Jak to się stało...?

Jak to się stało...?
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/dog">Dog Stock photos by Vecteezy</a>

Praca jak praca. Ktoś to musi robić. Wypadło na mnie. No to tak się stało raczej przypadkiem. Kiedyś szczurowi przywaliłem łopatą,  zobaczył to ktoś (a raczej Ktoś, he, he) i tak to poszło. Potem się okazało,  że to wcale nie szczur był. Jak mi w trakcie szkolenia wytłumaczyli,  że rozwaliłem łopatą zmiennokształtnego, i że w zasadzie nikt normalny nie poszedłby na zmiennokształtnego z łopatą...

Tym razem policja przysłała notkę , cytuję dokładnie "pierze czarci tata" . I nie ma co sobie tutaj żartów robić.  Nie jesteśmy podłączeni do www , wiadomości dochodzą do nas na takiej zasadzie jak zabawa w głuchy telefon. A ta wiadomość przyszła ... no... malutka wieś, a w zasadzie jeden dom tylko został, Suwalszczyzna, normalnie koniec świata. A w okolicy dzieci giną.

Jedziemy nocą. Zawsze.  Łatwiej ślady zatrzeć. Dojechaliśmy na miejsce. Ciemno, aż dziwne trochę. 

- W czasie też się cofnęliśmy? W średniowiecze? - zażartował głupio Kinio. Nasz dowódca, K9  w randze kapitana, popatrzył na Kinia karcącym wzrokiem.  Serio,  takie rzeczy się zdarzają. Średniowiecze to, kurna , nie są żarty.

Wysiadamy. W delikatnym świetle specjalnych latarek po raz pierwszy widzimy gdzie jesteśmy. Okazuje się, że wyjechaliśmy z lasu na sporą polanę i na wprost mamy chałupę, wszystkie okna ciemne , po prawej stronie wydaje się, że sad. A po lewej stronie,  trochę w głębi stodoła.  Duże,  podwójne wrota. Prawe skrzydło lekko uchylone i z wnętrza pada niepewne,  drżące światło.

-  Dobra. Wyłazić - metaliczny głos translatora  K9 przerwał nasze milczące deliberacje. Wyciągnęliśmy sprzęt.

- Jest ktoś żywy?

K9 uważnie przestudiował otoczenie.  -Stodoła- wyszeptał metalicznym głosem translator. - Jeden nieumarły i jeden żywy. Ale już niedługo.

- Umiera? - Kinio nie mógł się powstrzymać. -Jak?

K9 zastanawiał się chwilę.  - Z własnej woli.

Kinio cofnął się kroczek. Jasne. Światło w stodole przygasło i zaczęło migotać. Zazula wyszedł na przód.  Za nim Kinio. Ja na końcu.  Kierowca spojrzał na K9, kiwnął głową, wsiadł za kierownicę i zgasił zwykłe reflektory.

- Cholera, - K9 przymknął oczy, przechylił głowę. Zamarliśmy w bezruchu. - Nie żyje . Ja pierwszy.

Zazula ustąpił mu miejsca i ustawił się równo z Kiniem. K9 cicho jak cień wbiegł pierwszy do stodoły. Za nim Zazula z promiennikiem UV, potem Kinio z miotaczem srebra koloidalnego, a ja na końcu z ciężką jak diabli samopowtarzalną wyrzutnią strzałek z drewna osikowego. Od razu rzucił się na nas świeży nieumarły. Jeszcze niezdarny,  nieświadomy swoich możliwości. Miotał się, drapał, kłapał pożółkłymi zębiskami. Robił tyle zamieszania,  że daliśmy się nabrać jak początkujący.  Szlag, jak głupi gówniarze, we trzech , kurza dupa , jednego dziadka pacyfikowaliśmy, kiedy jeden by wystarczył, a kapitana zostawiliśmy  bez wsparcia. Stara wampirzyca rzuciła się na niego z góry. Cholery chytre najpierw atakują najsprawniejszego. Nie ma o czym gadać.  Ogarnęliśmy się,  rzuciliśmy się na pomoc. Silna była bardzo. Dobrze odżywiona. Znaleźliśmy dopiero potem dół za stodołą. Nie pytajcie, co w środku. Mąż dokarmiał ją przez długie miesiące.  Ohyda.

Z naszej strony szczęśliwie obyło się bez strat. Chociaż mało brakowało a stracilibyśmy Kinia.  Stara wbiła pazury w jego lewe ramię zanim zwolnił spust miotacza. Kinio leworęczny,  prawą nie potrafi. K9 rzucił się jej do gardła chociaż tylna  łapa wisiała mu w zasadzie na ścięgnach.

Kinio opatrzył kapitana na szybko, wezwaliśmy helikopter.

- Dobra robota,  - medyk poklepał Kinia po plecach.

-Będzie dobrze,  kapitanie..- spojrzał na nieśmiertelnik - Draco . Będzie dobrze kapitanie Draco, damy radę.

Owczarek dyszał ciężko,  ale medyk uśmiechnął się i skinął nam głową. Będzie dobrze.

Patrzyliśmy jak helikopter niknie za lasem, a Kinio miał twarz mokrą od łez.  Mnie coś wpadło do oka, a Zazula coś zgubił i kręcił się za samochodem. Kierowca, młody chłopak,  beczał otwarcie wycierając rękawem nos.

Nie zasłużyliśmy na psy. Są za dobre dla ludzi.  Jak to się stało , że są z nami ? Jak to się stało....?

Post scriptum autorki

Bohaterem tego opowiadania jest przyjaciel, który odszedł za wcześnie. Do zobaczenia, przyjacielu. Do zobaczenia, Draco.