Cholera jasna...

Cholera jasna...

Ktoś nam pająka zabił, cholera jasna, w czasie Świąt. Gdzie ja, cholera jasna, drugiego znajdę?

Rodziny najechało ze wszystkich stron. Jakieś kuzynki, ciotki, dziesiąta woda po kisielu, to i nic dziwnego, że i jakiś kretyn się znalazł. Cholera jasna! Co ja teraz zrobię? Żeby chociaż było wiadomo kto, ale nie ogarniesz się w tym tłumie. Wszystkie pokoje pozajmowane, dzieciarnia pokotem na podłodze co noc horrory opowiada. Piski, chichy, śmichy. Plotki rodzinne latają w powietrzu. A ten to zbankrutował, a jacht kupił(idiota!); a tamta to ostatnie dziecko to nie z mężem, patrz no, że nie podobne (fakt); a ta to już piątego narzeczonego przywiozła (e, tam; to ten trzeci, tylko, że drugi raz); a babunia to jeszcze żyje? Babuniu, odezwij się! A oddajcie mi moje zęby, urwipołcie!

Ludzie! Nie mogę się doczekać, aż się wyniosą. No, ale żeby pająka zabić?! Noż, cholera jasna! Skąd ja teraz pająka wezmę? Pająk w domu musi być. Pająk po całym domu chodzi, wszystkie kąty zna, wszystko słyszy i wszystko pamięta. Bez pająka w domu... cholera jasna, nawet mi się myśleć nie chce. A przecież wczoraj , przy Wigilii, dziadunio jak mądrym , tłumaczył gdzie nasz pająk, i że ładny taki, i żeby nie ruszać. Ale zaraz potem się zatkały obie toalety na parterze. No wiecie, paszteciki cioci Lusi. Niby tylko po jednym na każdego, ale za to wszystkich sczyściło jak po kawie plujce i sportach bez filtra.

Jak odetkaliśmy (buee) i dziadunio chciał do tematu pająka wrócić, to kuzyn Franciszek akurat wyjechał na stół ze swoim barszczykiem z uszkami. No, to żeby nie wystygło, zjedliśmy najpierw. Tyle, że kochany Franio, zapomniał objaśnić, że grzybki z własnej hodowli i zanim przestaliśmy widzieć tańczące, tęczowe muchomorki kłapiące niekompletnym uzębieniem kuzyna Franciszka, o pająku wszyscy zapomnieli. I, cholera jasna, jakiś kretyn naszego pająka ubił. No i jak teraz będzie? Dom bez pająka? Wiadomo! Pech za pechem. To mi babunia da popalić jak już znajdzie te zęby, co jej smarkacze ciągle gdzieś chowają. O, cholera jasna! A dziaduniowi jak się oberwie! Szkoda dziadunia , oj, szkoda.

A tak po prawdzie, to tego pająka to szkoda wyjątkowo. Będzie już piąty rok jak go hodowaliśmy. W wannie na piętrze już się nie mieścił, no to przenieśliśmy go na parter, do sauny. Biedny nasz Antoś. Do głowy nam nie przyszło, że jakiś pijany kretyn będzie się chciał w saunie wygrzać! No niech ja go tylko dorwę! Bez pająka! W noc Wigilijną! A obiecał, że w tym roku powie, gdzie babunia zaskórniaki chowa! Cholera jasna...