Ale prestiż jaki!
No, mówiłam, żeby nie ruszać. Mówiłam! Ale nieeee. Ale nieeee. Mężuś musiał chociaż jednym oczkiem zajrzeć. A mówiłam. Nie twoje, nie wiesz kto zostawił, nie-do-ty-kaj. Ale oczywiście, że musiał. Mówiłam, przepchnąć dwa metry do sąsiada, dzwonek na bramce wcisnąć i do pstryczka wcisnąć zapałkę. Schować się i zza firanki co jakiś czas zerkać, czy sąsiad przeżyje. Ale nieeeee. U nas stoi. Pod naszym płotem. Znaczy nasze. Mądrala jeden. No, mówię przecież. Ktoś pudło zostawił. No, pod płotem. No, naszym. No właśnie, że nie wiadomo było. Zwykłe, szare,kartonowe. Duże, zdecydowanie duże. I takie raczej ciężkie. No i mężuś, żeby zajrzeć. A ja, żeby nie zaglądać. Ale jak zaczęło piszczeć w środku, noooo, to mężuś zęby wyszczerzył, że na jego wyszło. Że to, słychać przecież, szczeniak jakiś. Że bidulki nie można na mrozie zostawić. Capnął pudło. Się zaparł, bo ciężkie, i wciągnął za płot.
No i masz. Teraz, to ja się mogę, co najwyżej, nogą w ucho podrapać. Naszarpał się trochę ale w końcu otworzył. No i wgramoliło się kudłate takie. I tymi ślepkami popatrzyło, a my tylko: ooooooooooooo. A ono: ojojojojojoj. A my: aaaaach. No i zostało. Faktycznie, szczeniak. Młodziutki jeszcze. No, to mężuś, żeby mleka mu dać. Dobra. Jak skończył wciągać trzeci litr i zasnął, no to wtedy mężuś próbował na litość mnie wziąć. Zginie sam (taaaa, jasne), zagłodzi się (noooo, na peeeewno) , zabiją go (weź i mnie nie rozśmieszaj). Wtedy się toto obudziło, otworzyło te swoje oczęta, minkę słodką zrobiło, i, mało brakowało, a mężuś by wygrał gdyby się z maleństwa w tym momencie nie wylały te trzy litry,co je wcześniej wyżłopał. I, dodatkowo, jakieś cztery więcej, co je pewnie przyjął zanim go podrzucili. No to ja mówię, że sam go przywlókł, to teraz sam będzie karmił i sprzątał. Na następny dzień rano wstaję a lodówka i zamrażarka puste, a to,co Puszek wyprodukował w efekcie obżarstwa...... no.........jakby to ująć......wyposażenie salonu trzeba było spalić. I wtedy mężuś ogłosił bezwarunkową kapitulację.
Pytam więc, chce ktoś szczeniaka? Słodziak. Trzytygodniowy maksymalnie. Smok kaukaski biały długowłosy. Że żre? No, żre. Ale prestiż jaki!