Taki cichutki!

Taki cichutki!
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/generative-ai">Generative Ai Stock photos by Vecteezy</a>

Cholera, się nawyrabiało!

Ludzie,  no żeż, spokój był tyle lat! No i , oczywiście, czyja to wina? Przez którego to durnia spokój szlag trafił?

I jak to teraz odkręcić wszystko!  Że tak będzie,  jak było to nikt już nawet nie liczy.

Żeż, cholera jasna! Żeby to...! Nikt po nocach nie śpi. Nikt! A szwagier!? Zmora jedna obsmarkana! A szwagier, rozumiecie, kwitnie!

Całą okolicę szwagier załatwił. Takich dobrych sąsiadów mieliśmy! Znaczy, sąsiedzi zostali. Nigdzie się nie ruszą, bo ani jak, ani dokąd. Tyle lat spokój był ! Nikt nikomu w drogę nie wchodził. O, matko! I komu to przeszkadzało?!

A wszystko przez szwagra. Zawsze taki spokojny. Prawda, głos donośny ma. Ale chłop z kościami poczciwy. Nawet jak wypije to jak dziecko, normalnie, do rany przyłóż. A teraz cała rodzina przez durnia cierpi! I jak to teraz wszystko odkręcić,  cholera jasna?! Tacy fajni sąsiedzi,  tacy fajni! Takich sąsiadów to ze świecą szukać. Nie słychać i nie widać ich wcale.  Jedynie jesienią trochę więcej spacerują, a i to tylko nocą! No i nie mógł dureń ich w spokoju zostawić! I ukłonią się zawsze grzecznie. I zgadają. I zawsze do pomocy. No, zawsze! Żeśmy kiedyś wszyscy się wybrali na urodziny siostry ciotecznej stryjka kuzynki Marceli, a trzej jacyś pod nasze drzwi podeszli z łomem to sąsiedzi dom obronili skuteczniej niż legia cudzoziemska. Dwa obszczymurki wstąpiły do klasztoru a trzeci został świętym eremitą, zamieszkał w lepiance w lesie, grzybkami się odżywia i przyszłość przepowiada bezbłędnie. Przed kumulacją totolotka kolejka do niego ciągnie się aż do zakładu trumniarskiego kuzyna siostry ciotecznej drugiej żony starszego brata wujcia Florka.

No, tacy sąsiedzi!

Zaczęło się normalnie. W zaprzeszłą sobotę szwagier do kolegi z wojska na urodziny poszedł...Niby nic. Normalnie, ani w wojsku nie byli, ani to niczyje urodziny. Ale okazja ważna , albowiem nie widzieli się chyba aż od wtorku. Niby nic. Ale w wyniku tej okazji, jak szwagier do domu wychodził, to w drzwiach jego własna marynarka próbowała go udusić . Najpierw  chciał zastosować brutalną siłę, później próbował negocjacji,  wreszcie uznał,  że marynarka go pokonała i zostawił ją z pogardą na podłodze.  I zaraz jak wyszedł na klatkę, schody zastawiły na niego wredną pułapkę. A że miały przewagę liczebną, załatwił je intelektem i sturlał się z trzeciego piętra. Z drzwiami dogadał się w miarę szybko. Przyłożyły mu w prawdzie klamką w bok, ale ogólnie udało się po dobroci. Niestety,  po drodze do domu chodnik napadł na niego brutalnie od tyłu, zadając mu wielokrotnie ciosy krawężnikiem. A wreszcie kilka okolicznych lamp zmówiło się, żeby pozbawić go  życia. W obliczu tak ewidentnego zagrożenia przez siły przekraczające jego możliwości defensywne, a chwilowo również i logistyczne, szwagier zadziwiająco przytomnie ocenił sytuację i postanowił zaufać znajomej ławeczce. Ławeczka pod płotem sąsiadów ulokowana jest, jak się potem okazało, bardzo niefortunnie.

Gdyby szwagier na tej ławeczce cichutko sobie siedział i przeczekawszy napór zorganizowanych sił wroga, o świcie udał się na paluszkach do domu, jak zwykle oberwałby po uszach od żony i byłoby po sprawie. 

Ale nieeeee! Ale nieeee! Smutek go tym razem ogarnął taki, żal jakiś do losu, ból istnienia go zdjął egzystencjalny i tanscendentne go wnioski na temat własnego jestestwa dręczyć zaczęły. Napór ciemnych sił rządzących wszechświatem i nieuchronna entropia wstrząsnęły nim do głębi tak, że zaczął od górala któremu nie żal. Później poooszło! Zaszumiały jodły na górszczycie oraz hej Halina  hej jedyna i zegar stary hej sokoły prawy do lewego padmaskowskije wiecziera majteczki w kropeczki juuuuuż mi niooooosą suknię z weeeelooonem oczy czornyje i eeeech raz jeszczo raz! I to wszystko, proszę Państwa, na ful, ile fabryka w płucach dała! A szwagier wygar z dziąseł posiada, i owszem. Który to wygar idzie w parze z niewątpliwym i całkowicie unikalnym, talentem do niesłyszenia siebie samego.

I w tym miejscu wyjaśnić należy, że jak szwagier mój, z braku na tę chwilę innego określenia, śpiewa, wszystko, co żyje reaguje ucieczką. A to już różnie: jedni w Długą, inni w szaleństwo . Ale każde żywe stworzenie, od komara po tyranozaura, miesiącami nie może się otrząsnąć. Że co "dinozaury nie"? A widział który dinozaura w lesie? No, właśnie! Bezpośredni przodek szwagra zwykł był pośpiewywać pod nosem podczas łupania kamienia w celu wyłupania poręcznej ciupażki, no i taki efekt. Dinozaurów niet.

W każdym razie, unikalny talentem zaimponował sąsiadom. Udowodnił im, albowiem, że, jak głoszą gitarzyści, nie strój zdobi człowieka.

I tak szwagier został idolem. Słowo daję, cholera jasna, noc w noc nasi sąsiedzi chóralnie ćwiczą repertuar szwagra starannie trzymając się  pierwowzoru. Noc w noc!!!

Ło matko! Wyobrażacie sobie?! Nikt nie śpi w okolicy! Nikt! Dziadunio ma dość.  Szykuje się do egzorcyzmów.  A taki porządny cmentarz był!  Taki cichutki!