No i przefajdane!

Share
No i przefajdane!
Ilustracja według koncepcji autorki, stworzona z pomocą AI.

Dobra. To chyba wszystko. Puszki po piwie Gruby zabrał bo ma po drodze, jak ode mnie jedzie, ten punkt taki, skupu czy jak tam. Żonka przecież wie , że jak chłopaki wpadają na brydżyka, to przcież nie na sucho! Ale przed młodym zawsze taki odstawiamy teatrzyk.

Gorzej jakby niedopalki znalazła. Oooo! To bym miał! Z miesiąc marudzenia, jak nic! Doktor Fang mówił to i doktor Fang mówił tamto. Że przecież, nie dość, że się źle odżywiam, to ona wie, że my z chłopakami to na ryby też bierzemy zgrzewkę piwa, a jeśli nie rzucę wreszcie palenia i serce mi peknie i ona sama zostanie z dziećmi...oj kobieto! Zgrzewkę piwa! Chyba jedną na głowę!

A tak swoją drogą, próbowaliście kiedyś łapać ryby? O, matko! Co za nudy! A wiecie, przez kogo my na te ryby nieszczęsne zaczęliśmy jeździć? A przez żonki nasze! A tak! Uradziły wspólnie, że raz w miesiącu ojcowie z synami będą się jednoczyć czy coś tam. Wymyśliły sobie klub książki "Wartościowe, Interesujące, Nie Obrażające" ( nazwa klubu do dopracowania, ale idea nadrzędna już dobrze widoczna.) I te ryby mialy wyciągnąć nas i smarkaterię z ddomów, żeby one mogły w spokoju...poczytać. Dzieciaki po pierwszym wyjeździe utworzyły front i odmówily dalszych wyjazdów.

Ale nam się to nawet spodobało. Wyjeżdżamy raniutko. Po drodze zaopatrujemy się w masarni Skrzydłoskiego w mięsko na grilla. A jak nam czasem podrzucą dziadka Skrzydłoskiego, żeby z nami nad zalewem, na świeżym powietrzu posiedział - to mięsko na grilla dają za darmo! A od czasu do czasu pozwalają wybrać coś z oferty specjalnej. Bracie, tego na sklepie nie zobaczysz! Od razu do restauracji jedzie. Za pierwszym razem za słabo przycisnęliśmy kamieniem i o mało nam nie uciekło! A w internecie odtrzegali!

No więc, zjemy, potem kilka piwek, trochę pogadamy. W brydża nie gramy bo za bardzo skupić się trzeba, ale w pokerka jak najbardziej! Zdrzemniemy się trochę. A wieczorkiem, u właściciela baru nad zalewem, każdy kupuje pudło świeżutko usmażonych filetów z frytkami! Cudo! Ale również nasza przepustka, bo właściciel baru nie pozwala grilla rozstawiać na swoim terenie. A nam tak!

No i tak się "poświęcamy" raz w miesiącu. Tyle, że to jest," mój drogi, połowiczne rozwiązanie, bo druga połowa problemu szwenda nam się pod nogami!" Taaaa. "Więc znajdź, proszę, mój drogi, rozwiązanie całoścowe!" I się jakiś, za przeproszeniem, "surwiwalista" , żeby go jasna cholera, z jakimś abonamentem napatoczył! I zanim się obejrzeliśmy, zostaliśmy wszyscy szczęsliwymi posadaczami grupowego abonamentu "Ojcowie i synowie po siłę i zdrowie!" Zmyślam!? O! Proszę bardzo! Ulotka. I, od razu, a- kuku! Raz w miesiącu przez cały rok! W mordę!

Ale, może i coś dobrego z tego jest, bo Gruby ostatnim razem to pod górkę podleciał bez zadyszki. No dobra. Prawie bez zadyszki, ale i tak się liczy.

No, to się chyba uwinąłem! Dywan: czyściutki! Pod kanapą : nic! Na kanapie: poduszeczki przetrzepane jak należy. Kuchnia na błysk! Oj, jeszcze się uda wpaść do "Pankraca" na jednego. W nagrodę.

Zaaaaraaaz....a co to za karteczka? "Pysiaczku( taaa, to do mnie), nie zapomnij podlać filodondo... fifindodro... findindindin"...o, matko! Chabazie nie podlane!

Oooo, nawet się bardzo nie zeschły. Jak im naleję do pełna, to powinny się odczmuchać, nie?

O, masz! Druga karteczka?! " Tato"! No, i to do mnie. Zajrzyj parę razy do terrarium..." O, żeż ku...! Zapomniałem o tej jego hodowli eee...tych tam, jak im.. O, cholera! No i się nie rusza! Trudno, mam czas. Jak się pospieszę, to może w sklepie będą takie mieli, to kupię drugiego. Noż, cholera! I z "Pankraca" nici! - Panie Rogacki, kochany, powiedz pan, że ma pan takie na sklepie. Syn wyjechał. Miałem zaglądać....

- Pan pokaże. Faktycznie. Nie rusza się. Mam jednego, ale nie całkiem taki sam.

- Dawaj pan. Może się nie pozna.

- Hmmmm...

- Hmmmm...

- No i jak?

‐ Pozna się! Nooo, to mam przefajdane!

- Myśli pan?...

- No, jak?! Pan sam popatrzy. Ten ma takie jakby tutaj wypukłe z przodu. A ten pana, chociaż przyznam, że biega po terrarium jak szalony, ma tutaj..., przytrzyma pan, o! tutaj! Coś mu dynda.

- Faktycznie. Dynda. Może to młody osobnik jest. I potem mu odpadnie.

- To pan nie wie!? O , nie! To mam podwójnie przefajdane!

‐ Zaraz....ten pana się poruszyl! Chwila, a powietrze pan wpuścił?

- No...otworzyłem terrarium..

- Panie, ono nie tym oddycha! Potrzebna mieszanka azotu, tlenu i jeszcze jakiegoś gówna! O! No! I żyje!

- Panie! Jak ja się panu odwdzięczę!

- To może kupiłby pan tego drugiego? Pokraczny bardzo i nikt go nie chce...

-A dawaj pan. Jaki to gatunek?

- To jest AdaM. A ten pański? Dobra, sprawdzę... O, ten pański to EwA. Piszą tu, że , z grubsza, tak samo się hoduje...ale...

- Dobra, wrzucaj pan tutaj, bo ja już pędzić muszę. Rozliczymy sie na brydżu...

- Ale...tu piszą...poszedł sobie. Piszą, żeby nie wrzucać razem, bo się rozmnożą i zawsze w końcu rozpiżą terrarium.

Postscriptum autorki:

-Toooo...eeeee...to, tego, już wszystko?!- dyrektor poluzował krawat, chwycił dzbanek ze zwiędłymi goździkami, wyrzucił kwiaty przez okno, a zawartość dzbanka wylał sobie na głowę. Zasyczało, a dyrektor natychmiast zdjął zaparowane okulary.

Audytor popatrzył z politowaniem. - No I widzę, że w tym zakładzie się nie wciska.

Dyrektor ukłonił się nisko, otworzył z hukiem podwójne drzwi i wrzasnął:

-Wciskaaaać!

Ale co wciskać? Zapytacie, moi drodzy czytelnicy. Otóż to, tutaj. Tak. To.

https://buycoffee.to/word-whisperer

Read more