Jak zawsze

Jak zawsze
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/nature">Nature Stock photos by Vecteezy</a>

Noooooo, tym razem to mężuś narozraaaaaabiaaaaał!

Ooo, to tak się kończy jak się żony nie słucha. No przecież to się zawsze tak zaczyna,  znaczy, że się żony nie słucha, a potem cała okolica, albo i dalej, nie może się do kupy pozbierać. No, ale tym razem to jednak, oczywiście,  dokładnie tak samo było.

Na łikendowy wywczas wyskoczyliśmy do naszego Wyraju.  A jeśli wam się, poczciwinki moje,  wydaje , że  to przenośnia, to niech tak zostanie dla spokoju naszego,  oraz dla spokoju naszego Wyraju. Hi, hi, hi. No, się pakujemy. Pierwszy wyjazd po zimie. Jak jest, za oknem widać. Ale żurawie już są. Na Wyraj!

Niby wszystko normalnie. Majty, swetry, jajka, olej,  a ja patrzę,  a mężuś boczkiem, boczkiem, coś do bagażnika przemyca. To ja za nim, na paluszkach, cichutko, za plecami i pstryk! go w lewe ucho, a sama z prawej strony  look! do bagażnika.  A tam,  (niech już nigdy nie zjem kartoflaników od Alika,  jeśli zmyślam!) wiertarka,  młotki jakieś,  śrubokręty,  piły,  gwoździ od napaćkania, i jeszcze więcej rozmaitego badziewia do majsterkowania,  które mężuś z lubością skupuje  w celu żeby ich nie używać.

No, to ja coś przeczuwam, oj, oj, oj. Ale,  myślę sobie, dooobra. Zaczeeekam, myślę sobie. Jakby nigdy nic, wrzucam do bagażnika worek psiego żarcia i nic nie widzę, no nic niezwykłego. Tylko, tak sobie myślę,  jak ty , chłopie, nie znajdziesz tu miejsca na chleb to te gwoździe normalnie będziesz jadł. No bo miejsca na chleb, na przykład,  to ja już w bagażniku nie widzę. Ale, żeby oddać sprawiedliwość,  jakieś butelki zacne spomiędzy gwoździ wyglądają. Czyli,  coś jednak spakował jak należy.

Tak sobie stoję jakby nigdy nic,  a mężuś to z tej , to z tamtej,  bagażnik przede mną zasłania i uszy coraz bardziej ma czerwone.  Nooo, proszę was,  tak sobie myślę,  to nie żarty.

No dobra. Spakowani i jedziemy. Droga bez przygód.  Skręcamy w szutrówkę,  potem w leśną,  a potem to już tylko my wiemy  co jest drogą a co nie. No i w końcu płot i brama. Wzdłuż płotu posadziliśmy gęsty żywopłot z głogów,  to póki co, nic inie widać. Podjeżdżamy. No i proszę!  A jednak!

Brama wyłamana. Parę desek potrzaskanych jeszcze  wisi z jednej strony. No a ogród to już istny "amargagiedon". Wszystko zdeptane, połamane i zryte. Płot od strony lasu zanihilowany, nie ma, albo jest, ale niebyły. To już jak komu pasuje. No, dobra. Dosyć tej niezasłużonej chwili spokoju. Czas uwolnić bestię. Wysiadam z samochodu i do ataku.

- Co żeś znowu narozrabiał i ile nas to będzie kosztowało?

To mężuś, nieśmiało, że się czepiam. No, tego mi było trzeba! Release the Kraken!

- Że ja się niby czepiam?! A smok kaukaski biały długowłosy?! A pamiętasz ile  nas kosztowało odtransportowanie go do Centrum Opiekuńczo- Adopcyjnego dla Zwierząt Legendarnych, Baśniowych i Wyimaginowanych pod Rajgrodem?

Nooo, prawdę mówiąc,  nic nas nie kosztowało. Ale mogło! Właśnie,  mogło! No to chyba nic dziwnego, że się martwię,  co tym razem zmalowane zostało, z jakiego powodu i jakim kosztem. No więc, ja się pytam co to niby ma być i jak się do tego mają gwoździe i reszta badziewia w bagażniku, hę? Z Krakenem się nie dyskutuje,  he, he. Nastąpił rozejm. Usiedliśmy na tarasie. No i słucham. 

No, właśnie,  z rana ten kumpel zadzwonił, ten co to jest kierownikiem Centrum Opiekuńczo-Adopcyjne dla Zwierząt Legendarnych, Baśniowych i Wyimaginowany pod Rajgrodem (znacie? No, jasne, że znacie), że u nas na Wyraju , kilka desek w płocie się jakoś zimą wyłamało. Spróchniały jakoś same czy coś tam. Kilka desek! Przecież płot jest niebyły w całości w zasadzie! Jakie kilka desek ! I, chwilunia! Zaraz, zaraz. A z jakiego to zasmarkanego powodu , stan naszego płotu jest w posiadaniu osób postronnych,  co?!

No. To teraz ja sobie komfortowo, na ganeczku, w kocyku,  winko szlachetne sączę, zachód słońca podziwiam, słucham ptasząt oraz wrzasków mężusia i kolegi kierownika. Już drugi dzień biegają po lesie i próbują wyłapać jednorożce, które podobno miały bezproblemowo i , zaznaczam dobitnie, bez mojej wiedzy,  na Wyraju przezimować. A i płot jeszcze na szanownych panów czeka.

A nie mówiłam?! Nie mówiłam? Coś na pewno  mówiłam. Jak zawsze.