Wszyscy chodzą uśmiechnięci

Wszyscy chodzą uśmiechnięci
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/women">Women Stock photos by Vecteezy</a>

"Co ostatecznie złamało mi serce? Gdy zrozumiałam, że doskonale wiedziałeś co robisz. Wiedziałeś jak bardzo mnie zranisz, a jednak zrobiłeś to. Świadomość tego zostawiła ranę. A ponieważ ciągle tu jesteś, ta rana nie chce się zagoić. Tyle razy mnie porzucałeś i odpychałeś tylko po to, żeby wracać, jakby nic się nie stało. A ja zawsze pozwalałam ci wrócić, chociaż wiedziałam, że znów mnie odepchniesz jeśli ktokolwiek spojrzy w naszą stronę. Tak bardzo bałeś się, że ktoś cię ze mną zobaczy. Nie musiałeś nic mówić - wiedziałam, że nie chcesz, żeby ktokolwiek wiedział, więc milczałam. Musiały mi wystarczyć chwile, które rzucałeś mi jak ochłapy. Moje głodne serce żywiło się nimi, choć przecież pilnowałeś się żeby nie okazać mi zbyt wiele czułości, żebym, boże broń, nie pomyślała sobie tylko, że masz dla mnie jakieś cieplejsze uczucia. Tak więc, chwile z tobą były tym czym były: odpadkami. Spędzałeś je ze mną dla własnej wygody, chciałeś czuć, ze ktoś o ciebie dba, a jednocześnie potrafiłeś kochać jedynie kogoś, kto miał cię za nic. Wielką miłość miałeś w zasięgu ręki, ale deptałeś po niej raz po raz, ponieważ od miłości wolałeś pogardę. Nie wystarczało ci, że ktoś cię kocha. O nie! Musiałeś walczyć, pokonywać przeciwności losu. Chciałeś być rycerzem a białym koniu, bohaterem pojawiającym się w chwili rozpaczy. A co z tego wychodziło? Za każdym razem wyżęto cię jak stary gałganek, wyciśnięto z ciebie, co dało się wycisnąć. Osłaniając się od prawdy, raz po raz wracałeś do mnie jak zbity pies, a ja opatrywałam twoje rany. Mówiłam do ciebie łagodnie, starannie dobierając słowa. Miałam nadzieje, że znajdziesz prawdę w moim głosie, bo nie wolno mi było mówić wprost o miłości, wierności, lojalności.

Kiedy kolejny raz w wyniku twoich wyborów groziło ci, że zostaniesz z niczym, spowijałeś rzeczywistość woalem kłamstw i usprawiedliwień. A ja pozwalałam ci kłamać. Aż wreszcie, prawda jak kocur zapędzony w ciemny kąt, znowu rzuciła się na ciebie z pazurami wydrapując ci oczy. A ty, po raz kolejny, zostawałeś wdeptany w ziemię jak niepotrzebny ogryzek.

Czy kiedykolwiek byłeś gotowy przyznać, że twoje życie mogło wyglądać inaczej? Że twoje życie nie musi być pasmem upadków połączonych bolesną szarpaniną? oczywiście, że nie, bo musiałbyś wtedy przyznać się do błędu, a ty ..."

Jakie to jest męczące. Takie koszmarnie męczące. Co ty właściwie bredzisz, dziewczyno. Wciąż te same błędy. Niedobrze się robi. Błe. Koniec tego eksperymentu bez sensu. Trochę mi szkoda. Ale on znowu wlazł w dziurę bez wyjścia. Ileż można! I awatarka zgrała już wszystkie karty...Jesteśmy zmęczone. Czas na zmiany...

-No, jak? Zamykamy teatrzyk? Jak twoja awatarka?

-Do niczego. Zaczęła bredzić. Wygasiłam ją.

-Jak?

-Zjadła czereśnię, na której siedziała osa.

-Oooooj! Grubo! Nie mów, że patrzył.

-Kochana! Nie doceniasz mnie. To on podsunął jej miskę czereśni.

-Cios w serce!

-Jak odchodzić, to z hukiem. Wygasisz go? Proszę... Ja... jakoś tym razem...

-Polubiłaś go...

-mmmm...

*

-To był dobry kawał roboty. Przybij pionę!

-mmmm...eksperyment jak eksperyment...tylko coś mi nie styka... już?

-Już. Koniec. Jakby go nigdy nie było. Chodź. Przytul się. No, dobry z nas team! Złożyłam prośbę o przeniesienie.

-Dzięki... Trzeba jeszcze zarchiwizować ostatni dzień ...

*

-Słuchaj, czy ty... Ten jej ostatni monolog...po co ty... To znaczy, po co ona...

-Myślałam, że ty go napisałaś... pozwoliłam jej mówić, bo byłam pewna, że to ty...bo skąd mogła wiedzieć, czego jej nie wolno?..

-Odpalaj, trzeba sprawdzić kod. Jak ja dorwę tego, co nam tu załadował brazylijską telenowelę!

*

-Nie ma...

-Widzę.

-Wiesz, że to nie jest możliwe...Zwariowałyśmy?

- Analogi! Audio! Sprawdźmy audio!

-Jest! Nie zwariowałyśmy. Dobra. Trzeba ustalić co dalej. Nie ma precedensu...

-Przestań mówić! Słuchaj jeszcze raz! Skup się! Teraz. Skończyła mówić, on podsuwa jej miskę... ona zaczyna się dusić...umiera... słuchaj teraz!

-Czy on...? Słyszałaś? Daj jeszcze raz! Ja pie%$#*! Nie płacz...

-Ty też nie płacz..

-Przecież awatary nie mogą...

-Widać mogą....

-Co robimy...

-Kasujemy...?

-Do czysta. Kopie zapasowe, cyfrowe, analogi - wszystko. Resztę dawaj do mufli! Boże drogi... Czy pomyślałaś kiedyś, że...że dla nich to może być...

-...prawdziwe życie...ku$#@...o, kur&@!

*

-Nic nie zostało?

-Zgłosiłam omyłkowe zniszczenie. Olali.

-Ulga... nie było sprawy?

-Jasne. Pył na wietrze.

-Dokąd nas przeniosłaś?

-Do działu smoków. Tam wszyscy chodzą uśmiechnięci.