A jednak pomogło!

Share
A jednak pomogło!
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/magical-library">Magical Library Stock photos by Vecteezy</a>

Świeca się dopaliła. Płomyczek na końcu zwęglonego knota westchnął i umarł. Pogrążyliśmy się w kompletnych ciemnościach. Zrobiliśmy wszystko jak trzeba, a wygląda, że nie działa.  Ktoś chrząknął znacząco. 

-Te? - to bez wątpienia głos Grubcia i, bez wątpienia, skierowany do Stefanka. Stefanek wymyślił całą tę akcję . -Te? Jesteś tu?

- Eeeem, no...jestem.

- To może zacznij niebyć, bo jak  cię dogonię....

-Etam, - nie wiadomo kto to, bo ciemno jak  cholera .

- Nie dogonisz bo za dużo ciebie jest w okolicach paska od spodni. 

Oooo, dobrze,  że nie widać kto to, bo Grubcio zaczyna się gotować.

-Nie noszę paska,  - wygląda na to, że po namyśle Grubcio postanowił odpuścić. - He, he ! Spodni też nie!

Teraz już chyba wszyscy się śmiali. Nic nie widać, bo ciemno, ale atmosfera zelżała.

- Przeanalizujmy- to Andzia, rzeczowa jak zawsze . - Co tam masz dokładnie zapisane?

Stefanek chrząknął znacząco , a wszyscy w ryk. Ciemno! Chwila szurania i pstryk! zapalniczka. Stefanek ustawił na stole kolejną świeczkę. Zapisane kartki wylądowały w pobliżu świeczki i wszyscy nachyliliśmy się,  żeby popatrzeć kolejny raz.

- No, to tak.. khem- Stefanek odchrząknął. - "Weźmiesz wątrobę gąsiora co padł ze starości w wiliję świętego Marcina".

- A coś ty tutaj położył? - Boko trącił z obrzydzeniem coś  obślizgłego i szarawego, co Stefanek umieścił na jednym z rogów pentagramu.

-A bo ja wiem ? - Obruszył się Stefanek. - Tylko to mieli . Napisane "drobiowa". Gęś to drób.  No tak, czy nie?

-A co to "wilija"?- spytał ktoś stojący poza niewielkim kręgiem światła rzucanym przez czarną świeczkę.  Popatrzyliśmy niepewnie po sobie. To znaczy ci, których było widać.  Po chwili ciszy było jasne, że punkt pierwszy został spartolony po mistrzowsku.

-Taa. Dawaj tę kartkę. "Weźmiesz drzazgę z antałka dębowego, w którym juchę zdrajcy sześć roków prze-cho-wy-wa-no".

Nooo. Teraz to wszyscy mieliśmy głupie miny. Stefanek triumfował. -Acha! Ja przynajmniej wiem, że drzazga to z drewna.

Czarny podniósł spoczywającą na drugim rogu pentagramu góralską ciupagę w wersji mini.

-Serio?

-Dobra, teraz ja. -Przysunąłem kartkę bliżej światła  świecy. "Weźmiesz altenbasu dwa arszyny", a ty, Stefanek, to nie obrażasz mnie , aby?

I wszyscy w śmiech. No i patrzymy , co leży na następnym rogu pentagramu. Trudno powiedzieć,  poza tym, że gniło i cuchnęło jak  sto diabłów. Teraz to już każdy chciał przeczytać,  co tam jeszcze się tym razem spartoliło i dlaczego.  Kilka rąk wyciągnęło się po kartki zapisane przez Stefanka. Zamieszanie, chichy, śmichy i pufff! papier zajął się od świecy. O matko! Płonące kartki rozfrunęły się po całej czytelni! Paskudna, sztuczna wykładzina zaczęła się tlić,  ale my rzuciliśmy się najpierw ratować książki, żeby ogień nie rozprzestrzenił się  po bibliotece. Zapomnieliśmy o czujkach i, niestety, czarny dym z tlącej się powoli wykładziny dotarł do sufitu i odezwał się  sygnał alarmowy. Parę razy próbowaliśmy ćwiczyć , no wiecie, co każdy ma robić, jak się odezwie alarm. Ale u nas to zawsze tak samo jest. Chichy śmichy i wszyscy chcą się chować w dziale książek dla dorosłych. Zawsze tak samo, no mówię wam! I jak drzwi do czytelni się otworzyły, no to oczywiście, nie zostało nic innego, jak udawać, że nas nie ma. Zamarliśmy. Omiotło nas mocne światło latarki jednego z nocnych strażników. I wtedy Grubcio wypuścił pierda tysiąclecia!

-O, nie, nie, nie! O, nie, nie, i jeszcze raz nie! - to krzyczał ten nowy. Nie dowiemy się już raaczej jak ma na imię. - Nie! Nie! Ja tu nie zostaję! Mówiłem wam, cholera, tyle razy mówiłem, że tu straszy!

Rzucona w naszym kierunku latarka roztrzaskała się o biurko bibliotekarki. Robili dużo hałasu, więc chyba tym razem uciekli wszyscy. Trzasnęły ciężkie drzwi wejściowe. Znowu byliśmy sami.

-No i patrzcie, coś takiego! - Grubcio nie mógł wyjść  z podziwu.- A jednak pomogło!

Read more