Wrócę
Człowiek to takie dziwne zwierzę jest. Ciągle za czymś goni, o czymś marzy, coś go woła. Biega po tym kawałku kamienia który pędzi przez czarną pustkę. Pędzi ta planetka nasza i dla wszechświata jej istnienie bądź nieistnienie nie ma znaczenia. A my wieszamy czyste firanki na wiosnę. Myjemy okna, sadzimy krokusy, pieczemy drożdżowe bułeczki. Jakby to było taaakie waaażne. Rozmawiamy, przytulamy się, podajemy rece. Pocieszamy się, płaczemy, kłamiemy. Jakby to miało coś zmienić. Przepraszamy szczerze, albo nie. Obrażamy się, uśmiechamy, wybaczamy. Jakby to miało powstrzymać entropię. Bo ja, na ten przyklad, bardzo chętnie przyczynię się do spowolnienia entropii. O, proszę! Usiądę sobie i porobię nic. Ktoś chętny? Podsunę się, usiądziesz obok mnie. I tak sobie razem będziemy spowalniać rozpad wszechświata, jednocześnie przyczynimy się do rozpadu butelki wina. Albo dwóch. Ktoś chętny? Halo?!
Rok minął i mam poczucie, że czas na zmiany. Rok minął odkąd garsteczka nieufnych czytelników otrzymała pierwszy mail z linkiem do pierwszej historii. Wiecie ile historii opowiedziała wam przez ten rok Zaklinaczka Słów? No, właśnie. I ja też nie. Ale ponad sto. Serio. Dobrze ponad sto. (Jakby ktoś zechciał policzyć - będę wdzięczna. )Przez rok. Dużo. Okropnie dużo. I zrobiło się za dużo. Bo to trzeba usiąść, przeczytać, a tu czasu ciągle brakuje. I, z jednej strony, ja staram się wam dostarczyć pokarmu dla duszy. A z drugiej strony - wy, którzy nie jesteście aż tacy głodni, a może jesteście, i problem jest taki, że nikt was nie zapytał, a wy jesteście dobrze wychowani i nie powiecie, że ta czy inna potrawa była niedogotowana albo niedoprawiona, albo jeszcze coś gorszego. No, i w efekcie, ja nie nadążałam z pisaniem, wy nie nadążaliscie z czytaniem, a ilość opowieści rosła i rosła...
I stwierdzam z żalem, że niektórym z nich przydałoby się wiecej czasu między pomysłem a publikacją. Żeby porządnie dojrzeć. I albo nabrać smaku, albo zgnić i popaść w zapomnienie. A zamiast tego otrzymaliście (być może atrakcyjny z jakiegoś pokręconego punktu widzenia) owoc, częściowo niedojrzały, miejscami przegniły , z niewielkimi słodkimi miejscami tu i ówdzie. Tak. Opowieści potrzebują czasu.
Ja też potrzebuję czasu, żeby zrozumieć, co chciałabym zrobić z Zaklinaczką i z tym tutaj miejscem. Chciałbym, żebyście dostawali potrawy godne was, albowiem jesteście nie lada smakoszami. No. I to może być mój punkt pierwszy.
W związku z powyższym, proszę was o udzielenie mi urlopu naukowego. W czasie urlopu wycofam stąd teksty, którym trzeba się uważniej przyjrzeć. Zdaniem Stephena Kinga najważniejszym przedmiotem w pracowni pisarza jest kosz na śmieci. Tak, więc, to, co stąd zniknie, może zniknąć bezpowrotnie. I tutaj pojawia się kwestia perspektywy i percepcji. W takim sensie, że ja mam inną niż wy, więc... jak to "co"?! A wy to słuchacie mnie, czy mnie nie słuchacie?
Nie wycofuję się ani się nie poddaję. Zebrałam doświadczenia i przemyślenia i muszę przyjrzeć im się z bliska. Jak dotąd to był sprint, a rozumiecie przecież, że w moim wieku, no luuuudzie.... tak, więc, ponawiam prośbę o udzielenie mi urlopu naukowego. Nie wiem, na jak długo. Chciałabym uporządkować, to co już jest i przygotować, to co ewentualnie mialo by być następne. I tu wracam do kwestii perspektywy. Jak to "jakiej?" No słuchacie wy mnie w końcu, czy nie słuchacie?
W skrócie: przez chwilę nie będzie nowych tekstów. Również niektóre ze starych znikną i albo wrócą, albo nie. I tu jest dobre miejsce, żeby prosić was o odrobinę wysiłku. W końcu należycie do grupy uprzywilejowanych, którzy nie płacą trzydziestu srebrnych sestercji miesięcznie za możliwość czytania opowiadań Zaklinaczki Słów. Wy to macie za darmochę. I dlatego daję wam szansę oczyścić sumienie z tego poczucia winy, które potwornie was gnębi, i w ramach pokuty, każdy kto czytał, wymieni te teksty, które się podobały i te, które nie. Na piśmie, tutaj pod spodem. Ile? A , po uważaniu. Uzasadniać nie trzeba. Nawet nie należy. Podoba się badź nie i to wystarczy. Z góry dziękuję. Niniejszym odmeldowuję się. Zostawiam wam dobrze ponad sto tekstów, które możecie przeczytać jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz.. A ja...wrócę jak wrócę .