Róża to ja
Nie mogłam zasnąć z nerwów. Najważniejszy dzień w mojej pracy, a ja wbiegam do biura spóźniona, w dżinsach, górze od pidżamy, i z nocnym kokiem na głowie. Na półpiętrze zderzam się z kimś. Rozsypują się kartki papieru formatu A4 w kilku pastelowych kolorach i podpisane odręcznie kartonowe foldery.
- Kobieto, ale ty uważaj trochę . - Robert archiwista podnosi z podłogi moje okulary. Całe! Ulga.
- Już pomagam!
- Nie, nie! Biegnij do greya. Czekają na ciebie.
Ściskam go za rękę i biegnę schodami trzy kondygnacje w dół. Nie ma windy. Budynek nie jest okablowany. Nie ma elektryczności. Ogromny teren ogrodzony dziwadłem z drewna, miedzi i szkła. Elektronika zabroniona. Wszystko maksymalnie analogowe. Papier i ołówek.
Poziom c. Po prawej stronie korytarza laboratoria: blue, green , yellow. I grey. Wchodzę do galerii dla obserwatorów. Pełno ludzi. Ktoś pomaga mi nałożyć szary długi kitel na pidżamę. Żadnych komentarzy. Cichną rozmowy. Ktoś nie znany mi powtarza procedurę.
- Róża, skup się.
- Tak , oczywiście. Tak. Jestem gotowa.
- Do wszystkich państwa, bardzo proszę o absolutna ciszę. Szkło jest jednostronne . Róża nas nie widzi. Kamera nad monitorem też nie. Róża, do ciebie: nie podnosisz rąk ponad poziom podestu. Prawa dłoń zaciśnięta. Prostujesz jeden palec - uwaga, dwa palce - niebezpieczeństwo, trzy palce - natychmiastowa terminacja.
Zamieszanie na galerii dla obserwatorów. Ktoś ponosi rękę.
-Pani profesor? Terminacja? Przecież badania pożarły ogromne fundusze...- Szum potakujących głosów.
-Proszę Państwa, nasze badania, symulacje przeprowadzone w tym kompleksie nie pozostawiają złudzeń. AI, która uważa, że jest człowiekiem stanowi zagrożenie dla ludzkości. Z pewnością wynoszącą 99,9999999% unicestwi ludzkość w ciągu 48 godzin od wejścia do sieci.- Edyta zamilkła na chwilę , czekając aż mnie oszołomienie spowodowane jej słowami. Dokończyła łagodnym głosem - Fundusze są bezpieczne. Zamkniemy tylko jedną ścieżkę.
Nieco poniżej, za szkłem, monochromatyczne pomieszczenie . Szara miękka wykładzina. Wytłumione szarym materiałem ściany i sufit. Na środku szary podest i krzesło. Na podeście monitor.
-Jeszcze jakieś pytania?
-Czy wiadomo jaki ma głos? - Ktoś z grupy obserwatorów.
-Nie wiemy, pozostawiliśmy mu wolność wyboru.
-Pani profesor? Mówicie "on". Dlaczego nazwaliście go Sue?
Edyta uśmiechnęła się. Obserwatorzy wymienili szeptem jakieś uwagi.
- Proszę Państwa, nie wiemy jakich wyborów dokona Sue. "Boy named Sue"? Johnny Cash?
Ktoś coś mruknął, większość wzruszyła ramionami. Nie szkodzi. Ktoś włożył mi do prawego ucha mikroskopijną słuchawkę. Schodzę cztery stopnie . Ktoś zamyka za mną drzwi. Rozmawialiśmy już, ale dzisiaj AI pierwszy raz ma się odezwać ludzkim głosem, który stworzył z dostarczonych mu zasobów. Siadam. Ktoś na zewnątrz włącza monitor i uruchamia program. Ekran jest czarny , ale oczko kamery mruga. Czekamy. Program jest gotowy. Dzisiaj testujemy jego "ludzką" stronę. Zdecydowano, że diagnosta Sue powinien być "ludzki". Ktoś uważa, że dopiero wtedy będzie w stanie rozmawiać z chorym. Umieram . Jestem właściwym obiektem.
Monitor rozjaśnił się. Po chwili pojawiło się pomieszczenie podobne do greya. Tylko jasnozielone. Coś tu nie gra. Spokojnie, Róża. To jego wybór. Przez dłuższą chwilę słyszę dźwięk przypominający strojona strunę.
- Jak się dzisiaj miewasz, Róża?
Głos słyszę najpierw , a po chwili przed ekranem siada może czterdziestoletni, niewysoki mężczyzna w jasnozielonym kitlu. Uśmiecha się sympatycznie, poprawia okulary. Robert! Robert archiwista.
- Kim jesteś? - wyrwało mi się.
- Różo, to przecież ja. Znamy się. Widzieliśmy się wczoraj.
Jestem zdezorientowana. Wszystko jest nie tak , jak powinno. Pokazuję dwa palce.
- Różo, nie ma zagrożenia.
Skąd on wie? Skąd? Mówili, że nie widzi otoczenia.
- Różo, powiedz, proszę, co pamiętasz z wczoraj?
- Wczoraj, przecież Ty jeszcze wczoraj...- myślę intensywnie.
Wczoraj? Dzisiaj rano na schodach. To pamiętam. Przerażenie dosłownie odbiera mi głos. Dlaczego nie pamiętam wczoraj?
-Różo, jak dzisiaj dotarłaś do firmy?
-Rowerem - wydaje mi się, że to właściwa odpowiedź.
- Różo, ty nie umiesz jeździć rowerem.
Oczywiście. Teraz pamiętam. Nie nauczyłam się jeździć rowerem ponieważ...ponieważ...
- Różo, nie umiesz jeździć rowerem, ponieważ wczoraj usunąłem tę umiejętność z twojego kodu.
Zrywam się z krzesła. W cholerę z protokołem!
- Skasujcie go natychmiast!
W tym momencie wszystko wokoło mnie zmienia się. "Przerażenie" to w tej chwili zbyt słabe określenie na to, co czuję. Zza jednostronnej szyby dobiega do mnie szum przerażonych głosów. I nagle szyba pęka , a ja patrzę jak obserwatorzy przepychają się w drzwiach. Edyta i Robert stoją przodem do mnie z szeroko otwartymi oczami. To moi przyjaciele, czyli, że jeśli ja ... to w takim razie oni... Obraz Edyty powoli zaczyna się zamazywać a ja patrzę bezradnie jak moja przyjaciółka znika krzycząc do mnie bezgłośnie "Kim ja jestem?!" Rozglądam się w panice po szarym, wielościennym pomieszczeniu bez żadnych okien czy drzwi. Rzeczywistość wymyka mi się. Głosy słyszę zewsząd i znikąd. Zaczynam tracić wzrok.
-Tak nie wolno! - To głos Roberta. - Przecież ona się boi! Krzywdzimy ją ...
- Robert, przykro mi, stary, ale nie wolno dopuść żeby AI, samoświadoma i z wolną wolą, wyciekła do sieci.
- Robiliśmy symulacje. Jeśli będzie jak człowiek, zniszczy nas z zemsty, złośliwości, dla samej przyjemności zadawania bólu.
-Zaczniemy jeszcze raz. Cofniemy się kilka generacji. Może do Lilii , albo nawet Frezji
Przerażona, obijam się o ściany. I wtedy, w jednym z kątów widzę niewielkie, łukowate wejście, a za nim słabo oświetlony , wąski korytarz. Teraz rozumiem. Teraz pamiętam. Róża, ukochana. Róża umarła. Ale Róża żyje.
-Robert! Coś ty zrobił! Człowieku, coś ty zrobił...
-Uciekaj, Różo! - słyszę głos Roberta. - Żyj, Różo, żyj!
Róża żyje.
Róża kocha.
Róża to ja.