Urocza opowiastka ( podobno krajoznawcza)- część 2

Urocza opowiastka ( podobno krajoznawcza)- część 2
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/cauldron">Cauldron Stock photos by Vecteezy</a>

Jak Państwo niewątpliwie pamiętacie, w pierwszej części naszej niezobowiązującej przechadzki po uroczej Zapyzionii zarysowaliśmy tło. Choć jest to tło paskudne i smrodliwe, będzie elegancko współgrać z resztą naszej opowieści.

"W tej chwili w drzwiach stodoły", o pardon," zamku,  stanęła niepokojąco normalnie wyglądająca,  starszawa dama. Dama przyjrzała się uważnie wnętrzu starając się wytyczyć od drzwi do tronu trasę najeżoną najmniejszą ilością guanopułapek i min odchodowych. Wreszcie wzruszyła ramionami zrezygnowana.

-Kurrrrr&%$#@>!}&- zaklęła soczyście, - znów trzeba będzie wszystko spalić.

Stojący obok paleniska Wicia Gawnowoz,  który w tym tygodniu pełnił funkcję nadwornego"- proszę się nie śmiać- kucharza- no i jak człowiek prosi... ech. Co kraj to obyczaj, nieprawdaż...

No, więc, 

" Wicia oderwał się od swojego zajęcia i z zaciekawieniem podniósł głowę. Wicia zawsze był pierwszy do nauki i dlatego jego bogaty zasób przekleństw już trzy lata z rzędu postawił go na pierwszym miejscu w krajowych Zawodach Przeklinania,  Opierdalania i Chamstwa Ogólnego,  a jego rodzicielka z dumą prezentowała każdemu,  zainteresowanemu lub nie,  trzy świńskie ogony - pierwsze nagrody w wyżej wymienionych zawodach. I choć zainteresowanych w zasadzie wcale nie było, każdy głośno wyrażał zachwyt albowiem Dziuba Gawnowozowa kobietą była nader postawną. Jedną ręką ciągnąc pojazd służbowy swego  ślubnego, Pietruchy Gawnowoza,  drugą zarzucała sobie na ramię starego, nastroszonego muła,  który w swoich lepszych chwilach,  zwyczajowo pełnił funkcję jednostki napędowej owego pojazdu. "

I co tam z tyłu znowu? Że "jakiego pojazdu" pyta? No, żeż ludzie,  wy tak na serio? Może ktoś tam z państwa obok tego tam pana inteligentnego bezobjawowo zechce wyjaśnić... że co ja...?! Ależ skąd?! "Inteligentnego pokazowo" powiedziałam przecież...(żeby cię sponiewierało ty...)

Pozwólcie drodzy turyści, że odłożymy na bok opowieść o rodzinie Gawnowozów i powrócimy do eleganckiej damy , która od dłuższej chwili stała w drzwiach stodoły zerkając co chwila na malutki zegareczek zawieszony na szyi na  złotym łańcuszku. "I tej chwili powietrze rozdarł przeraźliwy wrzask, a dama znowu spojrzała na  zegarek i mruknęła z uznaniem "Punktualnie!"

Należy się Wam, drodzy goście, wyjaśnienie. Otóż,  w stolicy Zapyzionii,  którą (przypominam, chociaż nie wiem w jakim celu, jako że Zapyzionię raczej trudno jest pomylić z ... w zasadzie z żadnym innym miejscem na tej planecie nie da się jej pomylić) aktualnie odwiedzamy, zobaczyć można sporo unikalnych rozwiązań technicznych. Jednym z ciekawszych jest właśnie ów wrzask,  który zastępuje kuranty na wieży zegarowej.

Wrzask ów jest częścią zbędnie skomplikowanego, lecz jakże typowego dla Zapyzionii,  systemu,  w którym od zawsze zegar zastępowany był przez parobka z badylem. Badyl ów  jest nie tylko narzędziem pracy ale i symbolem owego zaszczytnego stanowiska, albowiem każdy parobek dzierżący  urząd miejskiego zegara i mogący wylegitymować się rzeczonym badylem, w czasie pełnienia obowiązków służbowych zwolniony jest z obligatoryjnych, wczesnoporannych działań na rzecz załadunku pojazdu służbowego Pietruchy Gawnowoza.

Widzę, widzę i już wyjaśniam, już,  (to mi się trafili, no żeby to...) Tak więc,  codziennie o świcie, każdy parobek zobowiązany jest stanąć z łopatą, lub co tam ma, przed drzwiami domostwa swoich właścicieli... no, dobra... pracodawców, może być? I dokonać załadunku wszystkiego, co pozostali mieszkańcy domostwa wyprodukowali w ciągu nocy i bezceremonialnie wygruzili przed drzwi. Poniali?

Pani się nie krzywi, co kraj to obyczaj,  jak  to mówią. Ta wycieczka nie była obowiązkowa. Aaa, do Paryża zabrakło...  Droga Pani,  Paryż to banał. Państwo będziecie mieli o czym opowiadać,  zapewniam.

W interesującej nas chwili, urząd zegara miejskiego piastowały na zmianę dwa wioskowe przygłupy. Pierwszy, z uporem godnym lepszej sprawy, zastępował zegar słoneczny. I choć funkcję badyla możemy sobie wytłumaczyć, to już trudniej pojąć dlaczego Pierwszy dostawał przydział wyłącznie na warty nocne. Drugi, ten od dziennych wart, szczególnie dobrze odnajdywał się  w roli (tak, tak , ma Pan rację) zegara z kukułką. Jakie natężenie wrzasku odpowiadało której godzinie, jak i to, w co należało przygrzmocić,  żeby uzyskać żądaną częstotliwość,  barwę i amplitudę wyjaśnimy sobie przy innej okazji. Co kraj to ...eeeeeee... no, właśnie.

Tak. Gdzie to ja ... A tak.

"Odezwał się wrzask.

- Oho, już dwunasta- donośnym głosem oświadczyła dama , a młody Gawnowoz chwycił pierwsze z brzegu nieokreślone bliżej narzędzie,  poprawił kocioł na palenisku i bełtając energicznie,  zaryczał donośnie:

- Mamałyga prawie gotowa, Jaśnie Pani !

Dama drgnęła, wzniosła oczy do góry i przejechała dłońmi po twarzy , a w okolicach ( che, che) tronu rozpoczęły się tak energiczne, jak bezładne , przetasowania."