Właśnie!

Właśnie!
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/crepes">Crepes Stock photos by Vecteezy</a>

Nie ma co ukrywać. Wiosna idzie. Wiem przecież,że nie widać. Ale jakbyście weszli do lasu to wystarczy pierwszy łyk powietrza. Czuć po prostu że to powietrze inaczej smakuje. Nie że ja jakoś szczególnie po lesie chodzę. Nie. Teraz w lesie nogi można połamać bo wszystko lodem grubym pokryte. Ale mężuś i owszem. Z własnej woli czy nie, ale chodzi codziennie.

No i któregoś dnia ( jednego z tych co to miało być cieplej, ale informacja o ociepleniu nie doszła gdzie trzeba, więc nie było cieplej) mężuś oświadczył, że z narzędzi mechanicznych ma wyłącznie siekierę.

- No, no. Tak, tak. - Potakuję, no bo co tu można mądrego powiedzieć? Czekam. To, niewątpliwie, jest wstęp do czegoś więcej. Wbrew oczekiwaniom, tego dnia nie dowiedziałam się niczego więcej, ale już od następnego dnia zaczęły przychodzić do mężusia przedziwne przesyłki.

Najpierw przyszła duża, podłużna i bardzo ciężka paczka, a w niej... taaaa... trzy solidne ciężkie ... łomy. Hmmm...Czyżby mężuś planował zająć się jakimś nowym rzemiosłem? Łom. Pomyślmy. Jedyne hobby z wykorzystaniem łomu, jakie mi przyszły do głowy to, proszę ja was, rabuś grobów i specjalista od mokrej roboty na usługach mafii korsykańskiej. No mam nadzieję, że jednak nie i nie.

Następnego dnia paczka była mniejsza, ale wcale nie lżejsza. A w środku, taaa..., niewinnie wyglądające, ale piekielnie ciężkie młotki. A w zasadzie, młoty. No więc, będzie, na przykład, łupał kamienie. Odpada. To zajęcie tak męczące jak bezcelowe.

Potem dziwaczny młot gumowy na długaśnym trzonku, jakieś płachty, sieci, piły, spryskiwacze, butle ( puste i pełne). I w reszcie paczki, które mężuś cichaczem targa do swojej norki i dopiero tam cichaczem przegląda i segreguje w tajemnicy. Kurierzy zaczęli omijać nasz dom szerokim łukiem albo przerzucali paczki przez płot i w nogi.

Kto ciekaw, co z tego wszystkiego powstało, będzie musiał mocno wyobraźnię natężyć, bo nie łatwo to opisać. Coś tam piłował skręcał, zbijał, spawał ale pokazać nie chciał. A kiedy głośno i dobitnie rzucił w powietrze panią lekkich obyczajów a po chwili poprawił drugą, zrobiło się jasne, że.....

Ale, ale, gwoli ścisłości, mężuś nie przeklina. W tym domu to całkowicie moja specjalność. Podobnie jak bułeczki z wiśniami, ale to kiedy indziej. No, więc, nie przeklina, więc jeśli słyszę słowa niedopuszczalne na maturze z języka rodzimego, jasne jest, że się beze mnie nie obejdzie.

Wpadam więc do mężusiowej norki dzierżąc w ręce lewej apteczkę, a w prawej przeterminowany spray na niedźwiedzie (z czasów kiedy mężuś planował wypad na Mount Shasta, do którego szczęśliwie nie doszło). Wpadam. Jeden rzut oka na ustrojstwo wydziergane przez mężusia z drutu kolczastego, sieci rybackich, pułapek na myszy, papy smołowanej, i eternitu (?!) I wszystko stało się jasne. Sprzątamy? Pytam. Sprzątamy!

Po zimie trzeba posprzątać. Jeszcze zanim zrobimy porządki wiosenne - mycie dywanów, trzepanie okien i takie tam - najpierw trzeba zrobić porządki przedwiosenne. Zaraz wyjaśnię.

Mężuś ustrojstwo wytachał przed dom a potem do lasu i montuje. A ja robię naleśniki. Z serem, na słodko. Dużo wanilii, żeby mocno pachniały. Napchane słodkim, waniliowym twarogiem, złożone w trójkątnego kopertki, po raz drugi wolniutko podsmażone na maśle. Skorupka się na maśle zarumieni, i zrobi się trochę chrupiąca a trochę karmelowa i złota i wtedy, na koniec do tego wszystkiego wrzucam truskawkowa galaretkę.

Takiej galaretki nie dostaniecie nigdzie. Jest jak ciepłe wieczory czerwcowe zamknięte w słoiku. Jak się ta galaretka podgrzeje leciutko na maśle i skarmelizuje to jej zapach daje po głowie, oszałamia i niesie się w zimowym powietrzu wyraźnie widoczną wirującą wstęgą. Powiem wam tylko tyle - to trzeba umieć .

Mężuś z lasu wraca zadowolony.

- Posprzątałeś? - Pytam.

- A jak!

- Co się złapało? - Pytam.

Mężuś siada przy stole, podsuwa do siebie wielki talerz z naleśnikami.

- Trzy biesy, strzyga, stado płanetników, dwie stare zmory, kilka utopców i kikimora.

No i posprzątaliśmy po zimie. Na takie naleśniki, rozumiecie, wszystko się da skusić. Najlepsza zanęta.

Jak to "nie prawda "?! A widzieliście ostatnio kikimorę? No, właśnie.

Read more