Jaki znowu hotel?

Share
Jaki znowu hotel?
Ilustracja według koncepcji autorki, stworzona z pomocą AI.

No, żeż... powtarzam to po raz setny. Zostali w hotelu. Tak, w TAMTYM hotelu. Nie widzieliśmy. Może to teraz, a może źle patrzycie, a może nie wiem co, ale wtedy był. Weszliśmy. No, przecież mówiłam już, że weszliśmy. No, żeż.... do środka. A czy można wejść na zewnątrz? A ja wiem? No jak? No jak... jak hotel. Nic szczególnego.

A wysłucha mnie pani? O! Dziękuję. Nie słodzę. Zaraz, wie pani co, poproszę dwie kostki. A, da pani od razu sześć. Czuję, że mi dobrze zrobi. No więc, wysłucha mnie pani? Bo ci tutaj....

Serio? Ok. Acha. Ok. Dobrze.

Dostaliśmy pocztą...no, zwykłą, taką co na nogach przychodzi, a nie przez powietrze. Dżizes, no, pani też? Dobra, dobra. Szara koperta, adres z drukarki, z drukarki...? Ludzie, co z wami? W środku jedno zdjęcie. Zdjęcie zrobione w nocy, bez dodatkowego oświetlenia, no i w ogóle złej jakości. Jak kiedyś, dawno, w gazetach. Takie czarno białe...O, właśnie! Ziarniste! Na tym zdjęciu budynek. Z tyłu zdjęcia, odręcznym pismem "ona jest w środku". Zdjęcie bardzo niewyraźnie, ale każdy z nas wiedział, co przedstawia. Tak, hotel. Tak, ten hotel. Tak, ten, co teraz twierdzicie, że go nie ma.

Mogę szklankę wody? I jakieś chustki, bo te już całkiem zasmarkane. Mogę jeszcze kawy? Jasne, tylko cukier poproszę.

Jak Pani chce, to proszę je sobie obejrzeć. W bagażniku, zamiast dojazdówki... to niech sprawdzą jeszcze raz. Na parkingu, cholera, no, przed hotelem... dobra, przepraszam, tak, wezmę się w garść. Proszę mi dać chwilę.

Parkingu też nie ma? Ani samochodu?

W zasadzie to wiem. Proszę wiadro kawy. Z cukrem. Papier i ołówek. Nie długopis. I absolutnie nie komputer. On się jakoś po sieci przemieszcza. Po sieci. Tak. Sieci. Co tu się dzieje?

Nie ważne. I tak muszę to narysować dla pani. Dobrze. No...jak pani chce. Mogę najpierw opowiedzieć. No...w porządku. Proszę pytać.

Koleżanki szukaliśmy. To o niej było, że jest w środku. Bo weszła do środka. Widzieliśmy. Tak! Wszyscy widzieliśmy jak wchodzi...proszę nie kwestionować każdego mojego słowa, bo w takim tempie niczego się pani nie dowie.

Patrzyliśmy, jak wchodzi. Nie, nie do hotelu. Tak twierdzę, bo to był ten sam budynek. Nie, to nie był hotel. Tak, a wczoraj był. O! I to jak chcieliśmy! Byliśmy tuż za nią. Otworzyła drzwi. W środku była ciemność. Zupełnie czarna. Weszła, a my za nią...tylko, że...my zrobiliśmy krok na piasku. Dzisiaj nie. Dzisiaj weszliśmy wszyscy. Wiedzieliśmy, że to ten sam budynek. Nie, nie wyglądał tak samo.

Nie, nie wyglądał tak samo. Z zewnątrz podobny... Niby taki sam, a coś się nie zgadzało. Ale w środku... proszę mi dać chwilę...W środku horror. I to jest najgorsze - nie pamiętam. Chcę powiedzieć. Chcę! Nie mogę. Nie potrafię wytłumaczyć.

Zaraz, zaraz. Jakie dzieci? Tam nie było dzieci. Nie, tylko my. Nie, żadne dzieci z nami nie wchodziły. Niechże pani da spokój z tymi dziećmi. Jedyne dzieci o jakich wiem, to my. Ale to było trzydzieści lat temu.

Już...już...oddycham...oddycham.

Proszę położyć te zdjęcia. Już będę spokojna. Będę. A pani niech lepiej usiądzie. Jak pani chce.

Więc, pani zdaniem, te dzieci to kto? Zaginęły? Trzy dni temu? Proszę spojrzeć: to ja, to Maciek, to Kaśka, Marcin i Karol. Są tutaj. Tutaj. Tak. Przywieźliście nas wszystkich tutaj.

A mówiłam...trzeba było usiąść...Za nami wszedł? Policjanci? I nie wyszedł...a hotelu już nie ma...Narzeczony...?

Zaraz...

Narysuję linię. Trochę krzywo. Nieszkodzi. Załóżmy, że to czas. Wprawdzie płynie w jedną stronę, ale ludzie...

Proszę popatrzeć. To my, te dzieci. Weszliśmy do hotelu. Pani zdaniem trzy dni temu. Moim - trzydzieści lat temu. Tyle, że my, te dzieci, wcale do niego nie weszliśmy. Weszła tylko ta mała, Karolina. Młodsza siostra Karola. Hotel znikł, a my, przerażeni, pobiegliśmy do domów. Trzydzieści lat szukaliśmy tego hotelu...

Naszym zdaniem błąkaliśmy się po nim trzy dni, a jak wyszliśmy...

Niechże pani wreszcie usiądzie!

Zaraz...Matko Boska! Ile pani ma lat?! Ile?! Trzydzieści pięć, prawda?

Karolcia...Karolcia...to ty? Karolcia...Karolina...nie płacz...

Słuchaj! Przyszli po nas! Słuchaj, ten narzeczony...Karolcia, weź to i dobrze schowaj. Telefon. Tak. Naprawdę telefon. To nie ważne teraz...tu przyciśnij, potem tu....jesteś znana...detektyw i pisarka...Karolina Knapf-Korzeniecka...schowaj...schowaj...!

[otwierane drzwi]

— Tutaj! Wychodzić! Wszyscy wychodzić!

[szuranie krzesła, kilka głosów naraz]

— Nie szarpać jej!

— Telefon! Zabrać wszystkie telefony!

— Proszę się odsunąć!

[szamotanina]

[Trzask drzwi i cisza.]

„Dobry wieczór. W dzisiejszym odcinku wracamy do sprawy, prawdopodobnie najdziwniejszego morderstwa, w którym wszystko jest oczywiste, a jednocześnie zupełnie bez sensu. Morderstwa, które w jskiś pokrętny sposób przywołało sprawę zaginionych policjantów sprzed 30 lat. Jeśli podoba się państwu nasz podcast, macie państwo możliwość odsłuchania odcinków archiwalnych w ramach bezpłatnej subskrypcji. Wróćmy do sprawy morderstwa Karoliny Knapf-Korzenieckiej. Emerytowana detektyw i twórczyni sławnej na cały świat serii powieści kryminalnych, została zamordowana w drzwiach swojego domu. Morderca usiadł obok ciała pani Karoliny i tak czekał na policję. Niby wszystko jasne, prawda?

A tu dopiero zaczna się łańcuch zazębiających się zagadek. Morderca twierdzi, że zaręczył się z pania Karoliną 30 lat temu. I wszystko miałoby sens, gdyby nie to, że moderca twierdzi uparcie, że szukał jej przez 60 lat, a on sam...no...morderca... nie może mieć więcej niż 15 lat..."

Read more