Zimnem ciągnie

Zimnem ciągnie

No dobrze. Swobodne pisanie. Takie ćwiczenie dla początkującego pisarza. Siadasz i piszesz co ci ślina na długopis przyniesie z nadzieją, że w którymś momencie ta bazgranina zacznie mieć sens. No dobra. Czas na dzisiejszy wpis. Nic się nie zdarzyło. Nie mam o co zaczepić pierwszej myśli. No, nic. Co by tu... co by tu....

O, mam. Mężuś wyszedł dziś wcześnie rano, zanim wstałam. To samo w sobie już jest niezwykłe. Takie mamy emeryckie, poranne rytuały. Psy do ogrodu, okna na oścież, kawa. Spokojnie, powolutku, wczuwamy się w rytm poranka, zbieramy energię, po swojemu wchodzimy w dzień. Na tyle niewiele się dzieje, że każde odstępstwo od zwyczajności zasługuje na uwagę. Ergo, gdyby miał wyjść, pięć razy byśmy to obgadali.

A przecież wczoraj nic nie mówił, że ma wyjść wcześnie rano. Ale ktoś mógł zadzwonić. O świcie wręcz. Ło matko! A telefon to po co masz, kobieto? Tumanus cretinus! Wiadomo, bez kawy!

Chwila. A to to co to? Takie pitu pitu to mężusiowy telefon. Co za cholera? No, teraz to dziwnie się zrobiło...

Z drugiej strony, nakarmił kota, wyprowadził psy. Jak co dzień. Telefon …to przecież mógł zwyczajnie zapomnieć. Nie będę tu panikować jak głupia. Popiszę z godzinkę. A potem spokojnie wezmę psy na spacer, od niechcenia zajdę do sąsiadów. Oni od świtu wartę trzymają na tarasie. Nie byłoby z nimi o czym rozmawiać. A tak, przy zjeździe z szosy na osiedle mieszkają i wszystko widzą. Może ...

No, co znowu? Nie mogę się skupić dzisiaj. Skrobie coś? Myszy? W podłodze? No dobra, jest plan, to się go trzymam. Co by tu dalej…Tak. no więc, kot. Kot w naszym domu zawsze był. I psy, zawsze były psy. Ale kot jest absolutnie niezbędny. Pies taki jest trochę oczywisty. Przyjaciel, towarzysz, obrońca. Ale kot…Kobiety z naszej rodziny mają szczególny kontakt z kotami. Koty lgną do nas jakbyśmy pachniały walerianą i kocimiętką jednocześnie. O, to może być fajna historia. Kiedyś...Tak. Bo przecież kot w domu być musi. Koty żyją na pograniczu. Widzą to co jest, co było i co będzie. Widzą to co żyje tu i tam. Jak i to co nie powinno już tu być. No i potrafią to zmusić do odejścia. A poza tym, to przecież urocze stworzenia. No i właśnie... o, moja stara Zuza bawi się jak kociątko taką rybą na baterie. Taką co się miota po podłodze jak żywa. Reklamują je wszędzie ostatnio

Szlag. Co to za dźwięk? Skąd to może dobiegać? Takie jakieś mruczenie i skrobanie… spod podłogi? Nie, no. Spod podłogi nie może być. No bo jak? W naszym domu nie ma piwnicy. Celowo. Mężuś to kolekcjoner. Wiecie, z gatunku takich, którym wszystko się kiedyś przyda

Szlag. Co to jest? Słowo daję, że jednak spod podłogi

Wstaję z kanapy. Ryba miota się porzucona, a kotka, jak polujący tygrys,nisko przy podłodze sunie w kierunku drzwi. Na prawo od drzwi wejściowych są drzwi do piwnicy. Lekko uchylone… dziwne. Przecież zamykam zawsze drzwi do piwnicy. Jak nie domknę, ciągnie zimnem. Ze szpary w drzwiach wysuwa się parchata, ociekająca zielonym śluzem, ogromna łapa uzbrojona w pazury jak rzeźnickie noże. No, tak! Przecież! Zapomniałam nakarmić... nie wolno, nie wolno zapominać, bo zdarzy się coś ... coś ...Łapsko chwyta kotkę tak szybko, że zwierzątko nie zdążyło

Wracam na kanapę. Siadam i przez chwilę nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś się stało. Kubek z kawą... tablet... telefon...Dwa telefony? Ten mój, a ten? Znalazłam chyba... wczoraj? Tak! Ten telefon znalazłam wczoraj i mam iść do sąsiadów oddać. Tak! Chwila, czy ja zamknęłam drzwi do… bzdury. W moim domu nie ma piwnicy. Ki diabeł? Normalnie, jakaś ryba się miota po podłodze. Co do cholery? Żywa czy co? No, nie. Przecież to ta kocia zabawka, co ją reklamują w tele co chwila. Tylko co to tutaj..? no żesz cholera. Nigdy nie miałam kota. Nie lubię śmierdzieli. No , dobra. Co ja tutaj dzisiaj napisałam ? ta, ta, ta, bzdury jakieś. Co to miało być? No, i nie pamiętam. Trzeba zacząć robić notatki. A poza tym, co ja o tym wiem. Mężczyźni są fajni, ale nie trzeba od razu trzymać ich w domu.

Co za cholera? Skąd tu tak ciągnie zimnem przy podłodze?