Nic się nie dzieje (2)
No to jest tak, że u nas to się nic nie dzieje, tylko tak z tydzień temu bo jakoś dokładnie to nikt nie pamięta ten sąsiad taki tamten, wiadomo, ważny gość, ho, ho, to urodziny wyprawił, u drugiego w stodole trzeba było, bo się przecież w domu cała wioska nie zmieści a zima przecież, to się tamten sąsiad kilka miesięcy szykował, wszyscy wiedzieli, no, bo to urodziny ho, ho, nawet ci z drugiej strony torów się zachowali (a wiadomo powszechnie, że dzicy), a Piekutoski skąpiradło (teraz się wypiera) , a sam pierwszy krzyczał, żeby wędzarnię najpierw , bo się będzie pięknie palić, bo zimno było i któryś na pomysł wpadł, żeby ognisko, no i , tym razem, strażaki zostali i dobrze, a Mani kawaler ten kierowca karetki, to teraz w innej firmie jeździ, z kolegami po pracy służbowym przyjechali, jak ich zobaczyli dzicy zza torów to my do nich, że to po nich przyjechali, no, uciekli ale fanty zostawili i dobrze, bo gości się schodziło coraz więcej, jeszcze z daleka słychać było jak "zgiń przepadnij maro nieczysta" ci zza torów wrzeszczeli, a Mani kawaler, jak karawan przeparkował na podwórze, bo pod starej Marcinowej oknem stał, a jej już z 95 jak obszył, tylko podwórza pomylił, ale Piekutoska za tydzień ze szpitala wyjdzie, chociaż choroba ponoć ciężka i nawroty prawdopodobne, "globus histericus", ten taki młody a już doktor tak powiedział , to chyba wie, no i jak się gości cała stodoła zeszła to się okazało, że te szerszenie, co to u tych z naprzeciwka ostatnio, to się do tej stodoły przeniosły, a że już było po północy, to wszyscy mądrzy tacy, a strażaki też powiedzieli, że to dobry pomysł, no i teraz wszyscy co tydzień mamy się na pogorzelisku spotykać , bo tę stodołę to trzeba odbudować, tylko kto tyle zdrowia ma , żeby tak co tydzień, łojezu, no ale to jednak bardzo ważne urodziny były ho, ho, no i jeszcze trzeba było wyciągnąć karawan z jeziora, oj, wody mało tylko błoto bo nie zamarznięte, kto to widział , gdzie ta cała woda, to, ciekawa historia, razem z tym karawanem wyciągnęliśmy trabanta, co to nim gdzieś na koniec roku jeden taki, że niby kordły leczące sprzedawał, Marcinowej starej pieniądze pocztą na powrót przyszły, a, że i ta kordła jej została tośmy zapomnieli, no a teraz ten trabant, ale daliśmy Piekutoskiemu spokój, dobry chłop, chociaż skąpiradło jedne, a trabanta do muzeum w Grajewie oddaliśmy, że niby wykopalisko, ale jak już wyciągnęliśmy z jeziora co tam było, zawody się idiotom zachciało robić kto dalej po tym jeziornym błocie, no i ustawili to co jeszcze jeździło i miało cztery kółka, wszystko to na skarpie, i w dół, i wóz strażacki wygrał bo najdalej zajechał, a tu zamiast się cieszyć , strażaki powiedzieli, że naszą wioskę korektorem z mapy wygumkują i żeby już od nas nikt tam do nich nie dzwonił , ale urodziny były ho, ho, jak się patrzy. Najlepszego i sto lat! A tak, to, no nic się tu nie dzieje, nic. A ten ich wóz to się na następną zimę wyciągnie