Co jeszcze zrobią

Share
Co jeszcze zrobią
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/cat">Cat Stock photos by Vecteezy</a>

- Żeby widzieć nie zawsze potrzebne są oczy. - Bastet zwróciła się w moją stronę.

- A co widzisz?

- Tego nie mogę ci powiedzieć. Jeszcze.

Nie warto pytać - tyle wiem. Jeśli będzie mogła, to powie. Położyłam srebrny krążek na otwartej księdze. Bastet zatrzymała mnie gestem.

- Zaczekaj! Będziesz musiała ich bronić. Bez ciebie nie dadzą sobie rady.

- Wracam...czy tak?

Czekałam długą chwilę , bardziej z szacunku niż z nadzieją, ze dowiem się czegoś jeszcze. Już miałam się odwrócić do wyjścia gdy nieznacznie skinęła głową. A więc wracam...

*

"Dziesiąta woda" - żachnęła się ciotka Florentyna. - Też coś!

- O co tu chodzi? - Ciotka Ruta stała za plecami ciotki Dżamili, która rozkładała na stole stare zdjęcia.

Flora siedziała cicho. Nic tutaj nie mogła pomóc. Ciotka Rozalia, najstarsza z ciotek Flory, niemożliwe wykształcona, słodko uśmiechnięta siwowłosa drobinka, poprawiła na nosie binokle w złotych oprawkach. Biada temu, kto dałby się zwieść słodkiemu i uśmiechowi i naiwnym, błękitnym oczom.

Florentyna położyła na stole pożółkłe dokumenty, rujnując jednocześnie jakiś porządek, w którym Dżamila układała zdjęcia w poszukiwaniu podpowiedzi.

- Wszyscy po kolei wymienieni w tym dokumencie, jacyś twoi kuzyni - Florentyna postukała upierścienionym palcem w odpowiednie miejsce na dokumentach leżących na stole - nie zdołali , zmrużyła jedno oko i teatralnym gestem zbliżyła do oka kartkę papieru - " odnaleźć, odkryć, napotkać, czy w jakikolwiek inny, naturalny bądź nie, sposób, wejść w posiadanie...". No, żeż, do licha!

Licho posłusznie wyjrzało zza szafy.

-Przepraszam! - Florentyna wygrzebała z jednej z rozlicznych kieszeni porozciąganego na wszystkie strony różowego swetra, garść ogromnych krówek w żółtych papierkach i wrzuciła za szafę. Licho dygnęło grzecznie i zniknęło w cieniu pod ścianą.

- Jesteś wymieniona ostatnia jako, cytuję "...dziesiąta woda po kisielu..." - Florentyna prychnęła oburzona.

- Jeśli nie zdołasz odnaleźć...tego tam ...- Rozalia przełożyła kartki, - " przedmiotu będącego głównym elementem poszukiwań, przedmiot ów, wraz ze wszystkimi nie nieprzewidzianymi, nie wymienionymi , ale z automatu będącymi jego częścią " ...

- Że co? - Dżamila nie wytrzymała.

Rozalia przyjrzała się dokumentowi.

- Same zobaczcie, - odwróciła kartkę w naszą stronę. - Dalej jest jeszcze lepiej!

Znalazła miejsce, w którym przerwała. - "... częścią przedmiotu poszukiwań .... zostaną poddane nieodwracalnej eutanazji..." - Rozalia przerwała i spoważniała. - "Nieodwracalnej " zostało odręcznie podkreślone na czerwono.

Ruta wyjęła jej kartkę z dłoni. - A dalej, również podkreślone na czerwono, - ciotki spojrzały po sobie. - " ... A następnie, nieoczywistej utylizacji" - dokończyła oburzona ciotka Ruta, a okulary, ogromne, w oprawie z ciemnego bursztynu, zsunęły jej się na sam czubek nosa.

Teraz już wszystkie ciotki patrzyły na Rozalię.

- Co to jest "nieoczywista utylizacja"?

- Jest jakaś inna eutanazja?

A Rozalia delikatnie dmuchnęła w swoją otwartą dłoń. Zdjęcia rozłożone przez Dżamilę na stole poderwały się nagle do góry , przetasowały jak karty do gry i opadły zasypując stół, podłogę z dębowych desek, krzesła, kanapę, jedna wpadła do kubka ciotki Dżamili, a łopoczący wir zdjęć wyfrunął za okno na podwórze i od razu zbiegły się wokół nich ciekawskie kury.

Flora próbowała łapać zdjęcia, ale wymykały jej się z dłoni i kontynuowały radosny powietrzny taniec. A jako że Ruta jakimś sposobem zmuszała je, jedno po drugim, do powrotu na miejsce do albumu, Flora wyskoczyła przez okno by ratować czarno - białe portrety swoich bardziej lub mniej, dostojnych przodków przed niewątpliwym rozdziobaniem.

Tymczasem w salonie już tylko jedno czarno-białe zdjęcie wielkości większego znaczka pocztowego, z brzegami wyciętym w zabawne ząbeczki, unosiło się z gracją nad stołem. Rozalia delikatnie ruszyła dłonią i zdjęcie osiadło łagodnie jak motyl.

Dżamila westchnęła znacząco, odstawiła kubek, z którego wyglądał skrawek rozmakającej podobizny jakiejś damy w ogromnej koafiurze, delikatnie chwyciła zdjęcie w dwa palce, osuszyła jako tako rękawem i położyła obok pierwszego.

Florentyna wydobyła ze swoich włosów wyblakłe na pomarańczowo i brązowo zdjęcie z polaroida. Licho wychyliło się zza szafy i pomachało kolejnym kolorowym kartonikiem, który odmówił powrotu do albumu. Flora weszła drzwiami. Obsypana kurzem i pierzem, uśmiechała się tajemniczo, ale żadna z ciotek nie patrzyła w jej stronę. Dżamila kiwnęła dłonią w stronę Flory nie odrywając oczu od zdjęć na stole.

- Co tu widzisz, Floro?

Flora podeszła bliżej. Na stole leżało kilka zdjęć, może dziesięć, a może nie aż tyle. Na zdjęciu w kolorach sepii, w które Dżamila pukała grubym ołówkiem, na tle idiotycznego malunku z palmami i dymiącym wulkanem, w ogromnym fotelu siedział uśmiechnięty staruszek, a na jego kolanach spało zwierzę, coś jak mniejsza pantera albo jaguar.

- Tygrys zaraz zje tego dziadunia.

Ruta przewróciła oczami.

- Uratowałaś coś?

Flora wyszczerzyła się od ucha do ucha i wyciągnęła przed siebie ręce , które dotąd trzymała za plecami.

-Uratowałam to! I będzie tylko moja! - W kołysce z dłoni Flory leżał mały kociak niepewnie poruszając łepetyną na wszystkie strony.

Rozalia delikatnie wyjęła zwierzątko z rąk dziewczynki.

- To przecież jest Zuza...-

-Zuza? Czy to możliwe?

-Ta Zuza? Nasza..?

Flora patrzyła na ciotki nic nie rozumiejąc. - Kto?

-Zuza. - wyjaśniła Ruta. I dodała, - to jest Zuza dziewiąta.

- Kto??

-Spójrz, - Ruta dotknęła palcem zdjęcia z jeszcze-nie-zjedzonym staruszkiem. - To jest Zuza Pierwsza. To Zuza Druga- zdjęcie z rozmokłą w herbacie damą.

- To Zuza trzecia a tu czwarta... -Tak, tak, tak. A to jest Zuza Dziewiąta. - Rozalia podała Zuzę Florze. - A ponieważ ty ją znalazłaś, teraz będzie opiekowała się tobą.

*

Wracamy gdy jesteśmy im potrzebni. Wracamy, gdy jest im potrzebna nadzieja. Stoimy na granicy światów między nimi a złem, bierzemy na siebie ich nieszczęścia, bronimy przed tym, o czym nie wiedzą i jeśli nam się uda - nie dowiedzą się nigdy. Oddajemy nasze dziewięć żyć tym, którzy są tego warci za to , co już zrobili, albo za to, co jeszcze zrobią.

Read more