Coś zmienić

Share
Coś zmienić
Ilustracja według koncepcji autorki, stworzona z pomocą AI.

Czas na nową historię. O czym by tu dzisiaj... Najważniejszy jest początek - tak twierdzą ci, co się znają. Dobra...myśl...myśl...

Mam!

"Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce..."

Eeeeeemmmmm...jakoś znajomo to brzmi...nie? Eeeeeemmmmm.....chyba to już kiedyś było...? Może ktoś rozpozna i głupio będzie. Za duże ryzyko.

To może tak:

"Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię."

Nie...jednak nie. Też jakby znajome. Jeszcze się autor wścieknie, złoży pozew, będzie chryja. Nie.

No to, może coś takiego:

"Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli.”

Noooo! To jest coś! Wspaniałe! Trudno będzie znaleźć coś lepszego. Tylko, że nie wolno pod żadnym pozorem poprawiać Mistrza. Ani, tym bardziej, Małgorzaty.

Jakby to zacząć...żeby wam się podobało a mnie dało kopa na rozpęd... Mam! Przeprowadźmy szybkie głosowanie. Kto jest za? Nie widzę. Kto jest przeciw? Nie widzę. Kto się wstrzymał? Nie widzę. Przy całkowitym braku głosów, wygrał mój pomysł. Dzisiejsza historia zacznie się od takiego, mianowicie, zdania:

"Był sobie kiedyś taki jeden facet. "

Nie podoba się? To trzeba było inaczej głosować.

Był sobie kiedyś taki jeden facet. Ogólnie, bardzo sympatyczny, wesoły i towarzyski. Ale, jednocześnie, żebyście sobie czegoś nie pomyśleli, odpowiedzialny i pracowity. I, w związku z powyższym, piekielnie zapracowany. Taki, w sumie, każdy, nie? Nie?! No, tak. Prawie każdy. I, jak każdy, ...prawie każdy, miał marzenie.

Kiedyś, jak był młody (albowiem w chwili, gdy go poznajemy- już nie jest) to miał takie różne wielkie marzenia. Jak to młody. Młodzi mają różne wielkie marzenia. I on też miał. Na przykład, kochał drzewa i opowiadał kumplom jak to kiedyś posadzi sobie swój własny las ogromnych drzew. Będą w tym lesie rosły największe sekwoje na świecie. Ale to marzenie było głównie na pokaz. Tamto prawdziwe marzenie, piękne i osobiste, trzymał w tajemnicy. Otóż, nie zależało mu na tym, żeby otaczać się egzotycznymi drzewami. Chciał mieć przytulny, swojski sad. I trzymając się tego marzenia o sadzie jak wielkiej tablicy wskazującej mu kierunek, wszedł w dorosłe życie.

I jak już w to życie dorosłe wszedł, to od razu posadził ten swój wymarzony sad. Dużo pięknych jabłoni i grusz, brzoskwiń i moreli, szpalery orzechów włoskich i kasztanów. I tak sadził i sadził, aż w końcu w ręku został mu ostatni, niepozorny badylek. A gdy obejrzał badylek dokladnie (a niewiele było do oglądania), zaskoczony stwierdził, że badylek na jednym końcu ma pączek, a na drugim korzonek. Ale, jako, że nie dało się po wyglądzie badylka ustalić czy wyrośnie z niego pomarańcza czy renkloda, postanowił połamać badylek i wyrzucić go za płot. Tylko, że kiedy patrzył na ten biedniutki ale dziarski korzonek i na malutki ale bardzo zielony pączek, to żal mu się zrobiło wyrzucać taką dzielną roślinkę. Wetknął więc badylek w ziemię w kąt przy płocie, między pokrzywy. Żeby to, co ewentualnie wyrośnie z badylka nie zanieczyściło pięknego sadu. Tak.

A potem to już tylko życie. A życie, jak tylko życie potrafi, przywaliło mu najpierw z bańki, a potem poprawiło z liścia - miał więc sporo na głowie. Ale sadem zajmował się jak należy. Przycinał, podlewał, nawoził. Chronił przed mrozem, upałem i robalami. I co z tego miał? Ciśnie się tu na usta (fuj!) słowo powszechnie uważane za niecenzuralne. Aby zachować się jak należy, powiem "nic". Miał z tego nic. Drzewa wolały mieć modne fryzury, a nie owoce. A narzekały, marudziły, wybrzydzały! Biegał więc z wywieszonym językiem, ledwo, ledwo, z wielkim trudem dopinając jakoś życie. I rok w rok miał z tego nic.

Znowu przeszkadzacie! Co?! Znaczy:słucham?! Że ja zapomniałam? Ja?! Otóż, nie zapomniałam.

Nasz bohater coraz częściej zaglądał w kąt ogrodu, w którym nikt nic od niego nie chciał. W którym było cicho a gęste listowie rzucało miły cień. Tu nie musiał podlewać, nawozić, spryskiwać, przycinać. A był to odległy kąt ogrodu, przy płocie, gdzie rósł dzielnie mały badylek. Bez podlewania, nawożenia, spryskiwania badylek rozróśł się w wielkie drzewo. Piękne drzewo, które z czystej wdzięczności za uratowanie życia, bez słowa skargi , bez narzekania, dawało piękny cień i lśniące,rumiane, słodkie owoce. Nasz "taki jeden" spędzał z badylkiem całe swoje życie, siedział w jego cieniu, wcinał owoce i smędził bez końca o złośliwych kosztelach, narcystycznych williamsach i niewiarygodnie leniwych morelach.

Aż któregoś dnia, pod płotem, zamiast drzewa zastał smętny badylek. Brak podlewania, przycinania, nawożenia, po prostu brak miłości, w końcu odebrały badylkowi wolę życia.

"Taki jeden" wzruszyl ramionami. Przecież to zawsze był tylko badylek. I wyciągnął badylek z ziemi, zlamał na kolanie i wyrzucił za płot.

Koooonieeeec.

Znowu! Czego? Znaczy: słucham? A nie, nie, nie! Nie ma tak dobrze. Ja tu nie jestem od morałów. Ja tylko opowiadam historie.

Ale mogę wam powiedzieć jedno:

Jeśli odpychacie kogoś raz po raz przekonani, że i tak wróci, to musicie wiedzieć, że za którymś razem nie wróci. Nie wróci, a ty, mój czytelniku, dopiero wtedy zdasz sobie sprawę z tego, jaka ta osoba była dla ciebie ważna. Dopiero gdy nie będzie jej przy tobie, zrozumiesz, że zawsze była dla ciebie dobra. A ty odpychałeś ją wciąż i wciąż. Tylko, że tym razem nie wróci. Przegapiłeś czas, kiedy jeszcze mogłeś coś zmienić.

A ty mój czytelniku? Przegapileś coś ostatnio? No to biegnę donieść, że ty wciąż możesz coś zmienić. Wystarczy, że klikniesz w ten duży klawisz poniżej i wybierzesz. Co masz wybrać? A, to już zależy od tego, jak bardzo podobała ci się ta historia. Niewielkie wsparcie ma dla mnie wielkie znaczenie.

Odkryj świat Word Whisperer w drzewku linków Cuplink!
Wszystkie sociale Word Whisperer w jednym miejscu. Postaw wirtualną kawkę 1 kliknięciem prosto z drzewka Cuplink - szybko, wygodnie i bez rejestracji.

https://buycoffee.to/word-whisperer

Read more