Nic się nie dzieje (kirgizka we łzach)
No, ale nic się nie dzieje to jak tak dobrze pomyślę, to zaczęło się od tego chyba, że ktoś komuś do domu wpuścił kozy i zanim się ten drugi ktoś zorientował, że no ten pierwszy ktoś mu te kozy do domu, to one, te kozy, zeżarły mu, temu drugiemu, zapas luksusowego papieru toaletowego dwuwarstwowego, dwadzieścia kilo mydła szarego ekologicznego, skarpety męskie ilość nie ustalona, kolor nie ustalony, książki, co jakie? Ksiązki jakie? A jakie mają być- telefoniczne, oczywiście, i to najlepsze numery z lat 1978 - 1984, dywan antyczny perski sdziełano w sssr, stan dywanu przed pożarciem przez kozy nie ustalony, oraz kolekcję dzieł sztuki obejmujacą między innymi: makatkę pod tytułem jeleń na rykowisku, monidło niezidentyfikowane, plakat za szkłem pod tytułem według Piekutoskiej Jezus na jeziorze, według Piekutoskiego Syrena w Świetle księżyca, aktualnie w wyniku pożarcia niemożliwe do ustalenia, tryptyk pamiątkowy sentymentalny dziergany: kirgiz na koniu, koń bez kirgiza, kirgizka we łzach, oraz portret Świętego Pamucentego ewentualnie Violetty Villas, no i jakim cudem ja się pytam, jakim cudem był Piekutoski , skąpiradło jedne, bo się domyśliliście chyba, ze to on był ten drugi, no więc, jakim cudem był Piekutoski, skąpiradło jedne, ubezpieczony od pożarcia przez kozy majątku obejmujacego dzieła sztuki sakralnej i ludowej, przedmioty użytkowe oraz takowe o wartosci sentymantalnej, ale fakt, że był, tak żesmy wtedy myśleli, bo czemu mielibyśmy inaczej myśleć skoro Piekutoski, skąpiradło jedne, się zaklinał, że był i jeszcze przyniósł i pokazał, że podpisał i każdemu dał poczytać, ale żeśmy z początku nie wierzyli, bo tutaj głupich nie ma, za torami - to może i tak, ale tutaj nie, a dobrodziej co ma oko na najważniejsze sprawy, na ostatnią stronę popatrzyl to go żeśmy cucić musieli jak zobaczył ile Piekutoski, skąpiradło jedne, za tego kirgiza bez konia i resztę badziewia dostanie, w efekcie tego cucenia późno się zrobiło i już żeśmy się mieli bez wniosków żadnych rozejść , kiedy ten sąsiad, ten co to ostatnio sobie zwierza takiego do domu przywiózł, mówi, że pies, ale ludzie drodzy! Kto takiego psa widział! prędzej to osioł tylko głośno nikt nie powie, bo wiecie, nam to wszystko jedno, sąsiad zacny chłop, może sobie tego osła na smyczy po wiosce prowadzać, no więc on mówi, że po pierwsze to Piekutoski, skąpiradło jedne, nic jeszcze nie dostał, no i to w zasadzie tyle, ale skoro bylo po pierwsze, a nikomu się nie chciało do domu wracać, to żeśmy wspólnie uradzili, że, po drugie, to nie jest powiedziane, że jak u każdego przeszukamy strychy i chlewiki to się jakieś unikalne dzieła sakralno-użytkowe czy ludowo-sentymentalne o wartości unikatowej nie znajdą, a to w celu nakarmienia kóz i otrzymania w gotówce tego, co to się Piekutoskiemu, a żeż to skąpiradlo jedne, ma dostać, w efekcie poszukiwań zgubiliśmy jednego sąsiada, ale to nie szkodzi, bo ogólnie kupa unikalnych dzieł prezentowała się całkiem, całkiem, jako że punkt pierwszy został odhaczony, to my do Piekutoskiego gdzie te kozy, a on ten idiota skąpiradło jedne, że pożyczone były ale nie za darmo i jeszcze się skąpiradło jedne nabzdyczył, no i teraz z powodu niemania kóz, Piekutoski obywatel się zobowiązał dobrowolnie pod przymusem na piśmie, pożreć co następuje:
Obuwie klasy historyczno- muzealnej marki Walonki, sztuk trzy, wszystkie lewe, skrajnie zużyte; miednicę niegdyś emaliowaną, kolor oryginalny nieustalony, bez dna; odbiornik telewizyjny lampowy marki rubin, wybuchnięty; kolekcję białych kruków w niebieskich okładkach pod tytułem zbiorczym Ewa Wzywa 07, pożółkłą; łącznie trzydziesci dwa i pół dzieła artystycznego, z rodzaju obraz na ścianę, obramowanego i nie; meblościankę w kolorze oliwka jasna odzyskaną z chlewika, ale żeśmy toto komisyjnie spalili bo komarstwo wyległo nad ranem; oraz trzy sraczyki i dwie wanny pełne wszelkiego badziewia.
To jeszcze wam powiem, że raczej majątku z tego nie będzie bo Piekutoski, skąpiradło i sobek, wymiękł już przy drugim walonku. Ale, jak, się coś zadzjeje, to wam opowiem.
Postscriptum autorki
-Pani Krysiu, - donośny głos dyrektora przerwał przydługą ciszę.- Przyniesie pani sama wie co!
Z krzesełka najbliżej drzwi poderwał się zadziwiająco wielki, rudy tapir dźwigany przez zadziwiająco drobną kobiecinę.
-A wy, no żeż, ludzie! Co za obojętność! Proszę państwa, tak nie można! No przecież to wystarczy ten guzik tutaj przycisnąć!
Prelegent, czerwony na twarzy, wycofał się pod ścianę, wpychając zmięty rękopis do kieszeni spodni. W tym momencie, przy wtórze dzwoniącego szkła, drobnym kroczkiem wbiegła pani Krysia. Postawiła przed dyrektorem ogromną tacę, a na tacy, wśród rozmaitego autoramentu kieliszków i szklanek, stała ogromna, oszroniona butelka. Po sali przebiegło westchnienie zachwytu.
-Najpierw guzik. - Dyrektor nie pozostawił wyboru.