Herbatka na trawienie
Zrobiliśmy biszkopt z truskawkami.
No, ależ oczywiście, że z bitą śmietaną. Wszelkie twory śmietanopodobne są zabronione przez prawo międzygalaktyczne. Aaaaaaa! Noooooo! To teraz wiecie.
A więc, Zrobiliśmy. Pluralis majestatis nie ma tu zastosowania, albowiem mężuś partycypował. Mianowicie kupił truskawki. Czyli, jakby się dobrze zastanowić, to zrobił najważniejszą część. Potem to tylko trzeba te truskawki umyć, odszypułkować, upiec biszkopt,śmietanę ubić, wszystko to razem złożyć do kupy żeby jako tako się trzymało. A potem zjeść. W tym ostatnim też partycypował. W sumie , brał udział od początku do końca. hmmm...
Truskawki odhaczone. Czas na chemię. No, co? Co tak zacichli? Procesy chemiczne, dzięki którym powstaje ciasto. Formowanie cząsteczek glutenu, uwalnianie dwutlenku węgla podczas podgrzewania, reakcja Maillarda. Takie podstawowe czynności piekarnicze. To jest to , co wszyscy wiedzą. No i biszkopt wyszedł. Nie, nie. WY-SZEDŁ. Z piekarnika wyszedł. Dlaczego, dlaczego... A ja wiem dlaczego? Jajka miały po dwa żółtka. Przepis mam na cztery jajka. Ale postanowiłam zrobić z dziesięciu, bo truskawek dużo było, a poza tym, jak robić to robić. No i tak od jednego do drugiego... coś w tych proporcjach może nie za bardzo? W każdym razie, daleko nie uciekł. Dogoniliśmy, capnęliśmy, otrzepaliśmy, rozejrzeliśmy się, czy nikt nie podgląda. No, bo, rozumiecie, nie wszyscy się znają na pieczeniu.
W domu patrzymy na ten biszkopt, nie że utytłany czy coś, tylko wielki. Lekką ręką licząc będzie jakieś dwa na trzy na cztery. No, takiego półmiska to ja nie posiadam. Wzięliśmy laubzegę ( mężuś posiada, chociaż nie wie, że to laubzega) i zaczęliśmy kloca kroić. Pod wieczór mieliśmy zajęte wszystkie półmiski, patery i większe talerze. Znacie mnie, to wiecie co to znaczy, no nie?
Podreptał mężuś do lokalnego śmietany dokupić. Obracał kilka razy. Pierwsza skończyła się kremówka, potem kwaśna, potem light. Aż w końcu go pani sklepowa poprosiła, żeby wziął mleko w proszku , bo to jedyne białe, co zostało, a ona za godzinę musi dzieci do szkoły odwieźć.
Mikser planetarny odleciał, kielichowy wybuchł, blender ręczny rozgrzał się do czerwoności i zdefasonował. Koło południa następnego dnia biszkopt z truskawkami i bitą śmietaną był gotowy.
Wprawdzie nie mamy na czym usiąść, ale drogę do drzwi wyjściowych i do toalety już żeśmy sobie wygryźli. Jutro, po śniadaniu, powinniśmy się znaleźć w okolicach kanapy. Gdyby ktoś z was przejeżdżał obok, to zapraszam z saperką i herbatką na trawienie.