Nie było

Nie było
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/book">Book Stock photos by Vecteezy</a>

Był sobie kiedyś artysta.

Raczej o nim nie słyszeliście.

Konkretnie,  który to artysta nie ma szczególnego znaczenia.  Może to ten, który niósł płonące łuczywa za Wielkim Artystą w jaskini Lascaux (chociaż wtedy jaskinia nazywała się inaczej ale nie pamiętam jak). I to właśnie on był autorem najfajniejszych malunków. Niestety , nie zdążył rozwinąć skrzydeł ponieważ wkrótce potem rodzina strąciła go ze skały, w obawie,  że te malunki zlezą nocą ze ściany i pożrą wszystkie dzieci. No i przydały by się skrzydła, a tak to plaś! i mokra plama.

Może to jeden z tych trzydziestu paru gości,  którzy pisali fajowe puenty i bonmoty dla jednego gościa, jak mu tam... Shakespeare! Tamten,  co wymyślił "beat it!" i tekst się przyjął (ale normalnie się przyjął od razu,  "spadaj!" było boleśnie potrzebne w języku zwanym angielskim) więc ten pomysłowy copywriter zażądał dodatkowej miski kaszy na tydzień po czym słuch o nim zaginął. Chociaż wcześniej też nikt o nim nie słyszał,  więc w sumie,  żadna różnica.

Albo może to tamten majtkarz co domalował majty na gumce Świętemu Sebastianowi na fresku w kościele w San Gimignano. Chociaż nie. Ten ostatni to nie. Mam nieodparte wrażenie, że jeśli majty świętego Sebastiana nie były wystarczające to te sześćdziesiąt majtów i tworów majtopodobnych, którymi zapaskudził Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej upamiętniły go dostatecznie mocno.

W każdym razie, nasz artysta to był sympatyczny artysta. Może był malarzem albo może rzeźbiarzem. Chociaż raczej nie. Na potrzeby nasze historii lepiej będzie jeśli będzie fotografem albo pisarzem. O! Pisarzem!

Cichy i sympatyczny pisarz lubił swoją mała grupkę wiernych czytelników. Pilnie tworzył  piękne...no to, co tworzył,  a czytelnicy wiedzieli, że co tydzień,  regularnie jak w zegarku, znajdą tam, gdzie zawsze twórczość swojego ulubionego artysty.

A pisarz  ciężko pracował, żeby...no, to co tam pisał, było napisane jak najlepiej, bo chociaż jego czytelnicy tworzyli grupkę raczej nieliczną, artysta obiecał sobie, że choćby grupa jego wielbicieli liczyła sztuk raz, będzie wkładać w swoją twórczość tyle samo pracy jak gdyby byli niezliczonym tłumem, ponieważ uważał, że każdy czytelnik zasługuje na najlepsze. Każdy jeden. W ten sposób okazywał ludziom szacunek. I tak,  artysta pracował w pocie czoła , a jego wierni czytelnicy regularnie sięgali po jego twórczość ponieważ sprawiała im dużo radości.

Artysta tworzył i tworzył, pracował i pracował i o nic nie prosił. Cieszył się,  że mógł tworzyć. Ale czasami myślał sobie cichutko "Ciekawe, czy ktoś to przeczytał? Przyjemnie byłoby wiedzieć,  że tak. Ciekawe, czy komuś się podobało? Och, to by było coś! Gdyby tak można było wiedzieć,  że tak! I gdyby można było wiedzieć dlaczego się podobało! To by pomogło bardzo. Ale gdyby można było dowiedzieć się, że się nie podobało! O, tak!  To jeszcze ważniejsze! Można by było wyciągnąć daleko idące wnioski na przyszłość.  Tak!Tak. " marzył nasz skromny pisarz.

A artyści jak raz zaczną marzyć to trudno im się  zatrzymać. Nasz miły, sympatyczny i pracowity artysta marzył o tym,  że osoby bliskie jego sercu zostawiają w takim specjalnym miejscu kilka słów, żeby dodać mu siły do dalszego tworzenia. Tyko,  że takie miejsce nie istniało. Chyba?...I marzył, że każdy, kto zatrzyma się by przeczytać to czy tamto cośtam stworzone przez naszego miłego i uprzejmego artystę, zada sobie trud, by przedstawić się artyście.

Bo widzicie, nasz sympatyczny pisarz stworzył miejsce,  o które dbał jak o swój dom. I zapraszał do tego domu wszystkich miłych gości,  którzy mieli ochotę na chwilę refleksji,  herbatę i pogawędkę.  I nasz artysta ( szkoda, że  go nie poznaliśmy,  bo wydaje się sympatycznym facetem)  przedstawiał się wszystkim gościom. I , wiecie co? Nie uwierzycie jak wam powiem,  nikt , serio, NIKT z odwiedzających nie przedstawił mu się.  Co za wychowanie!  I choć odwiedzających dom artysty i korzystających z jego gościnności była coraz to większa i większa grupka ( to był jednak całkiem utalentowany artysta), nasz uprzejmy i skromny pisarz nie miał o tym pojęcia.  Nieprawdopodobne!

W końcu,  biedaczysko,  stracił sens tworzenia, a że tworzenie było sensem jego życia... domyślacie się,  nie? Nie, no co wy. Nic tak tragicznego. Po prostu po malutku gasł i gasł, aż wreszcie pomyślał "eee tam" i wygasił się do końca.

Na pogrzeb cichego,  utalentowanego ale okropnie samotnego artysty przyszło sporo ludzi.  Rozmawiali ściszonymi głosami i mówili rzeczy w stylu "tak, tak, wielka szkoda,  to był bardzo utalentowany artysta,  o tak, mógł jeszcze wiele stworzyć!"

A nasz pisarz siedział sobie na gałęzi starego kasztana, kiwał nogami i przysłuchiwał się rozmowom. Aż wreszcie miał ich wszystkich po wyżej uszu . Powiedział tylko:

-A dajcie wy się wszyscy wypchać!- i potem coś zrobiło pyk! I już go nie było.