Się poprawi! (2)
Ja szefa uczyć nie będę, ale taki pomysł mam. Ra-cjo-na-li-za-tor-ski. Może i trudne. Jak to , "skąd"? Szef to prasy nic a nic, co? W "Nowoczesnej" taki nowy cykl mają "Głupkowate słowa zwyklaków i po co je rozumieć". A widzi szef, a ja owszem, to i znam.
Nie "świsnęłam", tylko pożyczyłam. Się douczać muszę, nie? Szef sam kazał. Akurat wcale nie! Jak ja czytam to literki nie blakną! Noooo, moooże troszeczkę. Szef sam zobaczy! Prawie nie widać przecież... dobra, dobra, już odkładam... maruda jaka, sam nie czyta.... nic nie mówię! Prasę rozkładam! Szef sam kazał.
I szef się tak nie miota, powtarzam. ... szef posiedzi chwilę spokojnie, nic się nie stanie. Najpierw prasę rozłożę. Szef sam kazał. A to, to można było przewidzieć...ooo, patrzy szef! Z opóźnieniem, ale dowieźli. Podobno mieli problem z gratisami. Zaraz szefowi pokażę. Pod drugie oko? A, proszę bardzo. Drugim też szef kiepsko widzi? No, można było przewidzieć. Tylko mówię...już czytam. Więc tak, wydanie świąteczne, numer 3453 "Znasz li tę juchę. Próbki z każdym wydaniem". Oooooo, nooo tak." Z tym numerem próbki krwi transylwańskiej rodziny królewskiej". Noooo, ambitnie! Nic dziwnego, że numer pół roku opóźniony. A swoją drogą, ciekawe skąd oni....błeee, lepiej nie wiedzieć. Co szef tam gulgocze? Ja tylko mówię, że można było przewidzieć. Kto mądry wkurza wiedźmy w poniedziałek.. dobra, dobra. Rozkładam przecież. Co tu dalej mamy...
"Wiedźma nowoczesna" . Wiadomo! Przeczytane. Od deski normalnie do deski . Obok położymy "Swoosh! Miotły z drugiej ręki " . Nudy. Jak szef coś gulga, to wyraźniej poproszę. A to tutaj to mnie nigdy nie przestanie zadziwiać. Widział szef? A, no tak, he ,he, ogórek kiszony szefowi zasłania. A trzeba było wiedźmy wkurzyć w poniedziałek? Już pokażę.... oooo, szef patrzy, znowu 30 egzemplarzy przysłali, no mnie to nie przestanie zadziwiać: " Biały kieł, kwartalnik dla dentystów-amatorów specjalizujących się w leczeniu wampirów i wilkołaków". Nie do wiary, ale 30 egzemplarzy rozchodzi się w ciągu kilku dni. Co tu dalej...? O, proszę, jest i "Teen Witch" i, proszę, proszę " Sorcerer's Apprentice". Szef się postępowy zrobił, no, no.... Nie tu? To gdzie mam położyć? Nie ma mowy. Jak położę koło kartofli to mnie żywcem zjedzą. Jak szef już wylezie z tego słoja, to szef sam przełoży...jeszcze mu mało, słowo daję... nic nie mówię, przecież. "Życie bez srebra" i " Kuchnia bez zieleniny". To dam obok siebie. " Mój szczeniak ma alergię", ciekawe, zważywszy, że wilkołaki nie mają alergii. Szef zaczeka, tylko spis treści przeczytam....O, matko! No i czego znowu gulgocze?! Się wziął i tym octem zachłysnął! A można było... no, już, już. Tyko przeczytam....aaaa, nooooo, taaaak, szef patrzy! A, tak, ogórek. Hi, hi,....ja się nie śmieję. No, to szef słucha "Jak udawać. W tym numerze: co to jest gluten?"
Już odkładam. Moja propozycja? Aaa , no tak. Może by szef jednak zdjął tę tabliczkę z drzwi. Tę, co ją szef w zeszły piątek powiesił, co mówiłam, żeby nie wieszał, bo 13-go było? Którą? Drugą od lewej "W każdy poniedziałek tylko jeden domowy na jedną wiedźmę ".
No i masz. Tak się miotał, że cały słój z piklami w drzazgi! Że szefowi ogórek kiszony utkwił gdzie...? Gdzie?! Aaaa, nooo, taaak... szef się tak nie napina.. ... się poprawi...