Tom 26 (od "Submarine Mines" do "Tom-Tom ")
Dzisiejszą pogadankę rozpoczniemy zagadką. Wszyscy gotowi? Dobrze. Kto wie, rączka w górę! Będą nagrody! Powiedziałabym pierwszą literę, ale nie chcę was obrazić. Tak więc, będzie bez pierwszej litery. Gotowi? Kto tam się odzywa z tyłu? No, proszę, proszę, kawalerze. Proszę wstać. No śmiało! A co to? Nagle odwagi zabrakło?! No nie chowaj się za dziewczynkami, rycerzyku Zakuta Pało! Proszę, o to przyklad rodzimej fauny : pyskacz pospolity. Jest to gatunek, moi drodzy, bardzo agresywny, ale jednocześnie...oooo, proszę! A jednak nasz rycerzyk postanowił pokazać wszystkim swoje oblicze! Aaaaaa...leeeeee...co pan dyrektor...eee...to w takim razie, będzie bez zagadki.
A może jednak...no, dobrze. Zamiast zagadki - pytanie nie całkiem retoryczne. Co zatruwa ludziom życie? Wszystkim, stale i na każdym kroku?
Jakaś podpowiedź? To może najlepsza będzie krótka egzemplifikacja przy pomocy takiego oto obrazka:
Świt. Słońce grzeje słabo i choć to jeszcze sierpień, spomiędzy kartek kalendarza jesień wychyla już swój zasmarkany nos. Ale ten dzień będzie piękny. A w taki piękny dzień można zrobić mnóstwo pięknych rzeczy. Coś przeżyć. Stworzyć coś pięknego i wypuścić to w świat. Pospacerować. Pobyczyć się na słoneczku. Podrzemać. Poczytać. Ponicnierobić. Usiąść z kawą na tarasie i ponapawać się. To będzie piękny dzień!
I w tym miejscu przedstawiam wam nasze dzisiejsze bohaterki - duperelki (inaczej pierdółki) małe i wredne i całkowicie pozbawione znaczenia. Oraz pierdoły (bądź, jak wolą inni "duperele ") również bez znaczenia, ale za to z dużo większym ego. Jedne i drugie nie lubią spokoju, zadowolenia, beztroskiego zatapiania sie w pogodnych myślach. Dla pierdółek twój spokój to nie tylko zwykły dyskomfort. Twój spokój to dla nich śmierć. Tak, więc pogoda ducha to wyzwanie, które muszą przyjąć. Muszą naruszyć idyllę, zlikwidować pogodne myśli. Dla nich to walka o życie. Atak frontalny odpada. To jest metoda stosowana przez Poważne- sprawy- którymi-trzeba-się-zająć. Pierdołom pozostaje partyzantka. Ugryźć i odskoczyć. Przyczaić się i łomot! Najpierw jedna idzie na zwiady. Jak u szczurów. Jak przeżyje, to bohater, a jak nie - to reszta w nogi. No więc, ten pierwszy rozgląda się, bada pole bitwy, i... proszę państwa, kreatywny osobnik nam się dzisiaj trafił! Otwiera na chybił trafił drzwiczki w kredensie. Przygląda się chwilę i robi totalny kipisz wśród puszek z kawą i herbatą. To sprytny manewr. A potem jeszcze, a jak! Brudzi kilka kubków i stawia je obok zlewu. Co za podłość! Wreszcie, chowa się i czeka. A my czekamy razem z nim.
W tym momencie...
Wychodzisz z sypialni, patrzysz na zalany porannym słońcem świat. Ooooo! Jak pięknie! Jeszcze tylko kawa, żeby dopełnić piękno poranka rozpoczynającego piękny dzień. Otwierasz kredens i sięgasz po puszkę z kawą, otwierasz puszkę, dwie łyżeczki do ekspresu i...szlag by to trafił! Czy nie można postawić niczego na miejsce!? Jak chce pić te swoje rozpuszczalne pomyje, to proszę bardzo! Ale można chyba się raz na jakiś czas chociaż postarać! Trzaskasz drzwiczkami od kredensu, a pierdółka-zwiadowca puchnie z dumy. Oj, będzie medal! A jeszcze przecież kubki! Tak! Jest! Pada jedno przekleństwo! Po chwili kolejne!
Teraz pozwolę wam zastanowić się chwilę jak może rozwinąć się ta opowiastka. Za chwilę do kuchni wejdzie inny rozczochrany i ziewający osobnik i najpierw wpadnie w zachwyt nad pięknem poranka, a potem...
Jeśli ktoś ma wątpliwości, to udostępniam do użytkowania mój punkt widzenia. Za darmo! Otóż, pomieszane puszki na półce to pierdoła, brudne kubki na blacie to duperela. Podrzucę jeszcze kilka przykładów: nierozwieszone pranie to duperela, przesunięte krzesło, niezłożony koc, gazeta nieodłożona w jakieś specjalne miejsce to pierdoła, i specjalne miejsce dla gazet to pierdoła. Jak widzę pierdołę to ją likwiduję i natychmiast zapominam. Jeśli ją przegapię, liczę na to, że ten drugi ktoś, kto dzieli ze mną tę samą czasoprzestrzeń, rozprawi się z nią skutecznie; bądź, spokojnie, pozostawi ją mnie do likwidacji.
Ponieważ pierdoły, którym poświęcamy za dużo uwagi, natychmiast zaczynają panoszyć się w naszym życiu, spychając na margines to, co ważne. A ty przestajesz mieć czas i miejsce w głowie na inne rzeczy.
I proszę mnie dobrze zrozumieć, daleko mi do pochwaly lenistwa, spychologii, bezczelnego wykorzystywania innych czy porzucenia wszystkich norm społecznych. Proszę tylko, żebyście przestali być tacy cholernie nadęci, upierdliwi, pryncypialni. Istnieje inna racja niż wasza. I ta racja nie jest gorsza - jest inna. I żeby było jasne, nie chodzi mi o to, że od jutra, w imię innej racji, wolno wszystkim mieć wszystko w d@#€%.
Istnieje zasada nadrzędna : wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego.
Co znaczy: jeśli jesteś śmierdzącym leniem, to twoje lenistwo włazi w wolność drugiego człowieka. I to w ugnojonych walonkach, ponieważ inni muszą pracować za ciebie! Fakt, ale, człowieku! Odpuść troszeczkę. Czy te walonki stoją bardziej po lewej niż powinny? To niech stoją! Czy warto zatruwać życie wszystkich dookoła taką duperelą?
Teraz dam wam chwilę, żebyście przyjrzeli się pierdołom w waszym otoczeniu.
Ach! Już słyszę chór naprawiaczy swiata. "Ale przecież są wlaściwe sposoby robienia rzeczy, na przykład: herbata, najlepsza jest..." Stop! Zatrzymajcie się i puknijcie się w mózgoczaszki. Najlepszy do tego celu będzie tom 26 Encyclopaedia Britannica ( od „Submarine Mines” do „Tom-Tom”). Nie będziemy walczyć o duperele. Ja uszanuję twoją herbatę z mlekiem. A ty uszanuj moją : z rumem, cukrem i cytryną.
Na koniec, pozwólcie, że zastosuję terapię wstrząsową.
Wszyscy umrzemy. Kiedyś. Jakoś.
Rozejrzyjcie się, stąd nikt nie odchodzi żywy. Nie ma znaczenia, co tym myślisz.
Możesz się nabzdyczać, obrażać i złościć. Możesz desperować. Możesz wylać ocean łez. Proszę uprzejmie. Z czerwonym nochalem też będziesz wąchać kwiatki od spodu.
"Ależ jak można mówić o śmierci takim tonem!" I foch?! Ależ proszę bardzo! Będziesz poważny, czy nie będziesz - i tak kopniesz w kalendarz .
A jeśli, twoim zdaniem "słowa rezonują z astralną projekcją wymiarów w wysokiej wibracji sfer autokreatywnej cyrkumferencji i na skutek kwantowo-wibracyjnej rezonacji intencjonalnej każda myśl aktywuje pole morfogenetyczne rzeczywistości, uruchamiając synchroniczną materializację odpowiadającego jej zdarzenia" to ...ech...
Umrzemy - to prawda i nie ma na to rady. I właśnie dlatego proszę żebyśmy zrobili dzisiaj krok w tył i spojrzeli z dystansem na to, co mamy. I na siebie. I żebyśmy przestali zachowywać się jakby każda duperela miała wpływ na los wszechświata. Bo nie ma.
Nie wiemy, jak długo jeszcze będziemy razem. Więc, ludziska, przyjaciele, proszę - wrzućcie na luz.
Postscriptum autorki
Rozległ się przeraźliwy dźwięk przypominający ryk słonia, któremu niedźwiedź jaskiniowy nadepnął na trąbę. Prelegent zbladł, zrobił krok do tyłu, potknął się, osunął się plecami po ścianie i zniknął za pulpitem. Pani Wacia, mistrzyni Dębiny i Okolic w rwaniu z podrzutem, skończyła wycierać nos w coś o wyglądzie namiotu wojskowego.
-Jakie to piękne!- wychrypiała wyraźnie poruszona. Jednak prelegent już tego nie usłyszał, zdążył bowiem wyczołgać się z sali, gubiąc po drodze strony rękopisu.
Rękopisy są za darmo. Kawa do nich — już nie. Jeśli chcesz postawić mi jedną, możesz zrobić to tutaj.