Nic się nie dzieje (5)

Nic się nie dzieje (5)
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/dark">Dark Stock photos by Vecteezy</a>

No i żeby mnie to było przedostatni raz, no przecież ile można powtarzać,  nic się u nas nie dzieje,  no w tamten piątek,  albo w zatamten może,  no bo tak się nic nie  dzieje,  że  aż nie wiadomo czasami,  to pogrzeb u nas był no i się  zdarza takie coś i po naszej stronie torów, się stara Marcinowa wykopyrtnęła,  a mówili, tyle razy mówili że się wykopyrtnie, i  Piekutoski,  skąpiradło jedne, zbierał zakłady już będzie parę lat to się tej kasy naskładało,  paaanie!  Piekutoski skąpiradło prawda, ale kasę mocno trzyma,  w końcu się wykopyrtnie przecież , wiadomo było, ale to stara Marcinowa sama nagrabiła sobie tym razem jak miała wapory i globus historykus, takie jakieś miejskie fiu bździu co to u nas się mocno popularne zrobiły, i co rusz to jakaś kobita zapada, to poszła Marcinowa do naszej wioskowej, chociaż po prawdzie to ona na kolonii mieszka, ale po naszej stronie torów to i nasza, no więc poszła i opowiada,  Marcinowa znaczy opowiada naszej lekarce, że w głowie się kręci,  że przed oczami jej coś lata, że co rusz to krew nosem idzie,  że jeść nie może, ale tu akurat specjalisty nie trzeba, bo jakoś będzie ze trzy tygodnie wstecz Piekutoska,  skąpiradło jedne takie same jak jej stary, zaniosła starej Marcinowej obiad , bo u nas we wsi to wszystko sami dobrzy ludzie, nawet Piekutoskie skąpiradła,  i Marcinowa jak się zrobiła fioletowa na twarzy! to Piekutoska z wrzaskiem wypadła na ulicę, i jak ją w końcu docuciliśmy i zapodaliśmy spirtu z pieprzem bo to najlepsze na wzmocnienie, wszyscy to wiedzą, to ona że Marcinowa się przekręciła,  no to na to wszystko sąsiad obok Piekutoskich, ten za płotem krzywym, jak stał tak padł, jak go docuciliśmy, to mówi,  że zakład wygrał, bo obstawiał,  że to tego dnia Marcinowa zejdzie i zażądał spirtu z pieprzem, no to zapodaliśmy, ale wtedy to już wszyscy na wzmocnienie przyjęli po kurztyczku , a to z żalu, że im taka kasa przed nosem przeszła,  ale się okazało przedwcześnie, niestety,  jako że Marcinowa jeszcze tego obiadu  nie zdążyła napocząć a tylko pokrywkę z garnka zdjęła,  i jak Marcinowa w drzwiach chałupy z tym garnkiem razem się wtedy objawiła,  to się porobiło! jedni zemdleli ze strachu, że Marcinowa jeszcze nie pochowana a już straszy, a reszta od smrodu tego, co tam w tym garnku było,  no i w ten sposób skończył nam się we wsi zapas spirtu z pieprzem,  ale się dorobi, bo i tak wszyscy się do lasu przenieśli obok tej sławojki,  co ją w tamtym roku drwale zbudowali ,  rodzina Piekutoskich na tym niezgorzej wyszła, bo nałożyliśmy na Piekutoską dożywotni zakaz gotowania, i, to ciekawostka,  bo znalazł się ten znak z cyckami , co się zapodział w przeszłe lato, a pogrzeb?  No, trzeba było ten garnek zakopać przecież,  ile czasu mieliśmy wszyscy w lesie mieszkać,  cały czas mówię,  że się tu nic nie dzieje,  no nic.