Zamarznięty krzyk

Zamarznięty krzyk
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/winter">Winter Stock photos by Vecteezy</a>

Przydałaby się historia taka..taka... zupełnie inna niż inne. Ale żeby była taka...taka...zupełnie inna, potrzebne będzie...potrzebna będzie...hmmm. Potrzebne będzie takie małe, ale uparte i skuteczne że ne se kła. Że co? A bo ja wiem, co?

Do roboty. Zamknijcie oczy i poszukajcie w sobie tego...tego czegoś, co gdzieś tam jest. Kiedyś było na wierzchu, w zasięgu ręki. Było kiedyś, a potem zepchnęliście to w ciemny kącik, zamknęliście w klatce, którą budowaliście przez lata w przekonaniu, że odcięte od świata zwiędnie i skuli się gdzieś w ciemnym zapomnieniu. I dopiero wtedy wasze życie będzie jak trzeba - rozsądne, przewidywalne, odpowiednio dopasowane. Być może jeszcze pamiętasz, a może już nie. Może nie sądzisz, że jeszcze w tobie jest, a może uważasz, że nigdy go nie było. Ale jest! Ooooo, taaak! Wystarczy je obudzić. Musisz jednak wiedzieć, że jeśli teraz się obudzi, nie pozwoli się znowu uśpić. Nie pozwoli się znów zapędzić w niebyt. Nie da się zagłuszyć głosem rozsądku. Będzie ryczeć i drapać pazurami, będzie potrząsać klatką. Ta bestia w tobie śpi. Śpi mocno, ale wciąż żyje.

Tamtego roku zima zaczęła się wcześnie i wyraźnie nie zamierzała czekać, aż kalendarz ją dogoni. Śnieg zaczął padać dwa dni po Wszystkich Świętych i zamiast normalnie rozpuścić się bez śladu, odkładał się burymi warstwami przekładanymi ugniecionym lodem. W krótce, bure miasto zlało się z burym niebem w jedną depresyjną, pozbawioną barw całość. Wypad za miasto kusił obietnicą bieli. No i bylo biało. Aż za bardzo.

Zjechaliśmy z głównej drogi, bo GPS wyskrzypiał takim dziwnym głosem, że mamy zjechać z głównej drogi. No to zjechaliśmy i nikt nie zwrócił uwagi gdzie. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, wymienialiśmy plotki i robiliśmy plany na weekend. Według GPS powinniśmy być już niedaleko wynajętego domu. Ktoś rzucił taką uwagę, że już niedaleko i wróciliśmy do jakiegoś pasjonującego tematu o tym, co jakiś nasz znajomy czy ktośtam zrobił cośtam gdzieśtam z kimśtam. Temat zaczął wygasać z wolna, coraz więcej bylo ciszy. Ktoś jeszcze spytał o prognozę pogody. Pytanie na chwilę dodało paliwa do rozmowy. Tak, lekki mróz, no no no, i dużo słońca a słońce na śniegu opala jak szalone i super będzie, no jasne.

Zapadła cisza i ktoś powiedział cicho, że za długo chyba jedziemy. Powyciągaliśmy telefony, zaczęliśmy sprawdzać co i jak. Nie ma drogi, ktoś powiedział. GPS na telefonie kierowcy, który przez całą drogę przemawiał do nas komicznym kobiecym głosem, ktoś przypomniał, że żartowaliśmy z niej na początku podróży. A jak skręcaliśmy? Ktoś pamięta? Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, ale ktoś zwrócił uwagę, że GPS ma chrypkę palacza. A na ekranie GPS, ta niebieska strzałka reprezentująca nasz samochód poruszała się w pustce. Zaczęliśmy rozglądać się gorączkowo. Wzdłuż drogi, wąskiej, ale jednak całkiem rzeczywistej, wznosił się las potężnych świerków. Ich gałęzie zwieszały się nisko pod ciężarem wielkich śnieżnych czap, tak ciężkich, że całe drzewa pochylały się nad drogą i coraz częściej odśnieżona gałąź zaczepiała bagażnik przymocowany na dachu samochodu zasypując szyby śniegiem. Powinniśmy być na miejscu. Tak, tak, już od co najmniej 15 minut. Albo nawet 20. Zdecydowaliśmy się zatrzymać. Wyszliśmy na chwilę rozprostować kości i oczyścić szyby ze śniegu. Wyszliśmy i...było prawie całkiem ciemno. Jak to możliwe, to nie jest możliwe, to z pewnością przez ten niesamowicie gęsty las. Czyjś pomysł, żeby zawrócić, dopóki jeszcze droga jest wystarczająco szeroka, powitaliśmy z ulgą. Natychmiast wpakowaliśmy się z powrotem, ale tym razem zamiast radosnego wyczekiwania panowała nerwowa cisza. Jechaliśmy coraz wolniej, gałęzie drzew zwieszały się niżej a drzewa z obu stron drogi coraz częściej stykały się i chyliły nad drogą, która bez wątpienia stawała się coraz węższa. I było ciemno. Noc, nie gęsty las i pokryte chmurami niebo. Noc.

Na ekranie GPS wciąż wisieliśmy w pustce. I cały czas jechaliśmy prosto. No, oczywiście, że prosto - przecież nie było gdzie skręcić. Jakby z rozmysłem, w chwili gdy byliśmy gotowi poddać się wszechogarniającej panice, nasze telefony, wszystkie na raz, zaczęły brzdąkać, a droga nagle skończyła się na odśnieżonym podjeździe zwyczajnego, oświetlonego jasno, drewnianego domu.

Dom wyglądał zwyczajnie. Poza kręgiem żołtego światła, majaczyl czarny las. Lampy zgasly bez ostrzeżenia. Zamarliśmy, a dom stał czarny na tle krajobrazu, sinego w świetle ogromnego białego księżyca przedzierającego się przez cienką warstwę chmur. W czarnych ścianach domu lśniły brzydkim światłem szyby okien. I wtedy księżyc wyrwał się zza zasłony chmur i zawisł tuż nad ziemią okolony podwójnym halo.

-Kurwa...- komuś się wymsknęło. - Idzie mróz.

Jeśli to widzieliśmy, powtarzam "jeśli", to wiele rzeczy, które uważaliśmy za pewne, straciło sens. Jeśli to widzieliśmy, to nasz świat jest najwyraźniej tylko projekcją naszych nadziei. Jeśli faktycznie to widzieliśmy i jeśli widzieliśmy to, ponieważ to faktycznie istniało....

Józwa przeprowadzil się na Maltę - tam nie ma zimy. Edzia reaguje na kolor biały... bardzo, bardzo źle reaguje. Nie wychodzi z domu bez okularów zmieniających kolor otoczenia. Iwi... nie wiemy gdzie jest. Zostawiła męża i dzieci, opróżnila konto. I puff. Fonzi ma na uszach słuchawki. Ogromne. Zasłaniają mu pół głowy. A w słuchawkach biały szum. 24/7. A ja? Ja nie śpię. Mój ostatni epizod senny skończył się amputacją lewej stopy. Prawdopodobnie nie pociągnę długo. Albo zejdę z braku snu (nie wiedzieliście, że brak snu zabija? To teraz wiecie. ) Albo zasnę i zamarznę. Tak czy tak, to nie potrwa długo.

Co widzieliśmy? Co myślimy, że widzieliśmy? Czy to robi jakąś różnicę? Widzieliśmy, jak idzie mróz. Idzie. Mróz. Minio chciał jeszcze coś wyciągnąć z samochodu. Mróz złapał go, gdy chciał już wracać do domu. Złapał go, podnniósł do góry i trzasnął nim o pień wielkiego świerka. Czerwone lodowe igły spadły na dom , podwórze i samochód, a w powietrzu wisiał zamarznięty krzyk Minia. Fonzi wyszedł pierwszy i krzyk Minia spadł mu na głowę. Zamarznięty krzyk.

Read more