Urocza opowiastka (jakiś bałwan wciąż twierdzi, że krajoznawcza) część 4
Czy wyspaliście się, moi najmilsi, choć z lekka już podśmierdujący, turyści? O! Proszę! I to jest postawa, do której wszyscy państwo powinniście równać! Pan tam z tyłu aż promienieje - wypoczęty, odkarmiony. Śniadaniowe pyszności narodowej kuchni Zapyzionii, a przed wszystkim gwóźdź menu - mamałyga ...Że co mówi?! Że nie promienieje? Że spuchnięty taki? A po co tak spuchł? Gwóźdź? Jaki znowu gwóźdź? A ten gwóźdź to po co zjadł, bo nie rozumiem? Panie szanowny, tutaj nikt za pana dziwactwa kulinarne odpowiadał nie będzie! Czego, czego? Eeeee, to znaczy.... słucham? To jak znajdzie zęby, to wtedy porozmawiamy, bo teraz nie da się zrozumieć co tam bełkocze. Mógłby się tam który tym marudzącym ...e... zaopiekować? Dziękuję.
No, Właśnie.
Przypominam, moi mili, głupi odkrywcy, że wczoraj poznaliśmy najmłodsze dziecię prominentnej rodziny Dupogrzmockich. Dzisiaj poznacie Banię Dupogrzmocką i najstarsze latorośle, ale czegoś jakby najmniej udane, Lejka Dupogrzmockiego.
Starsza siostra Lusi, Bania Dupogrzmocka i starszy brat, Lejek Dupogrzmocki, również pobierali nauki. Bania uczyła się w Szkole Uzdrowicielstwa i Kosmetologii gdzie przodowała na kierunku Amputacja Całościowa, Częściowa i Wyrywanie Zębów. Będąc na ostatnim tygodniu wycieńczających pięciotygodniowych studiów, Bania pisała pracę dyplomową pod tytułem "Narkoza wewnętrzna i zewnętrzna - studium porównawcze."
Lejek Dupogrzmocki, kierując się zapotrzebowaniem rodziny, rozpoczął naukę w Szkole Gorzelnictwa i Pijaństwa Stosowanego. Ku radości obojga rodziców, po tygodniu został relegowany za narażenie szkoły na dotkliwe straty finansowe.
Lejek wykazywał inne talenty , więc bez trudu przyuczył się do zawodu na kursie dla wykidajłów i właśnie odbywał praktyki w jednej z lokalnych...?Restauracji?....eeee, zaraz , co ja tu mam napisane? Restauracji?! A kiedy to ta zapluskwiała mordownia otrzymała status restauracji?! A, no tak, innej nie ma. No dobra. W jednej z lokalnych restauracji. Chociaż na waszym miejscu, moi zagubieni i wygłodniali, turyści, rozważałbym raczej jajka na twardo. No i teraz... gdzie to ja.. A, no tak.
Natomiast maleńka, słodka Lusia wraz z pozostałą lokalną smarkaterią uczęszczała do szkółki prowadzonej przez Zakon Sióstr Zrozpaczonych. Odkąd Zakon otworzył szkółkę wszystkie bachory z miasta i okolic posiadały jako takie wykształcenie (na przykład powiem, że kończąc szkołę większość potrafi dodać dwa do dwóch i odróżnić owcę od barana. Ludzie! Kto pisze te durne teksty?!)
Szkoła Wystarczająca Przedpodstawowopopodstawowa Numer1 (serio) Sióstr Zakonu Nieodmiennie Zrozpaczonych zaczęła zdobyć czołowe miejsca we wszystkich krajowych i zagranicznych zestawieniach. To, z kolei , spowodowało napływ bachorów z sąsiednich królestw i innych takich ( dla naprzykładu podam: z Zadupni Mniejszej, Brudnokalesonii, z Wielkiego Księstwa Głupotamii i Wyspiarskiej Republiki Totuitamtu ). Rodzice głąbów z innych państw płacą sowite czesne, które, ku rozpaczy Sióstr Zrozpaczonych, wpada prosto do prywatnej kasy obecnego władcy.
Zakon Sióstr Zrozpaczonych przybył do Zapyzionii na zaproszenie pradziadka aktualnego rządzącego w celu ... no...innym niż szerzenie edukacji. Wówczas nazywano je Zakonem Radosnych Markietanek (kchm, kchm).
Po kilku latach, ówczesna przeorysza osiągnąwszy wiek (jak dla markietanki) emerytalny, założyła maleńką szkółkę z uczciwym zamiarem szerzenia oświaty. Jednak materiał ludzki, jaki zaczął napływać do szkoły szerokim strumieniem , zmusił dzielne nauczycielki do okrojenia curriculum w tak znacznym stopniu, że z oświaty została poświata. W efekcie, zakon zmienił nazwę i kuse kolorowe sukienki na szare habity na dole obciążone ołowianymi sztabkami.
Trzeba przyznać, że po latach siostry Zrozpaczone były w stanie sobie tylko znanymi sposobami wtłoczyć do opornych łepetyn kolejnych pokoleń zapyziończyków podstawowe umiejętności czytania, pisania i liczenia. Wprowadziły kursy tkactwa, garncarstwa, woo-doo, hodowli kur oraz samoobrony.
Tak, więc... o czym to ja...? Cholera... gdzie te zapiski... To było ..... to też..... A! A nie, o tym to później. Acha. Mam! O, bogowie! Koniec! A....nie...tylko na dzisiaj..... No, cóż, jak się nie ma co się lubi...
Dobrze. Proszę o uwagę!
Takim sposobem, moi umiłowani, ogłupiali turyści, dobrnęliśmy szczęśliwie do końca czwartego dnia waszej idiotycznej wycieczki. Że co?! Ależ , oczywiście, epickiej wycieczki, dokładnie moje słowa. Tak czy inaczej , na dzisiaj zdecydowanie wystarczy.
Ciąg dalszy ( O, matko!) nastąpi