Żadnych głupich pomysłów! (część pierwsza)
A się znowu porobiło! Cholera jasna! Nie do wiary! Siedzę właśnie cichutko pod muchomorem, niebieskim w czarne kropki, i wrzeszczę do szwagra, żeby uciekał, bo jak go dorwę to mu wszystkie sześć nóg z d&*# powyrywam! Dziadunio biega wokół podwórza z chomikiem tropiącym na długiej smyczy, a cała reszta rodziny zastawia rozmaite pułapki. Szwagier w końcu w którąś wpadnie, a wtedy to my mu...!!! A zaczniemy od skrzydełek! Truteń jeden obmierzły... szlag by go...
No, to, w takim razie, ja od początku zacznę. Dżina pamiętacie? Demolkę wszechczasów też? I że nam babunia kazała piwnicę sprzątać? Tak. To posłuchajcie,bo to wszystko przez...nie przez dżina! To znaczy, przez dżina też, ale głównie, wiadomo, przez szwagra! No przecież od początku opowiadam...
W kolekcji rzeczy dziwnych dziadunia są, między innymi, 24 sztuczne szczęki ( w tym: dla wampira, dla wilkołaka odmiany środkowoeuropejskiej oraz dla niewidzialnego człowieka, ale ta się ciągle gubi). Naparstek na duży palec u nogi, butelka przeznaczona do łapania łez, siatka na latające krowy (okazała się za duża). Lampa świecąca kradzionym światłem (nikt nie rozumie, nie przejmujcie się), lustro odbijające tył na przód, trzynaście peruk - każda inna, a w tym peruka meduzy. I tutaj, uwaga! Peruka działa! Buty chodzące wyłącznie do tyłu, farba-niewidka, latający dywan (tyle, że niestety, trzeba na nim siedzieć do góry nogami). Ciężki, srebrny dolar z profilem króla Ameryki Północnej Zygfryda III Krzywozębego (z równoległego świata). Jest kilka map, które przedstawiają w szczegółach największe miasta na Marsie. W kącik wciśnięty stoi aparat polaroida, który robi zdjęcia wyłącznie osobom prawdomównym - babunia wyciąga go na święta. Model (działający) lewo-prawej drewnianej nogi dla niezdecydowanego pirata. Silnik spalinowy wysokiej wydajności napędzany spodniami rodzaju dżinsy jednej określonej marki, które to spodnie są, niestety, trudno dostępne, albowiem jedyna manufaktura znajdowała się, hmmm, na zboczu Góry Świętej Heleny. A wielka to szkoda, bowiem ten silnik na jednej parze dzwonów damskich rozmiaru XL może dopchać rakietę aż do Alfa Centauri. To pierwsza szafa.
W drugiej schowane są przedmioty rochę bardziej niebezpieczne. Z pamięci mówię. Starannie owinięty w ściereczkę utkaną z pajęczyny pająka krzyżaka, niepozorny kieliszeczek do wódeczki. Taka zwyczajna lufka. Nikomu nie wolno dotykać, a do ściereczki przypięto karteczkę (bardzo dawno, bo zdążyła pożółknąć) z napisem: "Do Użytku wyłącznie w przypadku bezpośredniego zagrożenia!". A do tej karteczki przypięto drugą:" Tylko Babunia!"
No i, nie wiem czy wszystko pamiętam, również: krzywo udziergany szalik, który jest w zasadzie kompasem, tylko że, niestety, udusił wynalazcę. I dalej, pełen garnitur dwudziestu czterech uroczych (choć wyszczerbionych) talerzy, które robią nie wiadomo co, wiadomo natomiast, że pod żadnym pozorem nie wolno z nich jeść. Zasłony jednostronne (tzn.w jedną stronę wszystko widać) z dołączoną instrukcją obsługi w języku neomezopotamskim. Czarny bakelitowy telefon (taki z tarczą i ze słuchawką na splątanym sprężynkowym kablu), który łączy z tą dokładnie osobą, z którą dzwoniący powinien w danej chwili koniecznie porozmawiać. Wymaga dużej odporności, ponieważ zdarza się, że łączy z osobami, których nie ma już wśród żywych. Model zastępczego męża - projekt porzucono, niestety zdołano mu jeszcze zamontować moduł wiecznego niezadowolenia (koszmarny typ!). Wielki słój pełen dwugroszówek, które wracają do właściciela, gdy się je wyda - aktualnie bezużyteczne. Równy rządek słoików z jakimiś nasionkami w środku, starannie opisanych gotykiem i ozdobną cyrylicą.
Trzecia szafa ozdobiona jest rozmaitymi napisami w różnych językach i alfabetach. Ja rozumiem tylko jeden: "Łapy precz!"
Na górnej półce leży dokładnie 13 zeszytów szesnastokartkowych w kratkę , które babunia codziennie przelicza. "Dlaczego? Dlaczego?" Dlatego, że ponieważ w tych zeszytach nie wolno nic pisać! Dlatego! Dlatego, że ponieważ to, co się napisze to jakimś sposobem z takiego zeszytu wyłazi i biega na wolności! Skąd wiem? No, bo, wiem!
Żeż cholera jasna, jacy dociekliwi! Jacy dociekliwi! Stąd wiem, że kiedyś jeden sześcio-i-pół-letni dureń (znany obecnie jako mój szwagier osobisty, ale wtedy to jeszcze nie) razem z drugim prawie siedmioletnim durniem ( znanym obecnie jako ja, i wtedy, oczywiście, też) dorwali kiedyś jeden z tych zeszytów, połączyli swoje kreatywne i kaligraficzne talenty, i wpisali do zeszytu taki, mianowicie, poemat ( z którego, powinniście wiedzieć, byli wtedy, durnie, bardzo dumni).
Cytuję :
"D#€@ z kupą i d#€@ z gazem
Po podwórku biegali razem !"
Armagedon to mało powiedziane! Babunia?! Ech, lepiej nie pytajcie...
No, co?! Dziećmi byliśmy przecież! Czego się czepiacie?
Dobra. W tej trzeciej szafie leży małe czarne pudełeczko, samo na drugiej półce. Nie wolno go dotykać! Zresztą, jest niewiarygodnie ciężkie i nie da się go ruszyć. No i co znowu?! Nastolatkiem też byłem, nie ?!
Dobra. Macie wizję? W ramach kary za wypuszczenie dżina, i oczywiście, że to nie była moja wina! Wszystko przez szwagra! Szlag by go!
No, więc, w ramach kary, Babunia kazała spisać dokładnie: nazwa artefaktu (ponieważ my tu mamy artefakty, a nie jakieś tam zwyczajne rzeczy), numer szafy, numer półki, miejsce na półce. A potem odkurzyć miotełką z piór, z grubsza obmierzyć laserowym mierniczkiem. A przy tym, nie dotykać i nie przestawiać! No i, przede wszystkim, żadnych głupich pomysłów!
Ciąg dalszy nastąpi...