Akurat!
Ktoś przyniósł bukiet tulipanów. No właśnie, że nikt nie pamięta. Imieniny były. A kto by tam spamiętał czyje. U nas w rodzinie to jak nie imieniny, to urodziny, jak nie wesele to stypa, albo przemarsz wojska. Całą książkę taką zapisaną datami i różnymi notatkami babunia trzyma na komodzie z różanego drzewa obok czarnego telefonu z bakelitu, takiego na korbkę. A, tak, tak! Ale to inna historia.
Te tulipany , no właśnie . Wiadomo, nie sezon, ale teraz wszystko można kupić o każdej porze roku w Wesołej Krówce, na przykład. Tylko kolor. Nooo, czarne. No , tak. Czarne tulipany. Czarnych nie ma. A tu, proszę bardzo, są. Nie zauważyliśmy najpierw , bo zamieszanie było. Szukanie jubilata , jak zwykle u nas, jak się cała rodzina zjedzie. To zawsze się znajdą tacy , co mają chrapkę na cudze prezenty. Albo próbują upłynnić jakieś domowe odrzuty prezentowe. Na przykład, wchodzi kuzyn Franciszek (wiadomo , że zawsze jakiś badziew przechodni przynosi), i od progu woła " a kto to dzisiaj wielkie święto ma, no kto?" To się, normalnie, nikt nie przyznaje . Nieee ma. Nikogutko. No i chodzi Franio ze swoim prezentem po całym domu i w końcu kładzie gdzieś. A ten prezent magicznie znajdzie się w końcu zawsze pod choinką z karteczką "dla Frania" bo złośliwych u nas w rodzinie nie brakuje.
No, dobrze. Tulipany. Zaczęło się chyba właśnie od Frania. Jak już wcisnął w kąt bezkształtną paczkę zawiniętą w bury papier z napisem S Nowam Godam i przewiązaną kilkoma starymi sznurówkami w różnych barwach wyjściowych, zauważył tulipany.
- O! Ciekawe, czy pachną? -Sprawdził, – nie pachną,- wyraźnie rozczarowany Franciszek usiadł do stołu, krzesło się pod nim załamało, lecąc w dół Franciszek złapał brzeg obrusa i zrzucił na siebie wazę wrzącego rosołu. Karetka przyjechała całkiem szybko i medycy zgodzili się zabrać do szpitala również i wujaszka Floriana, który, biegnąc na pomoc Franciszkowi, potrącił komodę, wazon z tulipanami tylko lekko się gibnął. Florek potknął się, strzyknęło mu w krzyżu, złożył się w pół i w ten sposób zmieścili się obaj w karetce z łatwością.
Jakieś dwa bachory, dokładnie nie wiadomo, którego kuzyna, poczęstowały się dwoma tulipanami żeby zabawić się w kocha, lubi. Po piętnastu minutach kolejna karetka zabrała bachory razem z cudownie odnalezionymi rodzicami, do szpitala. A wszyscy wysypani od stóp do głów ropiejącymi krostami.
Ciotka Leokadia pozwoliła sobie na nieostrożną uwagę na temat koloru nieszczęsnych tulipanów i resztę imprezy spędziła w sypialni babuni okładając lodem język spuchnięty do wielkości dorodnego kabaczka.
Kuzynka Marcela, niosąc misę z ponczem, potrąciła wazon z tulipanami i trzeba było wzywać straż pożarną żeby wydobyła głowę Marceli z rzeczonej misy. Szczęśliwie poncz był mocny, a Marcela dobrze znieczulona.
Dziadunio pierwszy zauważył związek i przykrył tulipany kartonowym pudłem. Nie wiadomo dokładnie w jaki sposób dziadunio zamknął się w olbrzymiej gdańskiej szafie. Dwa dni go wypiłowywaliśmy i kiedy dziadunio wygramolił się z resztek szafy głodny i wściekły tulipanów już u nas nie było. Co ciekawe, szafa też nie nasza.
Przed świtem, kiedy trzy czwarte naszej rodziny lizało rany w taki czy inny sposób związane z tulipanami, rozległo się dyskretne pukanie do drzwi. Babunia, rozczochrana i zmęczona , otworzyła trzymając w jednej ręce przetykacz do toalet a w drugiej korkociąg. W drzwiach stał wysoki, blady jegomość owinięty starannie czarną peleryną.
- Dzień dobry, przepraszam panienkę ,- blady ukłonił się babuni, a babunia zarumieniła się po uszy. - Omyłkowo przesłano na adres panienki pewną nietypową, a bardzo ważną przesyłkę.
Rozejrzał się po całkowicie zdemolowanym holu.
-O, są, - dostrzegł tulipany . - Pozwoli panienka.
Jakimś sposobem tulipany znalazły się w garści bladego.
-Żeby panience nie było przykro,- blady wręczył babuni trzy czarne róże, po czym zniknął w chmurze siwego dymu, zostawiając za sobą delikatny zapach drogich perfum i aromatycznego fajkowego tytoniu, który unosił się przed naszymi drzwiami przez dobre dwa tygodnie, ściągając na nasze podwórze koty z całej okolicy. Wszystkie czarne.
Kiedy babunia oprzytomniała i przestała rumienić się jak pensjonarka, cisnęła w kąt prowizoryczne utensylia ratunkowe i zniosła czarne róże do piwnicy. Już ich nigdy nie widzieliśmy, choć sądząc po przypadkach jakie spotkały kilka osób , które miały to nieszczęście nadepnąć babuni na odcisk, róże jeszcze się przydały. Dobrze, dobrze, kiedyś opowiem.
No i , jakoś nikt w naszej rodzinie nie lubi tulipanów. Za wyjątkiem może kuzynki starszego brata siostry ciotki stryjka teściowej Franciszka - Hermenegildy, której się szkoda zrobiło "biednych kwiatków" i zdjęła z tulipanów kartonowe pudło. Następnego dnia Henia wygrała dziesięć milionów w totolotka.
Biedne kwiatki ! Akurat!