Nic się nie dzieje (1)
W naszej okolicy to się w zasadzie nic nie dzieje, bo jak chłopaki od sąsiada z naprzeciwka skakali rano w wigilię z balkonu na pierwszym piętrze żeby, no wiecie, pokazać skoczkom jak to się robi, ale nart nie mieli, no to zabrali matce deskę do prasowania i ona potem ich goniła przez wioskę chociaż jeden miał połamaną nogę, drugi rękę a trzeci miał nos rozbity tylko, bo ostatni na tej desce siedział, to i tak ich nie dogoniła bo się czwarty, taki smark jeszcze, zagapił na dziewuchę z naprzeciwka i na matkę wpadł i ich potem wszystkich dwie karetki zabrały, to ta Mania z naprzeciwka się zagapiła na kierowcę karetki a on na nią no i ta deska do prasowania wylądowała u Piekutoskich skąpiradłów w wędzarni, co oni nikomu we wsi wędzić nie chcą i jak te wszystkie kiełbasy najpierw jebut do góry! A potem pierdut w błoto! Cała się okolica zebrała, ale jak się psy zbiegły to dawaj uciekać i ten kierowca z tej karetki jednej, bo druga to pojechała, to on do tej Mani tak przez te kiełbasy lazł, a te psy to za nim bo mu się te kiełbasy do sabotków przylepiły, to wszyscy do Piekutoskich uciekali, bo najbliżej i skąpiradła wysoki płot mają, to się wtedy okazało, że Piekutoscy to wędzarnię i owszem , ale tam i berbelucha już dochodziła, no to się cała wioska rzuciła kiełbasę ratować i niektórzy nawet z tymi psami wygrali no bo jak tak bez zagrychy, i Mania to i szklanki przyniosła, matula jej kazała bo oni bogaci z domu i jeszcze po dziadkach całą skrzynkę musztardówek w obórce trzymali, ale to wcześniej bo teraz u nich w obórce szerszenie gniazdo mają, i ciemno się zrobiło to patrzymy a pierwsza gwiazdka, no to Mania z najstarszym Piekutoskim "wśród nocnej ciszy", a kierowca karetki z matulą Mani "oj maluśki", tylko, że wszyscy razem, to my reszta co komu w duszy gra i pięknie się zrobiło, to i dobrodziej zaraz przytruchtał, ten to po kiełbasę i piekutówkę i grobu się wykopie, wtedy nawet trochę się nam głupio zrobiło a Piekutoski jeszcze próbował po cichu że kiełbasa postna przecież bo świnka u niego mięsa nie dostaje ale wioska swoje wie bo co jakiś się sprzedawca garnków czy ubezpieczyciel za długo po wsi włóczy to potem go policja szuka, ale ostatnio to rzadziej jakoś no i dobrze bo świnka źle jak za tłusta , dobrodziej odpust dał i dobrze oj dobrze, że ta karetka na zakręcie stała, jak wyciągnęli kierowcę z obórki i wyleli wiadro zimnej wody na takiego młodego że wierzyć się nie chce że już doktor, to najpierw dał im mleka z mydłem, to jak im wszystko z żołądków górnym otworem wyszło! a potem po kolei każdy pod kroplówką no , dobrodzieja trzeba było o świcie do miasta karetką i patrzcie ostatni przyszedł a wszystkich przegonił i jeszcze jak drzwi od karetki zamykali to krzyczał że kolęda jak co roku to ci co ich nie trzeba było pod kroplówkę przypinać poszli do obórki rzucać musztardówkami w gniazdo szerszeni i któryś wpadł na pomysł żeby gadziny mołotowem a tam Piekutoski po cichu w tej obórce zapas petard trzymał na sylwestra żeby mu gówniarze od sąsiadki nie świsnęli i jak straż pojechała to trzeba ich było zawrócić bo paru przed szerszeniami do studni wskoczyło i dopiero potem wrzaski było słychać i na popielec to już wszyscy we wiosce będą i nikt nie umarł, to o co chodzi, no mówię przecież u nas to nic się nie dzieje.