Biała róża
Mojej Kochanej Córeczce, Jagusi
Gdy była jeszcze dzieckiem,...no, może sama o sobie myślała jak o dorosłej kobiecie, ale to były jej piętnaste urodziny. Tak więc, była dzieckiem. Dostała od prababci Jadwigi nieduży obrazek w skromnej drewnianej ramce. Prezent przyszedł pocztą razem z dość starą pocztówką, którą prababcia Jadwiga niewątpliwie wydobyła ze swoich zbiorów, ponieważ była lekko pożółkła i delikatnie pachniała zwietrzałym perfumami, lawendą i starym papierem. Pocztówka, nie prababcia. To znaczy, prababcia w sumie też, ale to nie ona przyszła pocztą w paczce razem z prezentem, tak, że rozumiecie...
Obrazek był piękny. Uważała, że jest piękny, mimo to, że była jeszcze dzieckiem i miała prawo uważać taki obrazek za "paskudztwo", ale nie. Uważała, że jest piękny. A na pocztówce, nie z przodu oczywiście, prababcia Jadwiga napisała serdeczne życzenia pięknym kaligraficznym pismem. Z przodu pocztówki były wyklejone z maleńkich kawałeczków jedwabiu trzy herbaciane róże o nieokreślonym kolorze, ponieważ jedwab wyblakł już co nieco. A obrazek, nieduża akwarela, przedstawiał filiżankę na spodeczku i różę, na okrytym koronką drewnianym blacie. Koronka zsunęła się trochę z jednej strony, odkrywając nieprawdopodobnie realistyczny kawałeczek niepolakierowanego drewna. Róża była jeszcze w pąku, żółto pomarańczowo różowa. A filiżanka...ach! Jakim niezwykłym talentem obdarowany został artysta, który namalował filiżankę delikatną, cieniutką, lekko przejrzystą, będącą na wyciągnięcie dłoni a jednocześnie jakby widoczną w zamglonym, starym lustrze. Niezwykłe.
Napisała do prababci list z podziękowaniami, ale uznała, że nie jest wystarczająco serdeczny i nie oddaje ogromu jej zachwytu i wdzięczności, postanowiła więc użyć telefonu, choć wiedziała, że prababcia nie ma aparatu i trzeba prosić sąsiadkę o przysługę, jak przybiegną z poczty na rogu.
I wtedy właśnie rodzina dowiedziała się, że prababcia Jadwiga zmarła dzień po tym gdy wysłała paczkę z urodzinowym prezentem. No i cóż...
Smutek minął i życie potoczyło się dalej. Ziemia obróciła się wiele razy i wiele złego przetoczyło się przez świat. Pocztówka z życzeniami zaginęła ale obrazek trwał.
Pierwszy raz uznała za zbieg okoliczności. Upadła i zraniła się w głowę. Na czole do końca pozostała blizna w kształcie gwiazdy, a filiżanka na obrazku miała ukruszony brzeg. Z początku myślała, że zakrywające obrazek szkiełko jest brudne , ale obok filiżanki, na koronkowej serwetce leżał brakujący okruszek. No i jeszcze róża. Róża rozkwitła.
Złamała rękę kilkanaście lat później. A ułamane uszko filiżanki na obrazku od prababci Jadwigi, leżało na delikatnie już pożółkłej koronkowej serwetce. Z róży odpadło kilka płatków. A pani Jadwiga, no cóż, po prostu przestała się dziwić.
Życie pani Jadwigi rozwijało się tak, jak miało się rozwjać, a obrazek, choć zawsze wisiał na honorowym miejscu, jako cenna rodzinna pamiątka i dzielnie nadążał za życiem pani Jadwigi, nie zwracał na siebie niczyjej uwagi.
Kiedy odszedł ukochany, filiżanka zbladła, a serwetka , miejscami podarta, odkrywała zaniedbany , poplamiony blat. Róża, całkiem już zasuszona, poszarzała przysypana kurzem.
Odtąd , żeby światło słoneczne nie uszkodziło obrazka - a może nie tylko dlatego - trzymała go w szufladzie i zaglądała do niego tylko raz dziennie.
Któregoś ranka, jak zazwyczaj, otworzyła szufladę, a filiżanka, pęknięta na pół, leżała na szarej szmatce pokrytej pajęczynami i kurzem. Z róży został smętny badylek, a płatki rozsypały się w pył. A pani Jadwiga, no cóż...tym razem obrazek wyprzedził nieco życie...pani Jadwiga miała do zrobienia jeszcze jedną ważną rzecz.
Nie było jej smutno. Żyła dość długo, żeby doświadczyć pełni życia. Miała córki, wnuczki i prawnuczki, a najstarsza prawnuczka miała na imię Jadzia. I choć to zupełnie już niemodne imię, Jadzia bardzo była z niego dumna. I brakowało trzech, nie dwóch, dwóch dni do jej piętnastych urodzin.
Jadzia otworzyła paczkę z prezentem urodzinowym od prababci Jadwigi. Rozwinęła szary papier, a potem cieniutką, różowa bibułkę i wyjęła prezent - obrazek w skromnej, drewnianej ramce. Była w zasadzie ciągle dzieckiem i mogła uważać taki prezent za "badziew", ale nie. Jadzia uważała, że jest piękny. Niewielka akwarela przestawiała niezwykle piękną, delikatną filiżankę w pastelowych barwach, na drewnianym blacie przykrytym bielutką, koronkową serwetą. A obok leżała świeżo ścięta, biała herbaciana róża.