Urocza opowiastka (w zasadzie krajoznawcza) - część 1

Urocza opowiastka (w zasadzie krajoznawcza) - część 1
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/nature">Nature Stock photos by Vecteezy</a>

"W kiepsko zamiecionej, ogólnie brudnawej i zatęchłej,  a gdzie nie gdzie nieznacznie już nawet nadgniłej, krainie - nie za żadnymi tam górami,  czy tam lasami czy coś,  a raczej  w odwrotnym kierunku  - za bajorem i kupą gnoju , stało coś podobne do starej stodoły, złośliwie przez okolicznych mieszkańców nazywane "zamczyskiem". A że okoliczni mieszkańcy nierzadko durni byli jak stare kalosze  to, po prawdzie, żaden śmierdzącego pojęcia nie miał co to te tam zamczysko jest ani jak wygląda."

No. Właśnie.

W zasadzie, mniej więcej w tym miejscu,  należałoby uświadomić tych nielicznych z dzisiejszej grupy turystów,  którzy nie uciekli po pierwszych dwóch zdaniach naszej opowiastki tym samym deklarując wykupienie pełnego pakietu... Państwo coś mają...? No, niestety, już za późno. Z karty ściągnięte i transport wróci ostatniego dnia wycieczki. Nie przeszkadzać, to będzie szybciej. Więc tak... uświadomić... Uświadomić...? Uświadomić! Z jaką krainą mamy do czynienia.

Otóż, kraina po której będziemy wędrować, poznając jej niezwykłą architekturę, tajemniczą historię, idiotyczne zwyczaje i odrażających mieszkańców to, moi drodzy,  Zapyzionia!

Że co, przepraszam? Że "nie ma"? A wiedzą to skąd, że się zapytam? Kto mówił? A może by tak zapyziończyka jakiegoś zapytali? Ach, nie zna. I dlatego uważa, że nie ma. A zna,  może,  jakiegoś obywatela republiki Wanuatu? Ach, nie zna... I, co ? Rozumie wreszcie? To mi się trafili tym razem...

No, dobrze. Idźmy dalej. Aby nie przytłoczyć was suchymi faktami, ilustrować je będziemy opowieścią, tym bardziej fascynującą, że będzie się poniekąd rozgrywać na Waszych oczach.

Co ciekawe, próżno szukać Zapyzionii na powszechnie  dostępnych mapach Miedzyziemia, Śródmorza, Zajezierza, a nawet Międzygórza.  A to dlatego, że nie życzyli sobie umieszczenia jej na mapach ani Królowa i król (a w zasadzie  Królowa i ten tam taki jeden gościu, co siedzi obok niej), ani, proszę państwa, mieszkańcy.

Ten z tyłu, niech powtórzy pytanie. "Kto pyta plebs o zdanie?"  No, więc,  proszę szanownych,  w Zapyzionii mamy monarchię konstytucyjną! Szok!  Tym bardziej,  że tam tak za bardzo to nikt nie wie co to jest ta jakaś tam konstytucja.

No, dobrze. To sobie wyjaśniliśmy. Co dalej ?... Acha, mam!

"Budynek pełniący od czasu do czasu i w razie potrzeby, funkcję zamku charakteryzował się ufajdanymi na nieprzejrzysto,  maleńkimi okienkami, dziurą w dachu zamiast komina i czymś w rodzaju drzwi , czyli wiekiem od trumny wiszącym na jednym zawiasie.  Wewnątrz zaś, było tylko jedno wielofunkcyjne pomieszczenie . Nadmienić należy, iż królewski architekt,  choć miał jedno oko zezujące a drugie leniwe, był artystą postępowym, awangardowym wręcz. Rozsławiły go, mianowicie, realizacje nader śmiałe, jak, na przykład: podwójnie krzywa wieża, nieodpłatne uzdrowisko "Lochy na świeżym powietrzu" i pro-demograficzny koedukacyjny szalet grodzki." A my, proszę Państwa, idziemy dalej. 

"Wewnątrz stodoły powietrze gryzło w oczy i gardło dymem zmieszanym z najróżniejszymi wyziewami, których pochodzenia, dla utrzymania naszego zdrowia psychicznego,  dochodzić nie będziemy. Po lewej od wejścia panoszyła się ogromna kuchnio-jadalnia z wielkimi stołami pokrytymi zjełczałym  tłuszczem i różnymi odpadkami oraz wielgachnym paleniskiem, w którym dogorywało jakieś nieokreślone truchło. Po prawej, wzdłuż całej zachodniej ściany stała ława z umieszczonymi w regularnych odstępach dziurami.'

Jeśli chodzi o przeznaczenie owej ławy! Stop! W tym momencie radzę powstrzymać wyobraźnię... ojojoj, za późno. Współczuję szczególnie tym z was, którzy są obdarzeni wyjątkowo intensywną wyobraźnią węchową.

A Pan tam to czego znowu? eee... To znaczy, w czym mogę Panu pomóc? Znowu? Nie ma takiej wyobraźni, Pan twierdzi. O! Widzi Pan? Tutaj Pani z przodu się nie zgadza. O, i drugi raz się nie zgadza. Doooobraaaa. To zrobimy tak: Państwo się nie zgadzajcie, ile trzeba, a ja opowiadam dalej.

"Na przeciw wejścia, pod ścianą ozdobioną"... serio? ozdobioną? Kto to napisał, słowo daję... No, dobra.

"Ozdobioną powieszonymi bez ładu i składu, komicznymi konterfektami pryszczatych królewiczów, stał dziwaczny mebel o nieokreślonej proweniencji i takimż przeznaczeniu, który, z braku lepszego pomysłu, nazywać będziemy tronem. A na tronie i w jego okolicach walała się kupa sztywnych z brudu szmat,  dojrzałym smrodem wabiąca najdorodniejsze w krainie tej muchy, przed którymi uciekały wróble, a nawet co tchórzliwsze kosy i gołębie. Muchy te złośliwie zwane były "królewskimi", jako że lęgły się wyłącznie w okolicach tronu."

Ciekawostka, proszę Państwa, owe muchy są łakomym kąskiem dla kruków i sępów, ale również stanowią przynoszący spory dochód towar eksportowy.