Dacie wiarę?

Share
Dacie wiarę?
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/accuracy">Accuracy Stock photos by Vecteezy</a>

I po cholerę było sprzątać? Po cholerę,  ja się pytam? Komu to przeszkadza , że trochę kurzu za szafą leży?  No? Jak słowo daję,  psia krew, jeszcze się nigdy u nas goście za szafę czy pod wannę nie wciskali.  No to po jaką cholerę ja się mam wciskać,  co? A gderała, a gderała, że święta a za szafą kurz rok się zbierał. No, ludzie,  caaały rok, no nie mozliiiwe! Że  szafki w kuchni aż się kleją.  No to po co ufajdanymi łapami dotyka? Że za wanną glony rosną od wilgoci. No to , po jaką zmorę zasmarkaną, w tej naszej mikrej wanience codziennie ablucje odbywa? Normalni ludzie tak często się nie myją. A z resztą,  naukowcy ostatnio odkryli, że  mycie szkodzi. Tak więc,  zgodnie z zaleceniem lekarzy, ja, na ten przykład,  co nieco myję co drugi dzień,  a pozostałe co nieco raz w tygodniu. Albo rzadziej. A to również tytułem tego, że naszą planetę jedyną miłuję i szanuję, i oszczędzam wodę oraz inne utensylia niezbędne do kąpieli. A jak!

Nooo, to mnie ślubna szmatą przez łeb! I w ryk, że ona co roku sobie ręce urabia po łokcie. No to ja mówię...I tu uważajcie! Zwłaszcza jeśli jesteście młodzi. Teraz się czegoś na moim egzemplu nauczycie. No więc mówię, że specjalista jakiś by się przydał bo ja co roku jakoś efektów tego urabiania nie widzę.

Jak się zapewne domyśla każdy żonaty dłużej niż dwa tygodnie,  to ostatnie, to już na sto procent należało zatrzymać dla siebie. Się kobieta czerwona zrobiła na twarzy,  potem biała,  potem wręczyła mi trzepaczkę i kazała na trzepaku pod blokiem wszystkie dywany wytrzepać. I jeszcze wysyczała przez zaciśnięte zęby,  że jeśli wrócę przed zmrokiem to "mogę swój niedomyty zadek na czas świąt przenieść w miejsce, gdzie mieszkają podobni smrodoodporni miłośnicy matki ziemi." Jej własne słowa.

Zadowolony bylem, bo mi się w sumie tanio udało, to i bez słowa zatargałem dywany pod trzepak. A tam, proszę ja was, kolejka takich samych mądrych, co przed świętami języka za zębami nie potrafią trzymać. A w tym, oczywiście, i szwagier. 

W kolejce do trzepaka pełna kultura. Piwko, papieroski, a szwagier skoczył po gryla. No! Proszę państwa! Tak to ja mogę sprzątać co tydzień. To jest duch prawdziwego sprzątania. Kobieta tego nie zrozumie. Bez szans.

Pod wieczór już było jak się wszyscy rozeszli, tylko my żeśmy że szwagrem zostali. Ja, bo ostatni byłem w kolejce, a szwagier swoje miejsce stracił jak poleciał po gryla. A jak gryla cichaczem  z domu wynosił to jeszcze małpkę ze schowka w meblościance podprowadził. Zuch!

Smętnie się trochę zrobiło. Usiedliśmy na tych naszych dywanach niewytrzepanych i nostalgia nas opadła.  Robiło się coraz ciemniej, coraz chłodniej , coraz nudniej, a i małpka coraz bardziej pusta. A nasze dywany jakoś ciągle niezmiennie niewytrzepane.

No to szwagier,  dureń, (a ja drugi, że durnia posłuchałem) mówi,  że jego dywan, jako, że to już antyk jest - a, tak, proszę państwa, albowiem szwagier go kiedyś z importu na stadionie nabył drogą kupna - jest dziwna karteczka przyszyta, tylko trzeba by przez jakiego czata przepuścić,   bo nie po naszemu.

No i komu to przeszkadzało, że dywany niewytrzepane? A trzeba było te dywany ruszać?!

Karteczkę przez czata przepuściliśmy. Stało napisane, że ten sprzęt - jako, że to model ekonomiczny jest i hamulca nie posiada- jak już ruszy, to trzeba czekać, aż się paliwo wyczerpie. Cholera jasna! Szwagier, dureń, latający dywan kupił! No i latamy teraz ze szwagrem nad trzepakiem, po ciemaku, na tym jego dywanie zasmarkanym i walimy w niego trzepaczkami jak wariaci, bo w instrukcji napisane, że dywan na bród i kurz lata. Na bród i kurz!  Dacie wiarę?!

Read more