Nie każdemu się poszczęściło
Hmmm...Czegoś brakuje. Hmmm... Co by tu jeszcze..... ? Pachnie dobrze. Sprawdzę przepis. O, nie. Musiała się strona zamknąć jak mam ręce upaćkane po łokcie!.... O, rany .... teraz tablet cały upierniczony....O, szlag by to! No, I ekran pęknięty. Faaajnie. No, suuuuper. Dobra. Po wierzchu tylko powycieram, przecież go pod kran nie wsadzę chyba, nie? No. Wyłączyć. Włączyć. No. No, może być. Pęknięty ale coś widać. Jakby. No, dobra. Ta, ta, ta, szczypta soli, jest. Szczypta sody, jest. Acha! Cytryna, brak! Zobaczmy... może się da bez cytryny? Ta, ta, ta... nie da się, kurna. Aaaa! No, tak. I jeszcze to i to... zobaczmy. Dobra. Na kartce napiszę. Po staremu. Kartka, kartka, jest! Ok. Cytryny, ta, ta, ta. No , dobra. Tylko jak ja się do sklepu dostanę? Ciemno już. A niech to. I śnieg zaczął padać. No i co? Chyba normalne, nie? Grudzień przecież. Dobra. Półtora kilometra. Rowerem pojadę.
Zimno, cholera. Dobrze, że wróciłam po rękawiczki.
Ok. Sklep otwarty. Chociaż tyle dobrze. No i czego się ten powykręcany szczerzy znowu do mnie? - Wieczór, wieczór. - Wiem , że wieczór. Dobra. Ok . Cytryny są! Tylko trochę spleśniałe. No, trudno. Wigilia jest, to wszyscy potrzebują. Dobra. Dalej. Gdzie ta moja lista, psia twarz! Wypadła po drodze! O, nie! A, jest! Zaplątała się w zasmarkanych chustkach do nosa. No, co? Zimno jest. Ja tam zimna nie lubię. Zawsze katar mam jak Zimno. Zawsze.
Dobra. Co tu jeszcze...? Ok, jagody. Na bakaliach nie ma... no, ale ja świeże potrzebuję. Swoją drogą, ciekawe skąd oni świeże biorą w grudniu, nie? Dobra, gdzie tu w tych świeżych...? Na wagę one, czy w pudełkach? Rety, rety, rety... nie ma!? Trudno, trzeba się do powykręcanego odezwać bo do jutra będę szukać.
-Halo! Tutaj! Te cytryny trochę spleśniałe. Tam? Super, dzięki. Te będą dobre. A jagody? Aaa, w chłodziarce! Dzięki!
Dobra, wygląda, że wszystko kupię. Oooops! Tak, tak. Ja też przepraszam. Dusze potępione, cholera jasna. Czego się tu szwendają? A jak toto się gapi na wszystko! Aaa! Jasne. Nowi.
No, w której chłodziarce? Ooooo! Ale jaki wybór! Mam zapisane...Ta, ta,ta.... jest! Wilcza jagoda i konwalia. Jest i ... jest! Może by coś pysznego spoza listy? Wszystko takie świeżutkie! A, spytam powykręcanego, dzisiaj się nie czepia.
-Halo! Proszę pana! - O, matko, sunie tutaj. Trzymałby te swoje wszystkie wątpia pod fartuchem, no. Dobra, spoko. Święta przecież. No, I z tego wszystkiego zapomniałam jak to się nazywa, cholera.
-Tak, dziękuję, że się Pan pofatygował. Tych takich owocków różowiutkich szukam. Nie, nie. Z takim środeczkiem pomarańczowym, chrupiącym. Tak! To jest to! Trzmielina! Tylko w syropie? Nooo... Wie Pan co, wezmę. W końcu święta. I jeszcze herbatę jakąś aromatyczną. Bardziej na zatrucie niż na haluny. Mama się ucieszy. A, wołają? To ja tyko jeszcze zioła wezmę i do kasy.
Poszedł do tych nowych. Ale się na niego gapią! Che, che, sami się jeszcze w lustrach nie widzieli. O, sąsiad. Ten się zawsze popisuje. Sunie w moją stronę nie dotykając podłogi a poły czarnego płaszcza powiewają za nim łagodnie. Picuś jeden! Trzeba szurnąć kopytkiem.
- Wieczór, wieczór! A sąsiadeczka, widzę, jak ja, też ostatnie zakupy przed Wilią? Czegoś ważnego zabrakło?
-A, drobiazgi. Ale wiadomo, moja rodzina zawsze tkwi szczegółach. - Stary dowcip, ale zawsze działa.- A widział sąsiad nowych? - A, tak. Więcej ich się po okolicy plącze. Autobus spadł z estakady pod Supraślem.- Pokiwaliśmy głowami ze zrozumieniem.
Dobra, teraz szybciutko do kasy. Mógłby się pogięty pospieszyć. Albo niech żonę zawoła, kobita głowy nie ma, ale ręce obie to szybciej na kasę nabije. - Zgiłe cytryny , klasa pierwsza. To droższe? Ok. Świeże jagody. Piękne. Wczoraj przywieźli. Trzmielina. Herbatka gratis bo dla szanownej mamusi. - O, matko! Co za uśmiech! Mógłby diablątka straszyć. Brrr.
Dobrze, mała, - już ja mu kiedyś dam za tę " małą" - Coś jeszcze?
-A, da Pan Chesterfieldy bez filtra.
- Pal, dziecko, pal. Ja nie paliłem i patrz. Wyszczerzył w moją stronę obrzydliwie białe zęby. Fakt. Od razu widać - pomyślałam , oglądając dyskretnie w wielkim lustrze przy wejściu moje poczerniałe od nikotyny podwójne rzędy krzywych kłów. Nie każdemu się poszczęściło.