A tu wiosna idzie...
Tego dnia, kiedy pękło moje serce, świeciło słońce. Taki dzień trochę zwykły, słoneczny. Czuć wiosnę w powietrzu. Ptaszki śpiewają. A ja próbuję jeszcze zlepić strzaskane serce sparciałym poloplastrem. Ale nie mogę tych kawałków połapać. Jeden tkwi w gardle i dusi tak jakby był cięższy niż meteoryt. Wiaterek lekki wieje i ziemia pachnie. Drugi taki wielki kawał tkwi gdzieś za splotem słonecznym i tak bezlitośnie uciska. Dlaczego tak boli, tak strasznie, strasznie boli...a wiatr taki ciepły i delikatny. I coś pachnie tak ładnie. Mnóstwo małych kawałków mojego serca tkwi w oczach i pchają się na zewnątrz. I nie mogę ich powstrzymać. Łapię je w chusteczkę i w rękaw, ale nie nadążam i płyną, płyną strumieniem na podłogę. Już ich nie znajdę. O, rety! Jak mam skleić serce, kiedy tyłu kawałków brakuje? Ptaszki śpiewają, wiosna idzie. Tak dzisiaj ciepło. O, i motyl przeleciał. Oj, poloplaster puścił. Większe kawałki serca rozsypały się gdzieś w środku i tak cisną, i bolą tak bardzo, że tchu brak. Żurawie! Słychać żurawie. Taki ładny dzień. Te małe kawałeczki tak się pchają, że oczy nie nadążają i kawalątki serca kapią mi z nosa. Ciężko oddychać. Serce pękło. A tu wiosna idzie...