tam z tyłu jakieś gacie, może?! Nie ukradli, nie ukradli, tyko pożyczyli - to po pierwsze. A po drugie, jak koleżanka chce spódnicę pożyczyć, to trzeba brać. Lepiej będzie wyglądał w spódnicy, niż jak ma pryszczatymi półksiężycami przed gromadką nieletnich lokalsów świecić, tak?! No i co z tego, że mini? A, no tak. Faktycznie. Pan się, póki co, ręcznikiem przewiąże, zaraz będziemy mijali lokalny... eee... butik, to sobie coś nabędzie. No. I spokój.
A my teraz wrócimy do adremu.
Przypominam państwu, że rodzina Dupogrzmockich... Odpowiadam panu bez gaci, z całą pewnością nikt z tej prominentnej rodziny gaci szanownemu bezgaciowemu gołodupcowi nie podprowadził. Ale ich wspólnicy to zupełnie inna historia.
Tak, więc, co rano matula przepasuje falbaniastą sukienkę Lusi nowym kawałkiem sznurka, na którym dynda drewniana kopia rodowego majchra, a dumny papcio, Kocio Dupogrzmocki ociera łzę wzruszenia. A każdego poranka pod drzwiami bogatego domostwa Dupogrzmockich, ozdobionego białym marmurem i i stadem plastikowych flamingów, czekają bliźniacy Waliłebscy, Mysio i Lisio Waliłebscy, podobni jak dwa półdupki. ??? Co za ... kto mi tu ...??? Acha. Dwa podobne do siebie dupki??? Co? Znowu źle??? Nie podobni, ale takie same dupki??? Dobra. Wszystko jedno.
Bliźniacy Waliłebscy stanowią ochronę Lusi, jednocześnie ostrożnie zabiegając o jej względy.
Skoligacone rody Waliłebskich i Dupogrzmockich od bardzo dawna związane są również wspólnymi interesami. Od skromnych początków do czasów obecnych, członkowie obu rodzin ciężko pracując, wzbogacją się zasłużenie, bezpardonowo i ponadnormatywnie szybko. W efekcie, tak Lusia jak i Bliźniacy , są najlepszymi partiami w Zapyzionii.
Teraz trochę historii. Kocio Dupogrzmocki , ojciec rodziny, wraz z Wiewiórem Waliłebskim, również ojcem rodziny (szczęśliwie nie tej samej) zajmowali się organizacją dostaw do jedynego w mieście sklepu z towarami luksusowymi "DupoŁeb Kolonijal Guts". Ich ulubionym miejscem pracy było wielkie skrzyżowanie dróg handlowych znajdujące się jakiś kilometr od stolicy Zapyzionii. Regularnie, co dziennie ( oprócz niedziel i Świąt) obaj panowie niespiesznym spacerkiem udawali się na miejsce prace gdzie rozstawiali niewielki stolik turystyczny, na którym układali w schludnym rządku kanapki z serem, jajka na twardo, sól (do jajek zwinięta w papierek), słodką herbatę (dla niepoznaki w butelce po czystej okowicie) oraz rozmaite majchry, lagi, batogi ora bardziej pospolite kije, młotki i ty podobne. Około południa pojawiał się duży wóz towarowy , na który ładowano zorganizowane tego dnia towary, a panowie Dupogrzmocki i Waliłebski spokojnym spacerkiem wracali do domów na zasłużony obiad i odpoczynek. Przyzwoita, schludna i dobrze zorganizowana praca.
Teraz trochę historii. Eeeee... Starszej historii. Otóż, spółka Dupołeb, założona przez pradziadków - Petrychlora Dupogrzmockiego i Obszczymira Waliłebskiego - zaczynała skromnie, od handlu z lekka tylko uwalaną używaną odzieżą, pozyskiwaną własnym sumptem na bliższych i dalszych rozdrożach lokalnych dróg. Stan uwalania odzieży sprzedawanej wówczas w sklepie był odwrotnie proporcjonalny do natężenia oporu jaki stawiał dostarczyciel rzeczonej odzieży. Pozyskaną przez mężów odzież, panie domu sprzedawały w niewysokich cenach w jedynym sklepie odzieżowym w stolicy pod szyldem "Dupołeb , z lekka uwalana odzież używana ". Jednak gdy aktualny, postępowy władca postanowił ulepszyć drogę do stolicy, z drogi tej zaczęli korzystać podróżni i kupcy wożący nieprawdopodobne cuda z dalekich krain.
Podam tu państwu ciekawy przykład. Otóż, Wielkie Księstwo Zadupni znane jest do dzisiaj z produkcji wynalezionego tam rewolucyjnego produktu zwanego początkowo "dupocierem". Wy, moi ulubieni szurnięci turyści, pochodzicie z krajów cywilizowanych i papier toaletowy nie robi na was wrażenia. Pomyślcie, proszę, że produkt sąsiedniej Durnomacji ( powszechnie używany zanim w Zadupni wyprodukowano pierwszą rolkę dupociera) robiono ze żwiru, pokrzyw, trocin i barszczu Sosnowskiego. A najbardziej pożądane przez użytkowników linie dupociera takie, jak na przykład: Dupocier Gęsia Pipka, Dupocier Powiew Sosnowego Lasu, i wreszcie jedyna linia dupociera używana przez rody królewskie "Linia Diamentowa", tak droga jak, w oczywisty sposób, bezużyteczna. A czego pani nie rozumie? Pan gołodupiec też nie?! Wiecie co? A kupcie sobie po rolce na pamiątkę i wypróbujcie w domu.
Wróćmy do naszej opowieści. Firmy przewozowe oraz indywidualni dostawcy, dla których wyżej wymienione skrzyżowanie dróg jest jedynym dogodnym terminalem przeładunkowym, dość szybko zorientowali się, że działalność spółki Dupołeb może znacząco uszczuplić zapasy towaru. Zaczęli więc organizować zrzutki towaru co ułatwiało i znacznie przyspieszało pracę obu stronom. W efekcie, sklep Kolonijal Guts obfituje w towary rzadkie i przecudne, a dzieci Waliłebskich i Dupogrzmockich cieszą się poważaniem wśród rówieśników.
A teraz zapraszam państwa na zakupy. Przed państwem dom mody wszelakiej "Kolonijal Guts" w całej swojej krasie.
A pan, z łaski swojej, niech nabędzie drogą kupna jakieś gacie. Jak pan dobrze poszuka to może i swoje znajdzie. No i, proszę państwa, proszę, nie jedzcie niczego co się jeszcze rusza. Przyjemnych zakupów!
Odwagi życzę, albowiem ciąg dalszy - na moje i wasze nieszczęście - nastąpi.